Motto tygodnia: Zrozumcie to wreszcie – ktoś może was wyhuśtać w areszcie.

Zbrodniczy uśmiech studentki

numer 23/2019

Jak nie korupcją go, to gwałtem.

Prokuratura twierdziła, że dowody przestępstw są miażdżące. Domagała się dla prof. Żuka i dla jego kolegi – uczestnika baletów z panienką niewoloną za pomocą czarodziejskiego koktajlu – kilkuletniej odsiadki. Gwałty były tak odrażające, a ich dowody tak mocne, że sąd pierwszej instancji kolegę pana profesora uniewinnił. Jego samego skazał zaś na karę grzywny.

Sąd odwoławczy podtrzymał wyrok pierwszej instancji. Przypomnieć tu trzeba, że sprawę prowadził wydział do walki z korupcją wrocławskiej Komendy Wojewódzkiej Policji. Na czym polegała korupcja?

Dobrze to obrazuje jeden z przypadków zgwałcenia. Studentka przyszła na egzamin. Profesor zadawał pytania, a ona odpowiadała. Profesor dał jej pozytywną ocenę. Następnie powiedział:

– To chyba się wymienimy numerami telefonów.

Dziewczyna swojego numeru nie dała, ale się uśmiechnęła. Oto korupcja. Są dwie interpretacje korzyści osobistej. Jedna (węższa) uznaje, że korzyścią osobistą jest korzyść seksualna, finansowa bądź obietnica awansu zawodowego. Szersza interpretacja uznaje za korzyść osobistą wszystko, co sprawić może frajdę. Czy uśmiech ładnej dziewczyny mógł sprawić Żukowi przyjemność? Zapewne. A że w przypadku korupcji przestępcą jest zarówno ten, co daje, jak i ten, co bierze, Żuk popełnił więc przestępstwo w momencie, gdy patrzył na uśmiechniętą dziewczynę.

To naprawdę nie jest żart. Sąd apelacyjny zdefiniował przestępstwo popełnione przez prof. Żuka następująco: jego korzyścią osobistą było wszystko to, co powodowało wzmocnienie jego charyzmy.

Żuk został skazany za dziewczęcy uśmiech.

Usiłowano zapobiec katastrofie wizerunkowej wymiaru tzw. sprawiedliwości. Tuż przed wydaniem wyroku Żuk został znów zatrzymany. I znów pod zarzutem korupcji. Rzekomo dał 200 zł lekarzowi, który miał mu w zamian wystawić L4. Następnie profesor nie stawił się na przesłuchanie w prokuraturze, jako usprawiedliwienie nieobecności przedstawiając właśnie to zwolnienie.

W czasie gdy trwało śledztwo, a następnie proces, prof. Żuk przeszedł operację kolana, a potem rehabilitację. Mimo to stawiał się na prawie wszystkich posiedzeniach w sądzie, choć nie było to obowiązkowe, a odbyło się ponad 70 rozpraw. W trakcie rehabilitacji wdał się stan zapalny. Profesor więc 2 razy prosił o zwolnienie, raz jednego lekarza, a następnie innego.

Policja zamontowała ukrytą kamerę w gabinecie jednego z lekarzy. Być może zamontowała i drugą u drugiego lekarza, lecz o tym nic nie wiadomo. Pierwsza zarejestrowała przypadki, gdy jacyś pacjenci rzucali stuzłotowe banknoty na biurko pana doktora. Został on zatrzymany, na kilka tygodni trafił do aresztu, wypytywano go o prof. Żuka.

Lekarz mówił, że nie wie, o kogo chodzi, a tym bardziej, że nie przyjmował od niego pieniędzy. Kamera niczego nie sfilmowała, gdyż zamontowano ją dopiero po wizycie profesora. Niemniej Żukowi postawiono zarzut, że skorumpował lekarza, dając mu 200 zł.

Odbyła się konfrontacja. Lekarz uparcie twierdził, że Żuka nie poznaje i nie dostał od niego pieniędzy. Ale śledztwo trwa. Zamiast stosować areszt, Żukowi kazano wpłacić 5 tys. zł tytułem poręczenia majątkowego. W lokalnej prasie i w radiu pojawiły się sensacyjne doniesienia, że nieuczciwy wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego znów został przyłapany na łapówkarstwie.

Tę sprawę nagłośniono tuż przed końcem procesu o gwałty i korupcję seksualną. Być może to zaważyło na tym, że prof. Żuk został skazany na karę grzywny, a nie uniewinniony. Ale to tylko hipoteza.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.