Motto tygodnia: Opozycja podzielona, a Kaczor ze śmiechu kona.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA pieni się na widok szczenięcego zachwytu, jaki w mediach – rządowych i opozycyjnych po równo – wzbudza podróż Dudy do Ameryki. Gdyby mieli ogony, to by nimi radośnie merdali. GOŚKA DANISZEWSKA też ma złe emocje, jeśli chodzi o psy. Urządziła pogrzeb malutkiej wiewiórce, którą zagryzł Iwan pies z Felą suką. Wiewiórka ledwo wylazła z gniazda. A one ją zamordowały. Co to za sukinsyny.

 

Daniszewska: – Cały kraj zachwyca się serialem o Czarnobylu…

Wołk-Łaniewska: – Ja też, ja też!

 

– Ty też co?

– Też się zachwycam. Trafiłam na ostatni, piąty odcinek, a potem obejrzałam 4 poprzednie. Zeszło mi do rana. On jest cudny w jakiś taki dziwaczny sposób. Nawet nie byłam pewna, w jaki, myślałam, że to jakaś forma ostalgii…

 

– Czego?

– Ostalgii. To termin ukuty w Niemczech po połączeniu na opisanie tęsknoty za DDR. Taki film był bardzo znany, „Good bye, Lenin!”. W każdym razie podejrzewałam się o tęsknotę za radziecką komuną, co byłoby o tyle dziwaczne, że nigdy nie byłam w Związku Radzieckim.

 

– Nie?

– Nie. Jakoś się nie złożyło, tatuś Ruskich nie lubił. Na Węgrzech byłam i w Bułgarii, i w Czechosłowacji, i w Enerdówku, i nawet w Jugosławii, a w ZSRR nie. Ale przeczytałam recenzję w Noizz i zrozumiałam.

 

– Gdzie?

– W Noizz. To taki lanserski portal pod Onetem. I w tym Noizz recenzję filmu o Czarnobylu napisała niejaka Oliwia Bosomtwe. Niewiasta ta – sprawdziłam – zaczęła studia w 2011 r., czyli urodziła się tak ze 3 lata po upadku komuny i do tego jest Afropolką. Zatem jej szanse na posiadanie osobistej lub choćby rodzinnej wiedzy o realiach Związku Radzieckiego są raczej mizerne. Ale Oliwia wie znakomicie, jak było w Związku Radzieckim i jak należy go pokazywać.

 

– Jak?

– No jak to jak? Źle! „»Czarnobyl« to nie jest »Ładunek 200«. Serialowi brakuje atmosfery beznadziejnej systemowej opresji” – narzeka już w tytule red. Bosomtwe. Pamiętasz „Ładunek 200”?

 

– Oczywiście! Każdy pamięta.

– To taki thriller z gatunku neo-noir, nieopisanie mroczny i dość ohydy, w którym główny bohater jest psychopatą, co porywa młodą dziewczynę, przykuwa do łóżka, gwałci butelką oraz sprowadza w tym celu lokalnych mętów, kogoś tam po drodze zabija, a na koniec wrzuca jej do tego łóżka gnijącego trupa jej narzeczonego, który właśnie zginął w Afganistanie, co jest dla niej pewną niespodzianką.

 

– I dlatego twoim zdaniem wybuchł Czarnobyl?

– Tak można wnioskować z tej recenzji. „Ładunek 200” dzieje się w roku 1984 i rzeczywistość radziecka wygląda tam dość ponuro – ale to jednak nie znaczy, że wszyscy ludzie radzieccy są świrami, gwałcicielami i mordercami z lubieżności. Czego panienka z Noizza najwyraźniej się spodziewa. I się domaga. „Pojedyncze sceny starają się ukazać logikę systemu komunistycznego. Mam jednak wrażenie, że ich liczba jest niewystarczająca”…

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.