Motto tygodnia: Zrozumcie to wreszcie – ktoś może was wyhuśtać w areszcie.

„Ty głupi chóju” – westchnęła GOŚKA DANISZEWSKA. Westchnęła przez „ch” oraz „ó”, kreskowane, a nie otwarte. Jak dobrze, że na świecie jest jeszcze ortografia. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA uważa, że przy łamaniu zasad także trzeba mieć jakieś zasady. Jak przez „ó” to już „hój”. Albo jeszcze lepiej „hói”. A tak w ogóle to za dużo tej agresji w polityce…

Daniszewska: – Ale jesteś podejrzliwa, ty ruska agentko.

Wołk-Łaniewska: – Budzcie zorki i bdicielny, jak nauczał wujek Felek.

 

– Czyj wujek?

– Mój. Feliks Dzierżyński. Jego babcia była z domu Wołk-Łaniewska. To pewnie z tej linii, co Samuel, łotr i sługa Moskali, a także jego wnuczka Weronika, co straszyła z portretu…

 

– Trochę mnie skonfundowałaś tą historią rodzinną.

– Sama jestem skonfundowana. Prezent dostałam od Czytelnika – serdeczne pozdrawiam i dziękuję – i jest to miesięcznik „Spotkania z Zabytkami” z marca 1987 r.

 

– To już sam w sobie zabytek.

– Ano. W środku jest tekst o portretach skandalicznych, gdzie między „Szałem” Podkowińskiego i autoportretem Dudy-Gracza z krzyżem na szyi i Złotym Krzyżem Zasługi PRL na podkoszulku opisany jest portret Weroniki z Wołk-Łaniewskich Oskarowej Milewskiej, który wisiał w jadalni w majątku na Litwie i straszył.

 

– Kogo straszył?

– Każdego. „Znad aksamitu i koronek wyglądała twarz Wołkówny: iście wilcza twarz ze świecącymi oczyma, którymi wodziła po całej jadalni. O zmroku strach było tamtędy przechodzić” – napisał w jakichś wspomnieniach niejaki Meysztowicz, skądinąd ksiądz.

 

– Jak ksiądz, to i nie dziwota, że się bał twojej przodkini.

– Tak się pocieszam. Że straszyła w dobrej sprawie. Ale charakter miała raczej nieprzyjemny – odnotowuje ksiądz – „umiała wpaść w taką wściekłość, że przez złość zaniemówiła na cały rok”.

 

– A ty byś tak nie mogła?

– I z kim będziesz gadać? I do tego jeszcze Weronika owa była wnuczką Samuela Wołk-Łaniewskiego, którego Mickiewicz opisał w „Panu Tadeuszu” cokolwiek niepochlebnie: „Pamiętacie, jak Wołka wzięliśmy w niewolę,/ Jak chcieliśmy go wieszać na belce w stodole,/ Iż był tyran dla chłopstwa, a sługa Moskali”.

 

– Niedaleko pada jabłko od jabłoni…

– Wypraszam sobie. Sługa Moskali – proszę bardzo, ale tyran dla chłopstwa?

 

– Chłopów żadnych nie masz, to i nie tyranisz.

– Czasem mi się jakiś chłop trafia.

 

– I niby taka dobra dla niego jesteś?

– Touché.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.