Motto tygodnia: Nie pozwolą sprawiedliwi i prawi – Duda Falenty nie ułaskawi.

Autor
BOGUSŁAW GOMZAR

Czarnego nie wsadzać

numer 08/15

3 września 2014 r. skromnie ubrany mężczyzna w średnim wieku stawił się w celu odbycia kary więzienia przed metalową bramą Aresztu Śledczego w Dzierżoniowie.

Tak, bez medialnego szumu, zakończyła się sprawa wyłudzenia ponad 115 mln zł z oddziału Kredyt Banku w Legnicy, zwana aferą Bosko lub salezjańską. Człowiekiem, który przekroczył mury aresztu, był ks. Ryszard Matkowski, salezjanin z parafii św. Jana Bosko w Lubinie, mózg jednego z największych przekrętów finansowychw Polsce.

Młyny sprawiedliwości potrzebowały 12 lat, aby wydać prawomocny wyrok. Zdziwienie budzi fakt, że padre Ryszard jest jedyną osobą, która dostała wyrok bezwzględnego pozbawienia wolności, a i to nader łagodny. Z jego kamratami umoczonymi w aferę, zarówno salezjańskimi konfratrami, jak i świeckimi pomocnikami, Temida obeszła się łaskawie. Jeszcze tylko dwóch księży dostało niskie kary pierdla, ale w zawiasach, a reszta została uniewinniona. Przed sądem upadł najpoważniejszy zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Wyrok jest prawomocny.

Sąd

Ostatni raz dziennikarze pochylili się nad sprawą w 2012 r, kiedy to w III Wydziale Karnym Sądu Okręgowego w Legnicy zapadł wyrok w salezjańskiej aferze. Wobec Ryszarda Matkowskiego sędzia orzekł karę 8 lat więzienia i 50 tys. zł grzywny, księża Grzegorz Sochacki i Marek Fonfara otrzymali po 4 lata puszki i po 30 tys. zł grzywny, dwaj inni duchowni zaliczyli niskie (2i 1,5 lat) kary pozbawienia wolności, ale w zawieszeniu na 5 lat i grzywny po 2 tys. zł. Reszta, czyli siedmiu pozostałych oskarżonych, została uniewinniona. Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu była tym orzeczeniem usatysfakcjonowana, ale apelacje wnieśli obrońcy skazanych oraz oskarżyciel posiłkowy, czyli poszkodowany bank. Wyrok przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu zapadł w czerwcu 2014 r., o czym nie poinformowało żadne medium, zatem dziś informuje „NIE”– wierny kronikarz afery.

Włosy stanęły mi dęba, gdy czytałem uzasadnienie wrocławskiego wyroku w sprawie IIAKa 59/14. Piękne umysły trójki sędziów składu orzekającego absolutnie nie dopatrzyły się faktu, że przestępcze czyny oskarżonych wyczerpywały zarzut działania w zorganizowanej grupie przestępczej. Treść uzasadnienia rozgrzesza większość z nich, przypisując wspólnikom ks. Matkowskiego naiwność, działanie w dobrej wierze, niewiedzę i inne cnoty, wbrew faktom i zeznaniom samych oskarżonych, a także opiniom biegłych. Sąd nadzwyczaj udatnie uzupełnił w ten sposób tezy obrońców. W konsekwencji głównemu sprawcy obniżono karę pudła z 8 lat do 4, zaliczając do tej kary niemal roczny areszt tymczasowy odbyty w czasie śledztwa.

Dwaj następni, skazani wcześniej na 4 lata bezwzględnej odsiadki, dostali złagodzone wyroki w zawieszeniu, dwaj kolejni otrzymali uniewinnienia, które też zostały podtrzymane wobec reszty oskarżonych. Wyszło na to, że niewiniątka wyłudziły kilkaset milionów, obracały nimi, wydawały i wywoziły za granicę.

Ponieważ wyrok jest prawomocny, na tym kończy się ziemska sprawiedliwość. Jeśli ktoś wierzy w sprawiedliwość nadprzyrodzoną, to Bóg z nim.

