Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Zembala od spodu

numer 25/2015

Prawdziwa twarz dobrotliwego kardiochirurga.

„Wypadłeś z kolejki do przeszczepu” – SMS-a tej treści otrzymałem, gdy 1,5 roku temu odważyłem się napisać, że Marian Zembala zabiega o to, aby zostać ministrem zdrowia. Teraz mianowany minister zdrowia wtedy gorąco zaprzeczał.

Kłopotów z sercem nie mam. W kolejce po nowy organ nie czekam. I to nie przyszły minister wysłał do mnie tego „żartobliwego” SMS-a. Ale jego treść oddaje istotę sprawy.

Ten znany kardiochirurg uznawany jest za

pana życia i śmierci.

Dlatego klęczą przed nim prawie wszyscy. Jego sylwetka została przedstawiona w filmie „Bogowie” o Zbigniewie Relidze. „Gazeta Wyborcza” z okazji wyboru Zembali na ministra zdrowia napisała o nim wielki artykuł zatytułowany „Kardiochirurg, który wziął się za naprawianie świata”. I w jednym z pierwszych zdań artykułu przypomniała, że od samego papieża dostał medal „Pro Ecclesia et Pontifice”. Jest to najwyższe wyróżnienie, jakie Kościół katolicki przyznać może żyjącej osobie świeckiej. Wyższym wyróżnieniem byłoby tylko wyniesienie na ołtarze, ale żeby tego dostąpić, trzeba umrzeć.

Nadskakiwali mu również politycy. Z dobrym rezultatem. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi Marian Zembala uśmiechał się z billboardów Platformy Obywatelskiej. Ciągnął jej listę do sejmiku województwa śląskiego. Oczywiście ludzie głosowali na niego. Skoro jest takim dobrym kardiochirurgiem, to przecież nie może być złym politykiem. Radnym wojewódzkim został z rekordowym wynikiem 27 275 głosów. I choć pierwsza, inauguracyjna sesja sejmiku odbyła się 1 grudnia 2014 r., do chwili obecnej wojewódzki radny Zembala nie zdołał zgłosić ani jednej interpelacji.

Wszelkie

znaki na niebie i ziemi,

a przede wszystkim znaki dawane przez ministra Zembalę wskazują na to, że będzie on bardziej ambitnym ministrem niż był radnym wojewódzkim. Zapowiada, że chce wiele zrobić. Deklaruje, że pogodzi funkcje ministra i dyrektora Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Zamierza więc stale kursować między Warszawą a Zabrzem. Ba, obiecał nawet, że w razie potrzeby będzie operował. Biada pacjentom, za których zabierze się wymęczony ciągłymi podróżami minister…

Szykuje się potężny konflikt interesów, skoro minister zdrowia zamierza pozostać szefem jednego z najdroższych ośrodków medycznych – Śląskiego Centrum Chorób Serca. Zembala nie raz powtarzał, że ośrodek ten dostaje za mało pieniędzy. Ten brak kasy stał się dotkliwy w momencie gdy Zembala powiększył ŚCCS o nowy kompleks budynków, w większej części wybudowany za pieniądze unijne. Nasze wiewióry donosiły o ciągłych awanturach z Narodowym Funduszem Zdrowia o pieniądze. Procedury kardiochirurgiczne wycenione są przez NFZ całkiem przyzwoicie, ale co z tego, skoro królestwo prof. Zembali pochłonęłoby każde pieniądze. Przecież życie ludzkie jest bezcenne…

Czy to możliwe, aby jako dyrektor ośrodka kardiochirurgicznego minister Marian Zembala z równą pieczołowitością dbał o inne ośrodki i inne dziedziny służby zdrowia?

Inne pytanie: Czy obecny minister zdrowia jako pan Zembala finansowany jest przez prywatne firmy medyczne? Np. przez stworzoną przez niego Polską Grupę Medyczną?

Pani premier, czy Pani to sprawdziła przed powołaniem pana Zembali na stanowisko ministra zdrowia?

Odpowiedzi z pewnością nie otrzymam. Pracując w tygodniku „NIE”, co pewien czas piszę o służbie zdrowia. Jeśli mam wątpliwości, wysyłam pytania do Ministerstwa Zdrowia. Ministerstwo czasem odpowiada, a czasem nie. Niekiedy muszę zadać pytania premierowi. Wówczas wysyłam je do Centrum Informacyjnego Rządu. Odpowiedzi są żenujące albo w ogóle ich nie ma.

