Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

Autor
Michał Marszał

Ziobro chroni pedofilów

numer 37/2018

I niech mnie pisowcy pozwą… 

Gdy 1 stycznia tego roku Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki hucznie ogłaszali uruchomienie „Rejestru sprawców przestępstw na tle seksualnym”, dzień później wysłałem rzecznikowi Ministerstwa Sprawiedliwości pytanie, czy w systemie znajdują się też dane księży. Jako przykłady podałem ks. Wojciecha Gila (pedofil z Dominikany) oraz ks. Michała Moskwę (pedofil z Tylawy). Na odpowiedź pisowskich urzędników – co po dobrej zmianie stało się standardem – czekam do dziś, czyli ponad 9 miesięcy. To 18 razy dłużej niż przewiduje polskie prawo.

***

Kwestię cudu niewidoczności w spisie dewiantów duchownych poruszyło potem wiele mediów i o sprawie nikt by już nie pamiętał, gdyby nie „Gazeta Wyborcza”, która 7 września wyważyła otwarte drzwi i na okładce opublikowała publikację „Księża wyjęci z rejestru pedofilów”. Autor artykułu Marcin Kącki pierdolnął się w kwestii paragrafu, z którego skazano opisywanego przezeń księdza, a minister Ziobro wykorzystał to do zwołania konferencji prasowej i wykpienia zarzutów. Zapowiedział, że każdemu dziennikarzowi, który będzie insynuował, że system chroni jakąś grupę pedofilów, wytoczy proces.

No to stwierdzam: chroni.

***

Według słów Ziobry wygłoszonych przy łojeniu „Wyborczej”, każdy sprawca przemocy seksualnej byłby „tak samo potraktowany przez ten system, bo to system o tym decyduje, który jest obiektywnie opisany w ustawie i ministerstwo nie ma nic do tego. (…) Ani o jotę nie mogłoby zmienić decyzji systemu i ustawy, który działa w sposób obiektywny i bezstronny”.

Wtórował mu wiceminister Marcin Warchoł: „Rejestr jest automatyczny, ślepy na wszystkie względy dotyczące zawodu, zdarzenia prawnego czy insynuacji dziennikarskich. Obejmuje tylko kwalifikacje prawne”.

To kłamstwo. Tuż po nagłośnieniu w mediach sprawy niewinnego Tomasza Komendy, skazanego na 25 lat więzienia za gwałt i zabójstwo 15-latki, w publicznym, szeroko dostępnym rejestrze przestępców seksualnych udało mi się odnaleźć jego profil.

Pomny tego, że jako dziennikarz „NIE” na korespondencję z ministerstwem nie mam co liczyć, poprosiłem znajomą dziennikarkę jednego z największych polskich portali, aby wysłała do ministerstwa pytania o to, co zamierza z takim fantem zrobić. I stał się cud! Mimo, że do prawomocnego uniewinnienia Komendy przez Sąd Najwyższy droga była jeszcze daleka (stało się to w maju tego roku), ktoś podjął decyzję, by chronić dobry PR ministerstwa i Komendę natychmiast z systemu wykasować. Rejestr nie zadziałał więc automatycznie i ślepo, jak opowiadają ministrowie Ziobro i Warchoł. Ktoś sprawą zajął się ręcznie.

***

Nie brak konsekwencji jest jednak głównym zarzutem, jaki można postawić twórcom rejestru. Ważniejsze pytanie brzmi: po cholerę w ogóle w takim publicznym rejestrze umieszczać ludzi, którzy – podobnie jak wówczas Komenda – skazani zostali na 25 lat albo nawet dożywotnie pozbawienie wolności? Czy z punktu widzenia polskich rodziców większym zagrożeniem dla ich dzieci może być np. ks. Grzegorz K., skazany w 2014 r. za molestowanie 11-latka, a dziś pracujący jako duchowny w Otwocku 200 m od szkoły, czy też gwałciciel-morderca, który najbliższe ćwierć wieku ma spędzić w pilnie strzeżonej celi?