Przekręt

Ponieważ w „NIE”pisaliśmy wielokrotnie o tej aferze, tylko krótko przypomnę, w czym rzecz. W latach 1999–2001grupa salezjanów pod wodzą Matkowskiego, działająca wlubińskiej parafii oraz wFundacji Pomocy dla Młodzieży im. św. Jana Bosko, wyłudziła ponad 415 mln zł z oddziału Kredyt Banku w Legnicy, zaciągając 65 kredytów lombardowych. Poręczeniem były sfałszowane weksle zaświadczające o posiadaniu lokat w innych bankach. Szmal oczywiście nie został przeznaczony na pomoc jakiejkolwiek młodzieży, tylko poszedł na budowę kilku kościołów, plebanii, a także wybudowanie od podstaw ekskluzywnego ośrodka wypoczynkowego w Tarnowskich Górach, z siłownią, sauną, basenem, knajpą i salą balową, dla niepoznaki nazwanego domem rekolekcyjnym.

Ubodzy zakonnicy nabyli także kilka hektarów gruntu we wsi Krogulec nieopodal Karpacza, na których znajdował się hotel i stawy hodowlane. Osoby duchowne relaksowały się tu w towarzystwie m.in.młodych wilków z pruszkowskiej ferajny, którym przewodził nowy szef, ksywa Zbynek. Za część szmalu zakupiono kilkanaście komputerów z oprogramowaniem i meble do parafialnej kawiarenki internetowej, zestawy do tenisa stołowego i rozmaite inne ruchomości. Braciszkowie nie zapomnieli o sobie, nabyli więc nieruchomości i działki budowlane (na własne nazwiska!) oraz drogie bryki.

Pozostała góra szmalu, którą przeznaczono na gry na giełdach finansowych,głównie w Londynie, Amsterdamie i Nowym Jorku.

Zyski z gier były wywożone gotówką i umieszczane na kontach w Banku Watykańskim. Do banku wróciło 330 mln zł. Wszystko się rypło, gdy firma, za pośrednictwem której makler – świecki pomocnik fundacji – grał na giełdach, z dnia na dzień zniknęła z Polski, a z nią 115 zainwestowanych milionów. Spanikowani, ale cwani salezjanie zaczęli załatwiać kredyty indywidualne, posługując się osobami trzecimi: parafianami, pracownikami fundacji, a nawet klerykami z Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Dane i podpisy wielu osób zostały sfałszowane. W ten sposób doszło do wyłudzenia kolejnych 40 melonów. Ten drugi wątek trafił do odrębnego postępowania i ciągnie się jak panienki za wojskiem.

Smród

W salezjańskiej aferze od początku działy się dziwne rzeczy. Pierwsze czynności w sprawie wykonywała policja z Lubina na polecenie tamtejszej Prokuratury Rejonowej. Nikt ze zwierzchników tych dwóch instytucji nie zauważył, że córka ówczesnej szefowej prokuratury była wiceprezesem fundacji Bosko, a padre Matkowski wcześniej ufundował tamtejszej policji komputery i szkolenie w jednostce Grom.

Gdy sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu, postępowanie toczyło się nader ślamazarnie. Prowadzący je prokurator Tadeusz M. nie zabezpieczył majątków oskarżonych, dzięki czemu mogli oni swe doczesne dobra nabyte za wyłudzony szmal przepisać na inne osoby. Sprzedali też ośrodki w Tarnowskich Górach i Krogulcu oraz ruchomości. Szmal wyprowadzono na powołane z dnia na dzień spółki dolnośląskiej Inspektorii Towarzystwa Salezjańskiego.

Podaję tylko inicjał nazwiska tego prokuratora, bo później został on zawieszony w czynnościach i wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne w Prokuraturze Apelacyjnej w związku z zarzutami „przyjmowaniakorzyści majątkowych w zamian za odstąpienie od czynności”.

Śledztwo przejęła prokurator Krystyna Zarzecka, ale gdy już zgromadziła spory materiał, skierowano ją na inny odcinek frontu walki z przestępczością. Następna prokurator musiała na nowo zapoznawać się z kwitami. Gdy rypła się sprawa wyłudzonych kredytów i było wiadomo, że Kredyt Bank nie odzyska ponad stu melonów, prezes zarządu warszawskiej centrali banku Stanisław Pacuk, zamiast zawiadomić prokuraturę, słał listy do nuncjatury apostolskiej, abepe nuncjusza Józefa Kowalczyka i generalnego przełożonego zakonu salezjańskiego, apelując o spłacenie choćby części brakującej forsy, aby sprawie ukręcić łeb. Kiedy wreszcie aferą zajęła się prokuratura, wrocławski Sąd Okręgowy oddalił wniosek prawnika banku o zabezpieczenie roszczenia w postaci obciążenia hipoteką salezjańskich nieruchomości wybudowanych lub nabytych za zajumaną forsę. Sąd uznał, że nieruchomości te, a więc nie tylko kościoły i plebanie, ale też hotele, sauny, siłownie i stawy rybne, to „obiektykultu”.