Wyjaśniam zatem, że informacja na temat

głębokiego powiązania, a wręcz uzależnienia

ministra Zembali od prywatnej firmy kardiologicznej, jaką jest Polska Grupa Medyczna, znajduje się w jego oświadczeniu majątkowym. Nietrudno więc na nią trafić. Oświadczenia majątkowe są po to właśnie, aby rozpatrując kandydaturę na jakieś ważne państwowe stanowisko, można było w 5 minut ocenić, czy kandydat nadaje się, czy nie. O tym premier polskiego rządu powinien wiedzieć.

Zembala został zmuszony do spisania oświadczenia majątkowego, gdyż, podpuszczony przez Platformę Obywatelską, został radnym sejmiku. Złożył je w biurze sejmiku w grudniu 2014 r. Napisał, że Polska Grupa Medyczna udzieliła mu 5-letniej pożyczki . W grudniu 2014 r. jego „aktualne zadłużenie” wobec PGM wynosiło 1 290 184,46 zł.

Gdyby po przeczytaniu artykułu premier Kopacz przyszło do głowy zażądać wyjaśnień w tej sprawie od ministra Zembali, ów ma już gotową odpowiedź. Odpowiedzieć może, że wcale nie jest uzależniony od byłej swojej spółki, gdyż bez trudu może spłacić nawet tak gigantyczną pożyczkę. Albowiem jego dochody również są gigantyczne. To, co zarabia jako lekarz prowadzący prywatną praktykę lekarską, znacznie przewyższa niemałe przecież dochody Zembali jako dyrektora Śląskiego Centrum Chorób Serca (13,8 tys. zł brutto miesięcznie) czy jako profesora Śląskiego Uniwersytetu Medycznego (ok. 5,5 tys. zł miesięcznie).

W oświadczeniu majątkowym Zembala oświadczył, że z tytułu prowadzenia indywidualnej praktyki lekarskiej osiągnął roczny przychód w wysokości 1,2 mln zł! To dało prawie 1,1 mln zł dochodu, czyli więcej niż dochód niejednego szpitala!

Trudno orzec, w jaki sposób Zembala prowadził prywatną praktykę lekarską, skoro wszyscy wiedzieli, a i on sam to również rozpowiadał, że jako dyrektor przyjeżdżał do Śląskiego Centrum Chorób Serca wcześnie rano i przesiadywał tam aż do wieczora. Ale załóżmy, że tak nie było i Zembala przez 5 dni w tygodniu, bez urlopu, bez dodatkowych dni wolnych, wszystkie popołudnia i wieczory spędzał na przyjmowaniu, konsultowaniu i kasowaniu pacjentów w gabinecie prywatnym. Gdyby tak było, to musiałby on zarabiać codziennie 4,5 tys. zł.

Tak oczywiście nie było. Te niebotyczne zarobki pochodziły z innego źródła czy też innych źródeł. Pieniądze lub ich część płynęły zapewne z Polskiej Grupy Medycznej. Marian Zembala był jej oficjalnym konsultantem z zakresu kardiochirurgii.

O PGM pisałem w lutym 2014 r. („Grupa trzymająca serca”, „NIE” 6/2014). Na potrzeby obecnego artykułu przypomnę, że PGM została założona przez Mariana Zembalę i dwóch jego podwładnych, profesorów Śląskiego Centrum Chorób Serca. Krajowy konsultant w dziedzinie kardiochirurgii (czyli Zembala), śląski konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii (prof. Lech Poloński) i dyrektor ds. medycznych Śląskiego Centrum Chorób Serca (prof. Mariusz Gąsior) stali się współwłaścicielami PGM. Firma ta błyskawicznie rozwinęła skrzydła, przejmując od szpitali w województwie śląskim oddziały kardiologii i ich kontrakty z NFZ. Tym samym miała

negatywny wpływ na sytuację publicznych szpitali.

W ten sposób, że szpital publiczny musi prowadzić różne oddziały; nie tylko te, które są dochodowe, ale i takie, które przynoszą straty. Kardiologia jest dobrze wyceniania w przeciwieństwie np. do interny; oddział kardiologiczny zarabia więc nie tylko na siebie, ale pozwala utrzymać cały szpital. I takiej kury, co znosi złote jaja, wyzbywały się po kolei szpitale w różnych śląskich miastach, a PGM zarabiała krocie.

