Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Zawszona lewica

numer 33/2015

Nadzieja światowej lewicy ma brodę i rozpiętą koszulę.

Marny los Syrizy pozostawił światowe – a na pewno europejskie – lewactwo w stanie depresji i beznadziei. Nie na długo. Obecnie wyrasta nam nowa nadzieja. W najmniej spodziewanym miejscu: w Wielkiej Brytanii.

W całkowicie niepojętym w Polsce geście lider Labour Party Ed Miliband – biorąc na siebie polityczną odpowiedzialność za klęskę wyborczą laburzystów i utratę Szkocji na rzecz separatystycznej Szkockiej Partii Narodowej, zaskakującego melanżu koncepcji nacjonalistycznych i lewicowych – podał się do dymisji 8 maja tego roku.

Korespondencyjne wybory nowego lidera laburzystów rozpoczynają się w ten piątek. Potrwają do 10 września, zwycięzca zostanie ogłoszony 12. Na razie wszystko wskazuje na to, że będzie nim 66-letni weteran frakcji socjalistycznej Labour Party, uważany dotychczas za outsidera na żółtych papierach członek Izby Gmin reprezentujący najmniejszy i najgęściej zaludniony okręg wyborczy w kraju – Jeremy Corbyn.

Corbyn to mokry sen każdego socjalisty – lewacki chłopiec z plakatu. Jego rodzice – „inteligenci pracujący”, inżynier elektryk i nauczycielka matematyki – poznali się na antyfrankistowskim wiecu podczas hiszpańskiej wojny domowej. Ich syn jako nastolatek zaangażował się w działalność związkową, a stamtąd trafił do Partii Pracy, która najwyraźniej dostrzegła w nim potencjał, bo gdy miał 34 lata, wytypowała go na kandydata do Izby Gmin w okręgu pozostającym we władaniu laburzystów nieprzerwanie od 1937 r. Corbyn nie zawiódł zaufania, wygrywając wszystkie kolejne wybory od 1983 r. – ostatnio, jako jeden z sześciu kandydatów, otrzymał ponad 60 proc. głosów.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.