Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Zielony Ludzik u Gowina

numer 26/2017

(…) Minęło kilka lat. Marcin D. odsiedział swoje i był już wolnym człowiekiem. Prowadził legalne interesy. Miał piękną kobietę i dwoje dzieci. Niczego tak się nie bał, jak tego, że znów może wylądować w więzieniu. Ale zadzwonił Z.K. Mówił, że ma bardzo ważną wiadomość, ale nie może na ten temat rozmawiać przez telefon.

– Chcą cię odstrzelić – powiedział, gdy się spotkali. – Dobrze, żebyś miał jakiś pistolet. Ty sobie gdzieś go załatw, no wiesz, u chłopaków, a ja załatwię ci pozwolenie na broń.

Marcin D. powiedział, że się namyśli. Spotkał się ze znajomym emerytowanym policjantem. Powtórzył rozmowę.

– Tego tak się nie załatwia – odparł znajomy. – Radzę ci, uważaj, bo ktoś chce cię wsadzić na minę.

Marcin D. posłuchał rady. Nie szukał broni i nikt go nie odstrzelił. Ale po kilku miesiącach podczas kontroli drogowej policjant drogówki zapytał: – Ma pan jakąś broń palną?

– Nie mam – odpowiedział Marcin D. – A dlaczego pan pyta?

– Ponieważ w systemie mamy, że starał się pan o pozwolenie na posiadanie broni.

Zamiast pistoletu Marcin D. nabył notatnik. Kupił go legalnie i żadnego pozwolenia na jego posiadanie i prowadzenie w nim notatek z odbywanych spotkań nie potrzebował. Tak mu się wówczas wydawało. Mylił się.

W notesie Marcin D. zapisywał kolejne spotkania z Z.K. Zapisał tam numer rejestracyjny samochodu, którym Z.K. przyjechał na spotkanie do Mcdonald’sa w Rudzie Śląskiej. Nie był to zwyczajny samochód. Miał kolor zielony, po bokach białe pasy, a na nich napis: „Służba Celna”. Rejestracja pojazdu zaczynała się od liter: HCF. Z.K. przyjechał tym autem, choć sam celnikiem nie jest. Przyjechał, żeby pokazać, jak bardzo duże ma wpływy.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.