Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

Autor
BOŻENA DUNAT

PIES co gryzie swoich

numer 11/13

Aspirant Janusz Dobrosz jest prawnikiem i szefem policjantów w Nowym Mieście nad Pilicą. Jako człowiek światły rozumie, że psim obowiązkiem jest wzorowa współpraca z burmistrzem.

Nasz policjant chętnie rozścieliłby przed burmistrz Nowego Miasta Barbarą Gąsiorowską czerwony dywan, a nawet modlił się do niej w dni oznaczone w kalendarzu na czerwono. Niestety prześladuje go pech.

Staranowany płot

Jakiś czas temu nad ranem czterech chłopaków wjebało się samochodem w płot szanowanego obywatela. Zanim wydobyli się z auta, przyskrzynił ich właściciel płotu.

– Pijani! – rozwrzeszczał się i zadzwonił na policję.

Funkcjonariusze obudzili Dobrosza. Rzecz okazała się poważna, samochód należał do syna pani burmistrz. Wiele wskazywało na to, że to on staranował ogrodzenie.

– Co robić? – zapytała Gąsiorowska Dobrosza, bo wtedy jeszcze miała do niego zaufanie.

– To było obywatelskie zatrzymanie. Niech przyzna się i dobrowolnie podda karze – zaproponował, co matka miasta przyjęła źle.

– Narzekała, że w życiu nikt jej tak nie upokorzył – mówi mieszkanka Nowego Miasta.

Nieuzasadniona kontrola

Któryś z podwładnych Dobrosza zatrzymał samochód kierowany przez panią burmistrz do rutynowej kontroli. Policjant zatrząsł gaciami, gdy rozpoznał kierowcę, ale zamiast powiedzieć „okurde, przepraszam”, poprosił o papiery wozu, bo tak go nauczono na szkoleniach.

– Chuju, mózgu nie masz? – powinien powiedzieć policjantowi Dobrosz, ale zanim zdążył otworzyć buzię, tamten wyjąkał, że strasznie przeprasza, ale było ciemno, on zatrzymywał samochody jak leci i w porę nie rozpoznał bryki mamusi Nowego Miasta, a potem to już w ogóle nie wiedział, co zrobić.

Zakatowany Reksio

Do komisariatu przybiegła pani P.

– Rany boskie, sąsiad zabił mojego psa! – zanosiła się od szlochu. – Powiesił na sznurze elektrycznym, tłukł ramą od okna!

Dobrosz poprosił Boga o szybką, szczęśliwą śmierć, ale Bóg nie posłuchał, musiał więc podjąć przewidziane prawem czynności. Nie mógł zamieść pod dywan Reksia, który zginął śmiercią męczeńską na oczach nieletnich właścicieli, bo katowanie zwierząt jest przestępstwem, ściganym z urzędu, zagrożonym karą bezwzględnego więzienia. Nawet jeśli oprawcą jest brat przewodniczącego rady miejskiej, jak to było w tym wypadku.

Reksio leżał wmogile, trzeba go było odkopać. Dobrosz wziął do pomocy weterynarza i dokonali ekshumacji. Sfotografowali Reksiowe rany i bruzdę wisielczą. Przyczyny śmierci zwierzęcia nie budziły wątpliwości.

– To jest sprawa polityczna – pomyślał Dobrosz i odesłał gówno do Grójca, niech zwierzchność z powiatu zrobi co trzeba. Odetchnął z ulgą, zaparzył sobie herbatę. Ale spokój nie był mu pisany. Znów przyleciała na posterunek pani P.

– Boję się! – krzyczała. – Morderca straszy, że jak wszystkiego nie wycofam, to pożałuję! Żadnej pomocy nie dostanę z gminy, a ja przecież mam stamtąd roboty interwencyjne!

Streszczam sens wywodów mieszkanki Nowego Miasta, które są długie i w całości zostały nagrane przez Dobrosza.

Policjant do tej pory żył w przekonaniu, że każdy wykształcony Polak, który dostał dyplom nie zamasło, wie, że utrupienie psa nie jest przestępstwem wnioskowym. Zatem szantażując właścicielkę psa, żeby wycofała zawiadomienie o przestępstwie, sprawca nic nie zyskuje, lecz tylko naraża się na dodatkową odpowiedzialność karną za nakłanianie do fałszywych zeznań.

– Oni niepotrzebnie panią straszą. Nie ma znaczenia, co dziś pani sądzi o śmierci psa – wytłumaczył jak dziecku. – Jak nawet pani wycofa zawiadomienie, zrobimy swoje i sprawca odpowie za swój czyn.