Prokuratura, formułując akt oskarżenia, pominęła kilka istotnych wątków, w tym wywożenie kasy w walizkach i umieszczanie jej na subkontach w Instituto per le Opere di Religione, czyli w Banku Watykańskim. Do kont tych mieli dostęp nie tylko oskarżeni, ale też watykańska wierchuszka zakonu salezjańskiego. Matkowski spłacił kredyt denominowany w wysokości 423 tys. euro, zaciągnięty przez ówczesnego posła AWS Marka Kolasińskiego, później ściganego listem gończym za różne przekręty. W zamian lewe spółki utworzone przez rzutkiego księdza z różnymi osobami podpisywały umowy na interesy z KGHM, gdy tą spółką rządziła ekipa AWS. Miedziowy kombinat wychodził na tym jak Zabłocki na mydle, ale ludzie milczeli w obawie przed utratą pracy.

Ryszard Czaicki, z wykształcenia nauczyciel, jako makler-amator obracał salezjańskim szmalem na giełdach. W procesie występował z wolnej stopy, a w czasie śledztwa prokuratura nie wnioskowała o areszt. Tak się ciekawie złożyło, że w tym czasie Czaicki był ścigany listem gończym wydanym przez Sąd Rejonowy Kraków-Podgórze w sprawie o wyłudzenia (sygnaturaII K 2062/06), a jego rysopis i konterfekt widniały na tablicach i stronach internetowych komend policji w całej Polsce. Bozia jedna wie, jak to się stało, że ten osobnik – podejrzany o pranie brudnej forsy – za każdym razem po przesłuchaniu wychodził z prokuratury. Nie zauważono też, że Czaicki, grając na giełdach finansowychcudzymi pieniędzmi za pośrednictwem swojego konta, złamał polskie prawo, nie miał przy tym nawet licencji maklera ani doradcy finansowego. Nie oskarżono świeckich pracowników i pracownic fundacji Bosko, choć obciążały ich zeznania oskarżonych.

Bóg

Ks. Matkowski został skierowany do odbywania kary w Areszcie Śledczym w Dzierżoniowie. Areszt to instytucja, w której służby penitencjarne na wniosek prokuratury zatwierdzony przez sąd przetrzymują przed sądowym procesem osoby, co do których oskarżyciel wykazał, że mogą mataczyć lub zniknąć. Więzienie, czyli w oficjalnej nomenklaturze zakład karny, to miejsce, w którym prawomocnie skazani odsiadują kary. Dlaczego ks. Ryszard nie garuje np. we Wronkach czy w Łomży? Bo czuwa nad nim długaśna rąsia salezjańskiego zakonu i jego wspomożycieli.

Gdy pękła kredytowa afera, Matkow

HAJNOS

ski zniknął z Lubina, ale znalazł azyl w parafii w Dobromierzu, za wiedzą i zgodą władcy szefa diecezji w Świdnicy, bepe Ignacego Deca. Proboszcz parafii to kumpel Deca i temu m.in.należy zawdzięczać fakt, że

tę malutką parafię 17 czerwca 2007 r. nawiedził sam Tarcisio Bertone, sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, czyli drugi po papieżu, a trzeci po Bozi.

Bertone, należący do wierchuszki zakonu salezjańskiego, w tym czasie także nadzorował Bank Watykański. Gdy media opisały tę dziwną wizytę, Matkowski zniknął z Dobromierza. Pojawił się wkrótce jako ksiądz rezydent parafii Chrystusa Króla w niedalekim Goczałkowie, także za zgodą bepe Deca. Niedaleko stamtąd do Świdnicy, ale też do pobliskiego Dzierżoniowa, gdzie Matkowski otrzymał dwuosobową celę. Po zaliczeniu przez sąd rocznej odsiadki w areszcie ma do odpokutowania 3 lata, lecz jako wcześniej niekarany, jeśli będzie się dobrze sprawował, może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po odbyciu połowy kary. W parafialnym garażu czeka jego ulubiony złoty lexus.

Jeśli w tej sprawie jest coś bezsporne, to fakt, że Kredyt Bank, nawet gdyby jeszcze istniał, do końca świata nie odzyskałby swojego szmalu, choćby zarząd codziennie odmawiał godzinki do św. Tadeusza Judy, patrona spraw beznadziejnych.

AVEVALUE| 23670

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.