Wszyscy moi rozmówcy zachodzą w głowę, po co Zembali stanowisko ministra, które piastować będzie niezbyt długo. Dlaczego przyjął posadę w rządzie, który się chwieje?

Być może odpowiedź jest bardzo prosta.

Zostając ministrem zdrowia, Zembala otrzymał przecież władzę dysponowania ponad 70 miliardami złotych.

Te ogromne pieniądze to budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. Do zeszłego roku trudno się było do niego dorwać nawet ministrowi. Ale pod koniec 2014 r. znowelizowano ustawy o świadczeniach zdrowotnych i NFZ i od stycznia mamy całkowicie scentralizowany i zależny od ministra system finansowania służby zdrowia. Co osiągnięto w następujący sposób: od stycznia to minister zdrowia powołuje i odwołuje prezesa NFZ. To minister zdrowia powołuje i odwołuje dyrektorów oddziałów wojewódzkich NFZ. Niech teraz któryś podskoczy i nie wykona ministerialnego polecenia.

Tę zmianę wprowadzono dlatego, że prezes i dyrektorzy NFZ byli zbyt niezależni. Ministerstwo kazało wprowadzić jakieś nowe procedury, a NFZ mógł to sabotować. Nie organizował zakupu nowych świadczeń albo odwlekał konkursy. Było tak, ponieważ ministerstwo wprowadzało kolejne nowinki, ale nie dawało na to pieniędzy. A NFZ miał tyle, ile dostał z ZUS, gdzie pracujący Polacy odprowadzają składki ubezpieczenia zdrowotnego. Pracujących Polaków nie przybywa.

Taka sytuacja trwała do grudnia zeszłego roku. Narastał konflikt między urzędnikami NFZ, urzędnikami Ministerstwa Zdrowia i przedstawicielami rozmaitych specjalności medycznych. Od czasu do czasu

telewizja pokazywała dzieci umierające

z powodu różnych chorób i informowała, że winni są źli i bezduszni urzędnicy, którzy nie dają pieniędzy na drogie zabiegi. Zabiegi są może drogie, ale ratują życie, zatem pieniądze nie mogą się nie znaleźć.

O dodatkowe pieniądze  wołał również Zembala. 2 przykłady:

  1. Gdy w 2009 r. NFZ wprowadził ściślejszą kontrolę niektórych zabiegów kardiologicznych, „Gazeta Wyborcza” i „Fakt” pisały, że „przez NFZ będziemy umierać na zawał. Według lekarzy zarządzenie prezesa NFZ spowoduje, że chorzy, którzy jeszcze kilka tygodni temu mieliby szansę na wyleczenie, teraz zaczną umierać. – Wydłużą się kolejki do wszczepiania stymulatorów serca czy na planowane badania umożliwiające kwalifikowanie chorych do operacji, np. by-passów – mówi prof. Marian Zembala”.
  2. „Brak kontraktu ze strony NFZ lub jego niewystarczająca wysokość uniemożliwia rozwój polskiej kardiochirurgii” – tak w 2012 r. „Rynek Zdrowia” cytował obecnego ministra.

Wołanie to dało ten skutek, że najbardziej skomplikowane procedury medyczne, np. przeszczepy serca, finansowane były z innych pieniędzy niż reszta służby zdrowia. Płaciło za nie Ministerstwo Zdrowia, a NFZ za resztę. Załapanie się na ministerialną kasę oznaczało eldorado, gdyż rozliczając koszty leczenia ministerstwo nie czepiało się każdej złotówki. Toteż tzw. osobodzień pacjenta, za którego płacił pan minister, kosztował np. 600 zł, podczas gdy osobodzień pacjenta ze zwykłego szpitala, którego leczenie finansowane było przez NFZ, kosztował 150 zł.