Obywatelka nie dała się uspokoić. Dobrosz – chciał czy nie – przyjął zawiadomienie o kolejnym przestępstwie.

Nielegalna fontanna

W środku miasta pani burmistrz wybudowała fontannę. Nic wielkiego – basen, cokolik, miska z panienką, która trzyma dzbanek.

– Przestępcy zniszczyli fontannę! – donieśli pewnego ranka urzędnicy z ratusza. Wycenili stratę na 2 500 zł.

– Ktoś się witał z rzeźbą zbyt serdecznie – domyślił się Dobrosz, gdy obejrzał miejsce zdarzenia. – Wystarczy dokleić urwaną rączkę i PO sprawie.

– Proszę znaleźć sprawcę i przykładnie ukarać! – zażądała burmistrz.

Dobrosz chciał ustalić realną wysokość strat, zwrócił się więc po informacje do nadzoru budowlanego. Ten nic nie wiedział o inwestycji, choć wymagała ona zezwolenia na budowę.

W ten oto sposób szef policji znów strzelił sobie w stopę.

Zaszczuty policjant

– Chcieliście wojny, to ją będziecie mieli – miał powiedzieć Krzysztof Fiks, asystent burmistrz Gąsiorowskiej i radny powiatu grójeckiego w jednym. Fiks zaprzecza, że groził policjantom, ale pod dupą Dobrosza i współpracowników zapaliła się ziemia. Nie będę wymieniać, o co samorządowcy oskarżyli szefa policji ani jakie instytucje badały oskarżenia. Sprawdzono nawet, czy Dobrosz nie przyjął korzyści majątkowej w postaci hot-doga, którego miał zeżreć na miejskim pikniku.

Dobrosz okazał się czysty. Jednak burmistrz nadal ma o nim jak najgorsze zdanie, przełożeni umyślili więc, że chłop powinien awansować do Grójca. – Jak się bez protestów usuniesz z oczu pani burmistrz, dostaniesz awans. Przyda ci się przed emeryturą. Możesz iść do szkoły oficerskiej. Duże ustępstwo z naszej strony, przecież jesteś w wieku emerytalnym – kusili.

Odmówił.

– Nie chciał zostawić policjantów, których nowy szef mógłby patroszyć jak kaczki – wspomina kolega.

Gra w łapki

W maju 2011 r. Dobrosz napisał prywatny akt oskarżenia przeciwko pani burmistrz i jej asystentowi, bo pomawiali go o przestępstwa, których nie popełnił. Sąd trzymał papier tak długo, aż czyny się przedawniły. Dobrosz próbował zainteresować pomówieniami prokuraturę. Walczy z włodarzami Nowego Miasta w sądzie cywilnym. Chce przeprosin i pieniędzy – nie dla siebie, tylko dla wdów po poległych policjantach.

Za Dobroszem powinien stać murem powiatowy, wojewódzki i główny komendant policji. Rozmawiałam z komendantem policji z Grójca Michałem Toporkiewiczem. Twierdzi, że zachował się najlepiej, jak mógł. Proponował policjantowi awans, który by skutkował podwyższeniem emerytury o 300–400zł. Gdy Dobrosz odmówił, załatwił pomoc psychologa.

Pomoc jest symboliczna, bo system mamy taki, że przełożeni Dobrosza wolą grać w łapki z panią burmistrz. Może odpali na nowy radiowóz albo komputer. Poza tym, jak dowiedziałam się nieoficjalnie, Gąsiorowska nie jest sama. Stoi za nią protektor Adam Struzik, od 12 lat marszałek województwa mazowieckiego. W podzięce za owocną współpracę nowomiejscy rajcowie uczynili Struzika Honorowym Obywatelem Nowego Miasta. Mazowiecki Urząd Marszałkowski nie oszczędza na telefonach, żeby spuścić Dobrosza.

Trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś rozmawia również z prokuraturami i sądami. Przykład pierwszy z brzegu: Sąd Rejonowy w Grójcu uznał, że brat wiceprzewodniczącego rady jest winien „nieuzasadnionegozabicia psa rasy mieszaniec”. Orzekł grzywnę w wysokości… 200 zł i postępowanie warunkowo umorzył na rok próby.

Próbowałam rozmawiać z burmistrz Gąsiorowską, ale udało mi się dobić jedynie do sekretarza gminy. Zgodnie z ustaleniami przesłałam na piśmie 8 szczegółowych pytań dotyczących opisywanych w tym tekście zdarzeń. Nie dostałam odpowiedzi.

Foto autor| Rys. PAWEŁ KUCZYŃSKI

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.