Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Ziobro dookoła świata

numer 36/2017

Polska prokuratura tylko z nazwy jest polska. Bo naprawdę jest światowa.

Na Twitterze wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki napisał: „Za Rimini dla tych bydlaków powinna być kara śmierci. Choć dla tego konkretnego przypadku przywróciłbym również tortury. Zawsze byłem i jestem zwolennikiem kary śmierci. I nawet nie próbujcie mnie atakować poprawnością polityczną. Mam to gdzieś i zdania nie zmienię”. Dla prokuratorów stało się jasne, że któremuś szykuje się podróż do ciepłego kraju…

Jednak gdy Ziobro zawołał, że „jesteśmy gotowi nie tylko uczestniczyć w niezbędnych czynnościach dowodowych, które poszerzą naszą procesową wiedzę na temat tej sprawy i mogłyby się też przyczynić do jej skuteczniejszego wyjaśnienia i wykrycia sprawców, ale też jesteśmy gotowi udzielić pomocy w pewnych czynnościach, które mogą przyczynić się do sprawniejszego poprowadzenia tego postępowania we Włoszech”, jego podwładni byli pewni, że na jednym śledczym się nie skończy.

Jaki i Ziobro ocenili, że informacja o gwałcie i pobiciu polskiego małżeństwa tak rozpali wyobraźnię mediów i rodaków, że należy na tym ugrać wizerunkowo tyle, ile tylko się da. Dlatego do Włoch wyruszyli, oprócz prokuratora, dwaj policjanci i tłumacz.

Ekipa miała brać „udział w czynnościach wynikających z wniosku o pomoc prawną, jaki w tej sprawie skierowaliśmy do organów śledczych Włoch”. Co to znaczyło, opisał kurtuazyjnie szef prokuratury w Rimini Paolo Giovagnoli. „Pracowaliśmy razem, razem przesłuchaliśmy osoby poszkodowane” – powiedział, przyznając, że najcenniejszym członkiem polskiej ekipy był tłumacz. Stąd odpowiedź Giovagnollego na pytanie, czy pomoc polskiej prokuratury może być przydatna w śledztwie, brzmiała: „W kontaktach z ofiarami na pewno”.

Włochom Polacy nie byli do niczego potrzebni. Czterej sprawcy znaleźli się za kratkami. Czwórka Polskich śledczych nie miała z tym nic wspólnego.

Artykuł 110. § 1 kodeksu karnego mówi, że jeśli ktoś zrobi naszemu obywatelowi kuku, to polski prokurator ma prawo go ścigać wszędzie, a nawet domagać się ekstradycji. A jeśli cudzoziemiec przejedzie lub wysadzi w powietrze przedstawicieli innych nacji, to obowiązkiem polskiego śledczego powinno być ściganie i doprowadzenie terrorysty do skazania.

Ponieważ co najmniej jednemu polskiemu obywatelowi dziennie dzieje się za granicą coś kryminalnego, to gdyby wzmiankowany zapis kodeksu brać poważnie, co najmniej 20 procent prokuratorów musiałoby zajmować się śledztwami skierowanymi przeciwko ludziom, którzy nie będąc nigdy w Polsce, sprzeniewierzyli się polskiemu prawu.

Tak nie jest. Nie ma w Polsce prokuratorów specjalizujących się na co dzień w prowadzeniu spraw z Niemiec, Wielkiej Brytanii czy z Włoch. Po cholerę zatem taki pusty zapis kodeksowy?

Wcale nie taki pusty. Służy do tego, aby Ministerstwo Sprawiedliwości mogło pokazać się w mediach i powiedzieć, że czuwa. Aby Ziobro lub jego zastępcy – Wójcik i Jaki – błysnęli przed kamerami.

Choćby wtedy, gdy za autokarem Borussii Dortmund, w którym był Polak Łukasz Piszczek, ktoś odpalił ładunek wybuchowy. Ponieważ wszystkie telewizje o tym gadały, to 2 dni po wybuchu szefostwo resortu sprawiedliwości zakwalifikowało czyn jako „sprowadzenie zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób o charakterze terrorystycznym” i nakazało poznańskiej delegaturze ABW i poznańskim prokuratorom prowadzenie śledztwa. To zaś polegało na nawiązaniu przez polskich śledczych kontaktu z Eurojustem, biurem międzynarodowej współpracy sądowej w Hadze. Dzięki pośrednikowi Polacy nie mieli możliwości przeszkadzać w śledztwie Prokuraturze Federalnej w Karlsruhe. Praca prokuratorów z Poznania zdała się psu na budę. Żaden polski akt oskarżenia w tej sprawie nie powstał.

Tak samo jak w sprawie najsłynniejszego nieboszczyka poległego w Niemczech z ręki terrorysty – kierowcy ciężarówki Łukasza Urbana. Polskie śledztwo w tej sprawie zakończyło się tym, że prokuratura dostała od niemieckich kolegów wszystkie kwity, których chciała. Na dodatek Niemcy zwrócili Polsce ciężarówkę. Do sporządzenia aktu oskarżenia przeciwko zabitemu we Włoszech terroryście to nie wystarczyło.