Eldorado skończyło się

na przełomie lat 2014-15, gdy za przeszczepy serca i inne medyczne rewelacje nie miało już płacić ministerstwo, tylko NFZ. I od razu zaczęły się schody. NFZ, jak to on, przyczepiał się do każdej złotówki. Żądał rozliczenia każdego pacjenta z osobna, z podziałem na koszty medyczne, pozamedyczne i osobowe. I okazało się, że w przypadku kardiochirurgii koszty osobowe i pozamedyczne stanowią 80 proc. wszystkich kosztów leczenia, a koszty medyczne zaledwie 20 proc. Dlatego NFZ nie chce płacić tyle, ile kardiochirurgom płaciło ministerstwo. Tylko w województwie śląskim kardiochirurdzy (ale także inni transplantolodzy) złożyli w NFZ ok. 700 wniosków o uwzględnienie ich podwyższonych wydatków. Wnioski te były tak udokumentowane, że NFZ prawie wszystkie odrzucił (uwzględniono niecałe 5 proc.). Zrobił się raban.

Teraz już ani prezes, ani żaden urzędnik NFZ ministrowi nie podskoczy. Ile ten zażąda dla jakiejś dziedziny medycyny, tyle będzie. Niekoniecznie na choroby serca. Miliardzik na leczenie dżumy? Proszę bardzo.

Wasze komentarze 10 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Zawsze mam dylemat czytając artykuły traktujące o przewałach na taką skalę. Dylemat dotyczy również skali – skali hipokryzji w tym kraju, bo przecież pan Zembala gdyby nie deklarował wiary w Bozię nie dostałby nagrody od papieża. To jak to jest, że ktoś, kogo papież wyróżnia, ma w dupie resztę i kasa jest najważniejsza? Jest tak moim zdaniem, bo parafrazując znane powiedzenie – Bóg (dla innych, żeby się odpieprzyli i nie gadali), Honor (hehe), KASA! I to jest sedno sprawy, u bogatych niby-katolików własność prywatna jest na pierwszym miejscu, a to nic innego jak kasa.

  • Gdzie jest przekręt? To, że szpitale pozbywają się dochodowych oddziałów jest winą dyrektorów tych lecznic a nie spółek, które przejmują te oddziały. A jeśli chodzi o dochodzi, jak redaktor pisze z gabinetu prywatnego. Może chodzi o przychody z prowadzonej działalności gospodarczej, czyli po prostu jak większość lekarzy samozatrudnienia? Czyli nie z przyjmowania pacjentów, tylko jak to chirurg operowania i wszystkich innych czynności z tego wynikających?

    • Tak,tak. Zwłaszcza jak się siedzi na kilku fotelach i przewala pacjentów pomiędzy swoją prywatną a publiczną działalnością, optymalizuje koszty i jeszcze jest się lekarzem krajowym, który decyduje o wielu technicznych rozwiązaniach pewne wspiera (swoje) inne blokuje, to wtedy napewno wszystko jest w najlepszym porządku i transparentnie. Z Zambali jest megachachmęt. Na skalę taką, że normalni ludzie nawet nie chcą wierzyć

  • Cóż to jest kilka milionów w dzisiejszych czasach. Dajcie żyć i pracować w pocie. amen

  • Chirurg to pan zycia i smierci.
    Ale moim zdaniem Kopacz popelnila blad.
    Powinna na stanowisko powolac Tomasza Kota – aktora, ktory gral w filmie „Bogowie”. Nikt nie mialby wtedy watpliwosci, ze PO popiera sam Religa.

  • Po co to wszystko? Nie lękajcie się. Piekła nie ma!
    – Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce wymęczone gożałą nie wytrzymało w czasie seksu z Rzegotką (żona), że coś we mnie pękło. Pognałem – jak spłoszony jeleń – przed siebie słynnym już tunelem w stronę światełka.
    Światełko, jak światełko, białe było i dość silne, gnałem w jego stronę jak oszalały.
    – Szybciej, niż moją Horpyną po hayghwayu # 401 w Ontario.
    Nie wiem ile czasu minęło gdy światełko zaczęło się powiększać a gdy było już rozpoznawalne okazało się że to wielki neon z napisem:
    – Rozdzielnia. W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w kolejkach do jakiejś recepcji, czy coś podobnego. Ustawiono mnie w rządku krótszym za przemiła grupka niemieckich dzieciaków. Jak się okazało później, ofiar jakiegoś przygłupa pilota który umyślnie rozbił samolot w francuskich Alpach.