W publicznym rejestrze doliczyłem się aż 76 mężczyzn, którzy są obecnie zakratowani. Rzecz jasna, wielu z nich kiedyś pudło opuści i wtedy może stać się ewentualnym zagrożeniem dla społeczeństwa – ale czy bardziej przeraża Was pedofil-recydywista, który wyjdzie z mamra w 2040 r., gdy wasz dzieciak będzie dawno po trzydziestce, czy może duchowny na przedterminowym zwolnieniu, który może dać bachorowi possać tu i teraz?

Tego drugiego jednak w publicznej bazie nie zobaczycie.

***

Celem Ziobry i Jakiego przy tworzeniu rejestru był oczywiście tani populizm, skłaniający Polaków do ostracyzmu, a nawet linczu na przestępcach i nakładający na sprawców bezprawną wsteczną sankcję karną pod postacią wywieszenia ich nazwisk i smutnych mord w internecie. Gwałtów od tego nie ubędzie, ale – co wytykał choćby Rzecznik Praw Obywatelskich – rykoszetem od lokalnego środowiska dostać może za to niczemu niewinna rodzina sprawcy, nierzadko też będąca ofiarą jego ekscesów.

***

Gdyby znany z sukcesów ustawodawczych Patryk Jaki, odpowiedzialny z ramienia rządu za projekt przepisów, faktycznie chciał uniknąć podejrzeń o chronienie księży pedofilów, z pewnością tak skonstruowałby akt prawny, aby duchowni i im podobni rzucali się w oczy już w rejestrze publicznym. Tymczasem jeśli księża w ogóle w bazie się znajdują (ministerstwo jednoznacznie tego nie potwierdza), to występują wyłącznie w rejestrze niepublicznym, do którego dostęp ma m.in. policja, służby specjalne oraz dyrektorzy szkół. Ci ostatni jednak po bazie swobodnie hasać nie mogą. Prawo pozwala im jedynie zapytać o obecność w systemie danej osoby, jeśli przyjmują ją do pracy. Oczywiście przeszło mi przez myśl, by skorzystać z uprzejmości znajomej nauczycielki i tajną bazę przetrzepać pod kątem obecności księży. Ale minister Jaki wyczuł takich jak ja gagatków i zaoferował ciekawskim obywatelom kolejny zamordyzm – nieuprawnione uzyskiwanie informacji z niepublicznego rejestru przestępców seksualnych zagrożone jest karą do dwóch lat pozbawienia wolności! Za szukanie w bazie księży pedofilów mógłbym otrzymać więc wyższą karę niż otrzymuje za swoje czyny niejeden ksiądz pedofil!

I to tyle, jeśli chodzi o prawość i sprawiedliwość systemu, który swą dziwną konstrukcją przestępców w sutannach zamiata głęboko pod dywan.

 

MICHAŁ MARSZAŁ

Wasze komentarze 9 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • @ „Zaraza im. Patryka Jakiego”
    Jeśli Andrzej Sikorski popiera ruch szczepionkowców, to chyba nie jest zbyt mądry. Polecam mu by znalazł spis składników szczepionek a potem obejrzał Vaxxed. Niech sprawdzi tez ile tysięcy kobiet wysterylizował Bill Gates w Afryce i Indiach przy pomocy szczepionek

  • Powód braku księży w rejestrze jest prosty , Księża gwałcą łagodnie a inni brutalnie .

    • Nie, powód braku jest według mnie inny : księża gwałcą z imieniem boga na ustach. A religijne wyczyny podlegają w państwie PIS szczególnej ochronie.

    • Księża nie gwałcą, księża namaszczają świętą spermą. Umieszczenie ich w publicznym rejestrze pedofilów byłoby obrazą uczuć religijnych, czyli przestępstwem.

      • Panowie! Przecież to nawet nie księża gwałcą – to gwałci sam Najwyższy Gwałciciel w ich osobach – czyż to nie oczywista konkluzja?

  • Wpisanie katabasów do rejestru byłoby sprzeczne z art. 196. KK

  • … ale mój przyjaciel Wacław jest bardzo niezadowolony z ukrywania w rejestrze tożsamości księży pedofili, bo chętnie by „pogmerał” w tych zasobach i może dokopałby się do paru spraw o których jeszcze nie wie… a są dla niego interesujące….?

  • Kondominium E-pis-kopatu= IV Rzeszakatopospolita amen!!.