Motto tygodnia: Lud smoleński ryczy i kwiczy: wraża agentura na miesięcznicy!

Zimny Lech w każdej szkole

numer 37/2016

Pisowska władza nie ustaje w absurdalnym kultywowaniu pamięci Lecha Kaczyńskiego. Tylko dlaczego, fałszując historię, wymazuje zasługi żyjących jeszcze ludzi, którzy wiernie służyli bliźniętom?

Wydawało się naturalne, że prędzej czy później KSAP otrzyma imię zasłużonej twórczyni. Gdzie tam! Jarosław Kaczyński postanowił wymazać szacowną profesor z kart historii. Rząd przygotował projekt ustawy o nadaniu KSAP „im. Prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego”. Pod projektem podpisała się premier Szydło, a sprawę pilotuje w parlamencie minister Kempa.

Gdy prof. Gintowt-Jankowicz tworzyła KSAP, wąsaty Kaczor był skromnym senatorem i prawdopodobnie nawet nie wiedział, że taka uczelnia powstaje. Dlaczego zatem KSAP ma nosić jego imię?

Jak wynika z uzasadnienia projektu ustawy, jedyną zasługą Lecha było to, że gdy był prezesem NIK, zatrudnił 16 z 34 absolwentów pierwszego rocznika, w tym Władysława Stasiaka, swojego późniejszego wiernego druha, który też zginął w katastrofie smoleńskiej. To banalne wydarzenie pisowscy propagandyści, okraszając stosowną retoryką, przekuli w heroiczny czyn Prezydenta Tysiąclecia: „Lech Kaczyński bardzo przyczynił się do propagowania idei Szkoły, zwłaszcza u jej początków. Towarzyszyło mu przekonanie, że wychowankowie Szkoły to ogromny kapitał, ludzie, urzędnicza elita, bez której budowa profesjonalnego państwa polskiego i reforma administracji publicznej, tak potrzebna w pierwszych latach transformacji ustrojowej, nie będą możliwe, a już na pewno nie tak efektywne. Swojemu zaufaniu dał wyraz w sytuacji kryzysowej (kiedy pojawiły się poważne trudności ze znalezieniem dobrych, godnych miejsc pracy dla absolwentów Szkoły), oferując zatrudnienie blisko połowie absolwentów I Promocji. Dzięki jego stanowczości i determinacji aż 16 z 34 absolwentów Szkoły, w tym śp. Władysław Stasiak, którzy byli słuchaczami Szkoły w latach 1993–1995, rozpoczęło pracę w Najwyższej Izbie Kontroli, na której czele stał wówczas śp. prof. Lech Kaczyński. U podstaw tej decyzji leżało dążenie do tego, aby Najwyższa Izba Kontroli stała się nowoczesną, sprawnie zarządzaną instytucją”.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Opisany przypadek to kropla w morzu histerii prowincjonalnej.O tym z dumą się pisze najwyżej w regionalnej prasie- patron szkół,świetlic, boisk. Izby pamięci, pomniki i pomniczki. Msze i celebry rocznicowe…I przy tych okazjach odczytuje się podobne ,jak wyżej wymienione -gotowce. Nikt nie docieka, ile w nich prawdy.