    Za biurkiem siedział gruby facet na wysokim stołku ze złotymi lokami nad szerokim czołem, białymi skrzydłami i aureolą nad łbem – Cherubin taki. Gdy nadeszła moja kolej. Spytał:
    – Nazwisko ?
    – L., Edward L.
    – Miejsce zamieszkania na Ziemi ?
    – Canada. – Oakville dokładniej.
    – Co wy tak z Polski do Kanady umierać jedziecie? – a potem burdel w papierach…
    Zimny pot mnie oblał. Wiec jednak umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myślach. Ja pierdole, dożywocie w Piekle jak w mordę strzelił. Zrobiłem najżałośniejszą minę na jaką mogłem się zdobyć i cicho spytałem: Piekło ?
    – Dupa tam, nie piekło. Piekła nie ma, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi, tu jest tzw. RAJ. Czy się komuś podoba, czy nie to już jego osobista sprawa.
    Udacie się teraz – jako Dusza z Polski – przed Bramę #27, tam was skierują do sektora Polonijnego. No, szczęść Boże !

    Obróciłem się na piecie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk Cherubina z recepcji:
    – Halo, obywatelu ! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureole i skrzydła. Macie, tu pokwitujcie. A tu macie instrukcję jak skrzydła zakładać. Aureoli nie zgubcie bo następna wam będzie za wiek wydana po minięciu gwarancji. No, zegnam.

    Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę prosto wisiała nad baniakiem. Rozglądałem się dookoła. Od zarypania dusz. Koło mnie grupka niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze skrzydłami. Polazłem we wskazana bramę, po drodze mijałem bramy włoskie, francuskie i największą skandynawską – same blondyny tam stali. Zacząłem żałować ż urodziłem się Polakiem. Dużo fajnych lasek tam się kotłowało. Zobaczyłem w końcu i moją bramę #27.

    Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na ławkach, przy stolikach, cmiki jarają. Zaraz też podszedłem do jednego. Poczęstował. Okazało się że to góral z samego Zakopanego. Zabili go woźnice fasiągów gdy próbował podbierać innym woźnicom turystów na jazdę nad Czarny Staw pod Rysami. Przyszedł tu kilka godzin temu.
    – A cmiki rozdaje dyżurny anioł pod bramą – powiedział. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w środku czy coś?

    Zebrała nas się już spora grupka. Staliśmy, siedzieli i gwarzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali najbardziej, jak powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć. Ładny obciach. Było dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę, czterech z wypadku pod Jasłem, piątka topielców z Mokotowa. Niezła ekipka. Wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, że można po przejściu bramy, prosić w Kadrach o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30. Od nowa laseczki rwać których tu więcej niż na ziemi.

    Góralowi fajki się skończyły, więc teraz ja poszedłem do anioła. Stał pod bramą. Mały chudy – taki wypłosz. Klepłem go w łopatkę i mówię:
    – Kopsnij kolego paczuszkę, bo nam się jarać chce. Wyciągnął ramkę Malborasów i dorzucił gazową zapalniczkę. Uśmiechnął się do mnie, pokazując żółte od dymu zęby. Wróciłem do moich nowych znajomych i zapaliliśmy po całym.
    – Piwka bym się napił – powiedział Góral. Jeden, który już tu był jakiś czas temu (reanimacja się udała) – powiedział, że piwko będzie ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno.
    Przyszły jakieś dziewczyny dyżurne anielice i zaczęły nam skrzydła regulaminowo poprawiać. U mnie było w sumie ok. Aureola mi błyszczała jak psie jaja na mrozie – tylko, nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki, w której miałem łazić. Kieszenie są, to łapska jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami.

    Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem. Chcieliśmy żeby nas nie rozdzielali. Przypadliśmy sobie do gustu. Jednak w Administracji skierowano mnie do bloku Ontario, piętro 3499, pokój 21897 w skrzydle C. Miałem mieszkać z niejakim Marianem F. zmarłym w 1937 roku. Lat 89 aktualnie 35.
    Paskudnie, Gienek (ten Góral) poszedł do Blockhausu Żywiec, to kilka godzin na piechotę od mojego. Obiecałem mu, że po aklimatyzacji, za jakiś czas się zobaczymy.
    Potem, kazano mi iść do magazynu. Tam mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe na święta i specjalne okazje. Kurde, jak w wojsku…

    Magazynierem był Żyd rozstrzelany przez Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel już wiedziałem, ze załatwić u niego mogę wszystko. Aureolę jak zgubię, lub przepiję, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują. Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi. Nie którzy mają skrzydła poodpinane, inni Aureole za paskiem. Luzik.

    Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. Szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba cała wieczność.

    Marian F. okazał się szczupłym dość przystojnym facetem z wąsami i wygoloną na łyso pała. Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa zimne „Żywce”. Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo i chwyciłem zimniutkie piwko. Zajaraliśmy po szlugu i Marian zaczął mnie wtajemniczać w Życie Niebiańskie.
    – Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym się nie przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy latają jak łanie. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic bo już nie żyjesz. Zajebiście jest. Raz do roku tylko się wszyscy spotykają bo Główny przemawia i trochę to trwa, zanim wszystkich w ich językach pobłogosławi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracować? Idziesz do roboty, chcesz leżeć i chlać cały dzień? Leżysz i chlejesz cały dzień.

    Panienki lecą na chłopów – zwłaszcza zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypią jak choinka po trzech królach. Trzeba na kochających inaczej uważać bo w sukience to czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy. Podnoszę suknię a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła połamałem i wyjebałem z pokoju. Tacy to skurwiele przebierańcy. Jak chcesz się napić w towarzystwie, to co 100 pięter jest knajpa, wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko, bo schodami możesz przeskoczyć piętro do góry i na wprost schodów masz knajpę. Mordownia straszna, leją się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam nakładli tęgo, Chopin kuflem zarobił od Górali, a pijanemu a Wyspiańskiemu Aureolę i skrzydła połamali. Na aureolę trzeba uważać – stracisz, to masz przesrane. Do raportu idziesz.

    W każdą niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios, polecam Indonezję i Japonię, najlepsze panienki, lecą na Słowian jak cholera. HIV-a nie złapiesz, więc stukasz na całego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami porąbani jak na ziemi, tu też mają Hamas i Hezbollah, złapią cię skrzydła z aureolą połamią, a wtedy raport. Dużo tu znanych postaci możesz poznać, od 1945. prawdziwym gwiazdorstwem, za zapełnieniem świeżą krwią Raju, cieszył się Hitler, od nas – z Nieba Polskiego pojechało 6 milionów go oglądać. Pecha miał jak poszedł do knajpy bodajże 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go przecweliła. Afera była na pół Raju. Listy gratulacyjne z Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem, w 1977, przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali. Kilkaset milionów po autograf poleciało. Porąbani.

    Tu jest tak, że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzyłeś na ziemi, rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37′ powieszony za zabójstwo żony. Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj z którym żyje i ten gach mi dołożył ździebko. Nowiuśkie skrzydła mi połamał. Nie podałem debila do raportu, żal mi chłopa. Z taka szmata żyje, że Raj to dla niego piekło musi być.
    Sąsiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi się do knajpy chodzić, bo na niego polują. Już 200 lat na niego się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. Wszyscy do raportu poszli.

    Znanych w Naszym Niebie jest też masa, Królowie mieszkają na niższych piętrach, ale nie warto tam łazić. Czasami możesz ich w knajpach na 200 i 300 piętrze spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Jan-Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa się do nikogo.

    Rozrywek też mamy pełno. W TV lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te XXX. W Wypożyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono. Sport też jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata są Mistrzostwa Nieba w piłce
    nożnej. Najlepsi byli Brazylijczycy do 68′. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88′ piorun zabił na boisku 8 Zairczyków i Zair był potęga niebiańską.
    Polacy też grają dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz Polski z Anglią oglądały 3 mld. ludzi na stadionie, a przed telewizorami całe niebo. Przegraliśmy w karnych, Deyna bramki nie strzelił.

    Żarcie masz o każdej porze. Otwierasz lodówkę i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też. Przyzwyczaisz się. No, ja idę na karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka.

