Motto tygodnia: Zrozumcie to wreszcie – ktoś może was wyhuśtać w areszcie.

Dziewczynka z zapałkami – baśń dla dorosłych

Po korytarzach gmachu Parlamentu Europejskiego w Brukseli chodziła dziewczynka usiłująca sprzedać zapałki, ale jej nie szło.

– Po co komu zapałki? – mówili niemieccy zieloni. – Dziś już prawie nikt nie pali.

– Zapałki? – dziwili się francuscy liberałowie. – Mamy zapalniczki.

– Tu nie potrzeba zapałek – krzywili się brytyjscy brexitowcy. – Tu trzeba dynamitu!

– Kupiłbym od ciebie wszystkie zapałki, gdyby twoi rodacy nie zablokowali mojej kandydatury na przewodniczącego Komisji Europejskiej – powiedział Frans Timmermans z Holandii, uśmiechając się jadowicie.

Jeżeli nie chcę umrzeć z głodu – pomyślała dziewczynka – muszę zmienić ofertę.

Wyrzuciła zapałki do kosza, pogrzebała w plecaczku, ale nie znalazła w nim nic, co ktoś mógłby kupić. Poszła do łazienki, spojrzała w lustro, lecz to, co ujrzała, sprawiło, że nie zapytała, kto jest najpiękniejszy na świecie. Wiedziała jednak, że w brukselskich elitach pełno jest dewiantów gotowych zapłacić dużo euro za nawet najbardziej nieatrakcyjny towar.

Znajomy krasnoludek Legutko pomógł jej napisać po angielsku na tabliczce, którą zawiesiła sobie na szyi: „Sprzedam siebie”.

Zrobiło się poruszenie na parlamentarnych korytarzach. Podchodzili posłowie, cmokali, zastanawiali się, niektórzy nawet wyciągali portfele, by w ostatniej chwili je schować.

– Idź do komisji do spraw zatrudnienia i spraw socjalnych – doradził socjalista z Litwy. – Jeśli ktokolwiek cię zechce, to tylko tam.

Dziewczynka posłuchała rady. Stanęła przed członkami, no… – przed przedstawicielami komisji do spraw zatrudnienia.

– Weźcie mnie – szepnęła, wskazując na tabliczkę.

Posłowie spojrzeli na nią: niektórzy z nieukrywaną odrazą, niektórzy z obojętnością, a niektórzy z politowaniem.

– Głosujmy – powiedział Niemiec po francusku.

Dziewczynka zadrżała, miała bowiem złe doświadczenia z głosowaniem w Brukseli.

Zagłosowali. „Precz” – orzekło dwudziestu siedmiu.

Dziewczynka załkała, ponieważ liczba dwadzieścia siedem też źle jej się kojarzyła.

„Zapraszamy” – orzekło dwudziestu jeden.

– Wypad! – zawołała Belgijka po niemiecku.

Inna dziewczynka spaliłaby się ze wstydu, porzuciłaby tabliczkę i uciekła, gdzie pieprz rośnie, ale nie ta dziewczynka. Postanowiła się nie poddawać i jeszcze raz poszła na posiedzenie tej samej komisji.

– Weźcie mnie – chlipnęła.

„Precz” powiedziało trzydziestu czterech, „zapraszamy” dziewiętnastu.

Tego już było dla dziewczynki za wiele. Zapłakana wybiegła na korytarz, gdzie spotkała inną dziewczynkę.

– Co sprzedajesz? – zapytała przez łzy.

– Zapałki – odrzekła druga dziewczynka.

– A jak się nazywasz?

– Rafalska.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Trójka pisowska: finezja, wyrachowanie i gumofilce dobrze kojarzą się tylko na wschód od Odry. Może miałaby szanse, ale ambitne plany pokrzyżował przytachany przez dziewczynkę do Brukseli, dobrze wysłużony klęcznik. Miała być duża pecunia, a przyszło zadowolić się skromniejszym o(m)letem.