Tak samo brakło aktu oskarżenia w postępowaniu prowadzonym przez polskich śledczych przeciwko osobnikowi, który został zabity, po tym jak w Londynie wjechał samochodem w grupę ludzi na Moście Westminsterskim, a później próbował dostać się na teren brytyjskiego parlamentu, raniąc śmiertelnie nożem strzegącego bramy wjazdowej policjanta. Wszczęcie postępowania zlecił prokurator krajowy Bogdan Święczkowski. Uznał je za konieczne, bo po pierwsze samochód spowodował, że ktoś, kto miał polski paszport, wylądował na chwilę w szpitalu, a po drugie i najważniejsze – media trąbiły o sprawie przez kilka dni.

Zdarzają się jednak takie sprawy, że Ziobro musi wykazać się jeszcze większą determinacją, ta zaś każe mu wysyłać prokuratora za granicę. Jak wtedy gdy ministrowi sprawiedliwości zależało, aby zabita przez Araba 45-letnia Polka unaoczniła pospólstwu, jakim zagrożeniem są uchodźcy. Należało też pokazać, jak polski wymiar sprawiedliwości dba o opisywanych przez tabloidy martwych obywateli. Po ponad dwóch tygodniach po tym jak obywatel Syrii potraktował nożem długoletnią partnerkę, polski prokurator nawiedził Tybingę w Niemczech. Przez 2 dni w tamtejszej prokuraturze „brał udział w czynnościach procesowych”, polegających na przeczytaniu akt sprawy. Pojechał na delegację, choć Niemcy mogli mu przesłać wszystkie materiały, włącznie z filmem z przesłuchań.

Było jasne, że gdy sprawa zmarłej w egipskim kurorcie Magdy Ż. zdominowała polskie media, Ziobro skorzysta z okazji, żeby o sobie przypomnieć. Wygłosił więc spicz i wysłał do Egiptu prokuratora w towarzystwie biegłego od zwłok.

Pojechali, pouczestniczyli „w czynnościach” i z nieboszczki pobrali do badań histopatologicznych, genetycznych i toksykologicznych „materiał biologiczny”. Mimo eskapady prokuratora, śledztwo stoi. Miesiąc temu je przedłużono, ale nic nie wskazuje na to, aby ostała się teza o zabójstwie.

Koledzy wizytującego Egipt prokuratora i tak mu zazdroszczą. Nie tyle sukcesu zawodowego, ile kilkudniowych wakacji w ciepłym klimacie.

W Polsce obcokrajowców nie brakuje. I albo biją, albo dostają wpierdol. Zabijają albo są zabijani. Zawsze wtedy to do akcji wkracza prokurator. Polski prokurator.

Bo czy po tym jak na komisariacie w Częstochowie zmarł Austriak, z Wiednia przyjechał jakiś śledczy? A może gdy łomot dostali mieszkający w Lublinie Ukraińcy, to polskim prokuratorom na ręce patrzył jakiś desant z Ukrainy? Nie. Tak samo jak nie nawiedzają nas prokuratorzy z Berlina.

Cywilizowany świat zakłada, że śledczy wszędzie są podobnie profesjonalni i w przypadku śledztw międzynarodowych wystarczy internetowa wymiana akt, aby uznać współpracę za wzorową. Nikt nie wysyła prokuratorów, żeby patrzyli kolegom na ręce i przeszkadzali, wpieprzając się w śledztwo. Dlatego, że musieliby działać w kraju, o którego prawie i procedurach nie mają pojęcia.

Jedynym przypadkiem w ostatnich latach, gdy w Polsce gościli zagraniczni prokuratorzy prowadzący konkretną sprawę, była ekstradycja. Czyli zwrot trzymanego u nas przestępcy do kraju, w którym złamał prawo.

 

TADEUSZ JASIŃSKI

 

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Ciemny, moherowy ludek pieje z zachwytu jakiego to mamy cudnego ministra- i oto chodzi.

  • PiS lamie PRAWO RP codziennie, „doswiadczona polityczka” SZYDLO poucza PREZYDENTA FRANCJI a „chodzacy niedosyt intelektualny” ze swoim zastepca-polonista z Suwalk z pogarda traktuja POLICJANTOW i Polacy ciagle to cierpliwie znosza!
    DLACZEGO!
    Mam nadzieje ze doczekam czasow kiedy sprawcy lamania KONSTYTUCJI i PRAWA RP zostana sprawiedliwie osadzeni i pozbawieni za sluzenie PiS (po zdelegalizowaniu) EMERYTUR!

  • jak p.Szydlo na mnie spojrzy to mi nogi zaczynaja drzec z wrazenia…. takie ma spojrzenie, ze wy zwykli smiertelnicy sobie tego nie wyobrazacie….

  • Bo to matolstwo złapie każdy temat, żeby błysnąć. Taka opcja. I nie ma znaczenia, że w takich przypadkach nic od nich nie zależy. Zawsze można się pokazać i to jest najważniejsze. Uczyli się pewnie od Rutkowskiego.