    Marian polazł. Myślenie nie jest moją mocną stroną. – Co robić? Idę się rozglądnąć po sektorze. Pójdę do knajpy, może jakieś atrakcje będą? Czas się przyzwyczajać. Inaczej nie będzie. Może, niedługo Rzegotka za mną zatęskni i ze smutku dołączy? Fajnie by było. Zapisałem sobie na dłoni nr pokoju, żeby się nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Leząc po schodach, co chwila spotykałem zawianych aniołów – znak, że dobrze idę.
    Wreszcie, mym oczom ukazała się knajpa – No, to jest knajpa! Wielkość Maracany, stoliki 4, 6 i 8-osobowe, bar cały z złota. Niecierpliwie przyspieszyłem kroku, wyminąłem zgrabnie grupkę narąbanych w trupa aniołów śpiewających: „Niech żyje nam rezerwa”, i już byłem przed ladą. Barmanem był ogromny – niczym Gołota – anioł, z wielkimi wąsami z niebieską aureolą i tego koloru skrzydłami. Poprosiłem o setę, galaretę i piwo i jeszcze wziąłem tatara z kiszonym ogórkiem. Poszukałem wzrokiem miejsca z którego mógłbym obserwować całą sale. Siadłem przy stoliku oznaczonym #210. Koło mnie toczyła się zażarta dyskusja między kilkoma aniołami:
    – „Ty dupa jesteś a nie Janosik!” grzmiał jeden anioł.
    – „Ja nie jestem Janosik?! Ty palancie. Jak ja ludzi prałem pod Ojcowem, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś”… Okazało się, że Janosik faktycznie żył.

    Lać mi się zachciało, więc poszedłem do toalety. Pod drzwiami spał jakiś siwy anioł, bez aureoli, pewnie mu zwinęli. Kopłem go w biodro i mówię:
    – Dziadziuś, wstawaj bo ci bachora podrzucą. Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma mi się wydała. Ale nie kojarzyłem skąd go mogę znać?
    W kiblu było dość czysto tylko ściany zapisane. Nad moim pisuarem widniał napis:
    „Poniatowski pedał Polskę sprzedał”.

    Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał oparty na stole a jego kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła.
    Powiedziałem barmanowi, że jakiś dziadziuś śpi pod kiblem. Można by go przenieść bo drzwi tarasuje. Barman machnął ręką:
    – To Bierut, pije już tak od 20 lat jak go Zośka z Sobieskim zostawiła. Aureolę zostawia w barze i chleje na umór.

    Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu. Cwaniacko aureole na bakier założone. Kufle w łapach i deliberują zażarcie o czymś zamaszyście gestykulując.
    Zastanawiałem się czy swoich tu w Niebie nie poszukać, zdecydowałem, że jeszcze nie czas. Może później.

    W drodze do pokoju wyrwałem fajna anielicę, Marzena. Zmarła dwa lata temu na raka piersi. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór w knajpie.
    Spać mi się chciało. Tyle emocji…

    Obudziło mnie szarpanie i krzyk Mariana, bladego jak prześcieradło:
    – Wstawaj kurwa! – Coś ty narobił! Wstawaj! – chłopie, cos ty wykręcił?! – Wrzeszczał nade mną. Nie wiedziałem o co mu chodzi? Okazało się ze szuka mnie od godziny cała Rajska policja. Była w naszym pokoju ale byłem wówczas w knajpie. Mają mnie doprowadzić do Głównego. Przeraziłem się. Kurde! – Za co? Za kopnięcie Bieruta?… – A może za wyrwanie laski jakiejś szychy niebiańskiej? Nie wiedziałem czy spierdalać do innego Nieba, czy poddać się?
    Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i pod pachy, wyprowadzili mnię. Całą drogę nic nie mówili. Wszystkie Anioły się za nami oglądały i coś szeptały wskazując mnie palcami. Pewnie myśleli, że do Raportu idę . Następnie, po kilkunastu minutach lotu helikopterem policji niebiańskiej, dotarliśmy pod gmach z napisem:
    DYREKCJA – GLOWNY SEKRETARIAT. Gdzie wprowadzono mnie do środka.

    Za biurkiem siedział mały chłop z bokserskim nosem i grzywka ulizana na lewy bok. Nad łbem miał purpurową aureolę a skrzydła miał błękitne. Ładnie to kolorystycznie wyglądało.
    Wskazał mi fotel uśmiechnął się i poczęstował kubańskim cygarem. Potem, patrząc na mnie powiedział do mikrofonu:
    – Pani Halinko, wprowadzić strażnika Rafała W. Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i przestępował z nogi na nogę.
    – No i co tam strażniku Rafale… – Popiło się na służbie – co?! – zagrzmiał Główny.
    – Ale.. ja.. .
    – Jakie, kurna ja… – Jakie ja? Opiliście się i nie tego sprowadziliście co potrzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mi i jemu taki kawał wycinacie?! Chałupy żeście pomylili. Edward miał żyć, a obok, już tydzień jego sąsiad staruszek na niewydolność układu krążenia umiera. – I dalej umiera! Zdegraduję was! – grzmiał dalej Główny.

