Motto tygodnia: Fantastyczne! Antoni i jego wojska cybernetyczne…

Znajomi i zabici

numer 3/2015

– Jeszcze tylko my przypominamy ideały Rewolucji Francuskiej – powiedział mi 3 lata temu Stéphane Charbonnier, redaktor naczelny „Charlie Hebdo”, gdy redakcja po podpaleniu poprzedniej siedziby przeniosła się z XX do XI dzielnicy. Lepszej. – Przypominamy i wprowadzamy w życie.

– Gilotynę też? – zapytałem.

– Tu są nasze gilotyny! – wrzasnął i zaczął rozrzucać po biurku egzemplarze najnowszego numeru. – Tu, tu i tu!

A wieczorem, gdy jego wzrok stracił fanatyczny błysk i gdy zaprzyjaźniony restaurator w zaprzyjaźnionej restauracji podawał karafki z białym winem, Charb powiedział: – Nie wolno nam się poddać. Jeśli się poddamy, przekreślimy wszystko, w co wierzymy.

– To ateiści w coś wierzą?

Nie odpowiedział. Potem ktoś zarzucił mi nietakt: we Francji wiara bądź brak wiary to prywatna sprawa każdego obywatela i lepiej o tym nie rozmawiać.

Zrozumiałem: wiara bądź brak wiary to sprawa publiczna. Nigdy nie dość o nich mówić. Nigdy nie dość kpić, krytykować, szydzić, obrażać. Tak, obrażać!

*

Tadeusz Sobolewski, 7 lat temu w korespondencji z festiwalu filmowego w Cannes zamieszczonej w „Gazecie Wyborczej” cytował Cabu, rysownika „Charlie Hebdo”: „Dlaczego śmiejemy się z tych rysunków? To nie jest śmiech, który ma kogokolwiek wykluczać. Przeciwnie, chcemy pokazać, że muzułmanie są częścią demokracji francuskiej. Te rysunki mówią: nie stawiajmy znaku równości między muzułmanami i terrorystami. Potępiając je, uznalibyśmy wyznawców islamu za ludzi pozbawionych inteligencji i humoru”.

Cytat pochodzi z dokumentalnego filmu Daniela Leconta „Trudno jest być kochanym przez palantów”. Tytuł z kolei jest dymkiem z rysunku Cabu – tak mówi prorok Mahomet, nieco zdziwiony i nieco rozbawiony.

Mam ten film na DVD – z angielskim tłumaczeniem. Jest to niestarzejąca się, potwierdzona przed sądem obrona wolności wypowiedzi. Wolności krytyki religii i jej wyznawców. Wolności do ich obrażania.

*

Pierwszy raz byłem w redakcji „Charlie Hebdo”, gdy była pusta i rozdrażniona. Charb nie miał dla mnie czasu, jakaś kobieta oprowadzała mnie po kilku pustych pokojach, mówiąc kiepskim angielskim, że coś „źle idzie”.

– Co idzie źle?

– Idzie źle. Ale wieczorem będzie lepiej.

Już wtedy źle szła sprzedaż tygodnika. Ale wieczorem nikt o tym nie myślał. Białe wino, dyskusje o „w dupę jebanym” Sarkozym i o impotencji Partii Socjalistycznej, która „nawet, kurwa, nie umie udawać, że jest lewicą”, o nowych szyderstwach z terrorystów, którzy po Madrycie i Londynie „muszą wreszcie uderzyć w Paryżu”.

Ktoś w trzeciej godzinie biesiady: – Jak wy to sobie wyobrażacie? Mamy wszyscy się przenieść do internetu?

*

„NIE”, rok 1993: „W dniach 5-7 marca br. przebywała w Warszawie z oficjalną wizytą delegacja paryskiego tygodnika satyrycznego »Charlie Hebdo« z redaktorem naczelnym Philippem Valem na czele i publicystą Stéphanem Charbem w składzie. Po wielogodzinnych, upływających w atmosferze przyjaźni i zrozumienia, rozmowach prowadzonych w siedzibie »NIE«, kuluarach Sejmu RP i warszawskich knajpach podpisano układ o wzajemnie korzystnej współpracy, zobowiązujący strony do stałej ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski, Francji i Kościoła kat. Na zakończenie odśpiewano »Międzynarodówkę«”.

Gadzinowski dziś: – Pokazałem im kawałek prawdziwej Polski: warszawską Pragę. Podczas ich wizyty nastąpił gwałtowny atak zimy. W lekkich paltocikach trzęśli się z zimna. „Tak czuli się żołnierze napoleońscy podczas kampanii rosyjskiej w 1812 r.” – żartowałem, ale nie było im do śmiechu.

Rysunek w „NIE” z okładki „Charlie Hebdo” – papież Jan Paweł II do zgwałconych w Bośni kobiet: „Gdy wam się wkłada w jedną dziurkę, nadstawcie drugą”. To komentarz Francuzów do słów papieża, że zgwałcone przez katolickich oprawców Bośniaczki powinny rodzić dzieci.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Ewangelia według św. Jana

    10 Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni drzwiami, ale wchodzi inną drogą, ten jest złodziejem i bandytą. (SĄ TRZY PRAWDY: BOSKA PRAWDA, GAZETA „PRAWDA” I GÓWNO PRAWDA)

    2 Lecz kto wchodzi drzwiami, jest pasterzem owiec. (TERRORYŚCI WESZLI DRZWIAMI, WIĘC BYLI PASTERZAMI)

    3 Temu odźwierny otwiera i owce słuchają jego głosu, a on woła swoje własne owce po imieniu i wyprowadza je. (ODŻWIERNY OTWORZYŁ „PASTERZOM” DZRWI)

    4 A gdy wypuści swoje owce, idzie przed nimi, a owce idą za nim, bo znają jego głos. (OWCOM COŚ SIĘ POMIGAŁO ALBO BYŁY NA KACU)

    5 Ale za obcym nie idą, lecz uciekają od niego, bo nie znają głosu obcych. (MOŻE COŚ JARAŁY)

    6 Tę przypowieść powiedział im Jezus, lecz oni nie zrozumieli tego, co im mówił. (JEZUS CHYBA BEŁKOTAŁ, BO MU WODA ZAMIENIAŁA SIĘ W WINO)

    7 Wtedy Jezus znowu powiedział do nich: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Ja jestem drzwiami dla owiec. (KIEPSKIE SA TAKIE DRZWI)