    Ja sobie cygarko jarałem puszczając kółka i zacząłem co nie co kapować. Rafał się opił i pomyliło mu się. Może mnie cofna na ziemie?…
    – I co my z panem – panie Edku zrobimy? – popatrzył na mnie po ojcowsku Główny. Musimy pana cofnąć – chyba, że chce pan zostać?…

    Kurna, nie wiedziałem. Zostawać czy iść na zad na ziemię. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanaście lat, może sąsiadki z sąsiadami z ulicy dołącza. Laski są świetne…. – Ale na ziemi… – kolesie, łódką za rybami… – Rzegotka tak
    świetnie gotuje… – Wracam! I tak tu trafie z powrotem, więc nic nie tracę.
    Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby przeżył moje życie, a plan cudów już wykonali na ten rok.

    Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem z liścia w pysk, wziąłem pudełko kubańskich cygar pod pachę i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin (z lokami) jak mnie zobaczył, to mu szuflada opadła. Anioły na mnie z zazdrością patrzyły, jak mnie wrzucają do rury, obok tunelu z którego wylatują co chwila kolejne dusze.
    Błysło, hukło i znalazłem się znów w mym ciele. Spocony, ciężko oddychając leżałem na Rzegotce… – Tak samo spoconej i cieżko dyszącej.
    – Nie uwierzysz kochanie jaką miałem jazdę… .
    – Oooo, a jaką ja….

    • Chyba pomyliłeś portale, ten jest dla stąpających twardo po ziemi, a tobie potrzebny jakiś literacki. Tylko zrób korektę zanim zamieścisz, bo z polskim to masz niezłą Kanadę.

  • Za operacje dostaje 5.500/mies. Ale to inna kasa:)

  • dobry artykuł -tylko jeszcze nie do konca rozlicza wszystko.w Polsce jest ustawa antykorupcyjna -która jest dziurawa i dlatego dyrektor szpitala utworzonego przez mi nisterstwo lub uczelnie -jej nie podlega -tzn nie sklada oswiadczenia majatkowego oraz moze prowadzic działalnosc gospodarcza ,miec akcje społek i zasiadac w organach tych społek-zas dyrektor powiatowej przychodni zdrowia musi skladac oswiadczenia majatkowe i nie moze prowadzic działalnosci gospodarczej? fajne prawda?
    jednak zarówno ten uprzywilejowany dyrektor jspzoz ak i ten szarak dyrektor spzoz musza miec zgode na kazde dodatkowe zajecie -tj dyrektor szpitala ministerialnego musi miec zgode ministra a dyrektor powiatowy -zgode zarzadu powiatu.ciekawe czy dyrektor ministerialnego szpitala miał taka zgodę? jesli dyr spzoz jest lekarzem -to moze w szpitalu w którym dyrektoruje leczyc -jesli ma to zapisane w umowie o pracę.ciekawe czy to ma w umowie dyrektor z zabrza? duze pole do popisu i dociekliwosci dziennikarskiej.czy dyrektor spzoz moze podpisac z wlasna praktyką prywatna umowę na swiadczenie usług w szpitalu w którym dyrektoruje? itp….

  • Wizerunek Zembali nie odstaje od dużej części lekarzy pracujących na etatach i w prywatnych gabinetach. Poza nielicznymi wyjątkami, dla których ważny jest pacjent, większość to CYNICY i HIPOKRYCI.
    Podnoszone argumenty braku pieniędzy na leczenie w szpitalu, podczas, gdy duża część lekarzy (z dyżurami lub bez) przekracza 10.000 miesięcznie. Znam również kardiochirurgów, którzy na etatach zbliżają się do 100,000 miesięcznie.
    Społeczeństwo aję wodzić za nos lekarzom. Większość ludzi przestałaby korzystać z poradni, gdyby wiedziała, że lekarz nie umie obsługiwać USG, a czasami nawet komputera!!!
    Wystarczy, aby polski rząd, wzorem innych krajów, zachęcił lekarzy spoza Unii do przyjazdu do Polski i pracy na normalne pieniądze.
    Nie da się również nie docenić „wkładu” urzędników NFZ do rozregulowania służby zdrowia i finansów.
    Życzę Państwu dużo zdrowia.