Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Zakazane kapcie

numer 1/2016

Ksiądz w dom, koperta na stół.

Jeśli usłyszysz dzwonek do drzwi a w wizjerze zobaczysz faceta w koloratce, to może to świadczyć o tym, że najprawdopodobniej jesteś w Polsce. Niby możemy być też w Bawarii, ale by się upewnić, warto zadać sobie pytanie o znajomość niemieckiego. Skoro dojdzie się do wniosku, że jesteśmy nieszprechający, to zostaje opcja, że mieszkamy we Włoszech i jest po Wielkanocy. Po wykluczeniu i tej możliwości mamy kilka sekund na odpowiedź na leninowskie pytanie „co robić?”

Mieszkając w dużym mieście, odwróć się na pięcie i udawaj, że cię nie ma w domu. We Wrocławiu, Krakowie, czy Warszawie zachowuje się tak ponad połowa katolickiej owczarni. W Tarnowie – co może ze względu na kościelne słupki dziwić – jest tak samo.

Nie chcesz obciachu – daj się skolędować

Przechlapane ma się mieszkając w małym miasteczku albo na wsi. A już zupełnie przerąbane mają osoby posiadające dzieci podlegające chrzczeniu lub pójściu do komunii.

Pozostawienie klechy za drzwiami grozić może odmową chrztu lub komunii. To zaś spotkałoby się z niezrozumieniem babć, ciotek i wszystkich tych członków rodziny, którzy winni być zaproszeni na poczęstunek po pokropku lub zjedzeniu komunikantu przez latorośl. Winni być, bo w czasie takiej imprezy zostawią rodzicom dużo niezbędnego do wychowywania dziecka hajsu.

Lista sankcji dla niewpuszczających katabasa może być zresztą znacznie dłuższa i zawierać nawet imienne napomknienie podczas niedzielnego nabożeństwa. W parafiach na rzeszowszczyśnie, czy sądecczyźnie wierni coś wiedzą na ten temat.

Trza być w butach na kolędzie

Decyzja o wpuszczeniu klechy do mieszkania, też nie jest wolna od ryzyka. Ksiądz może być fałszywy. Plaga fałszywych, kolędujących księży dotyka jedynie największych miast i dlatego niektóre diecezje apelują by duszpasterzy legitymować.

O stokroć niebezpieczniejsze jest jednak otwarcie drzwi przed ultrasem w sutannie. Tych nie brakuje na Podlasiu i Kaszubach.

W innych miejscach w kraju osoba przyjmująca duszpasterskiego akwizytora ma mieć na stole biały obrus, krzyż i zapaloną świecę i kopertę. Dla fundamentalisty to jednak za mało. Musi byś jeszcze kropidło i woda święcona. Ale, żeby tylko…

Na stronie internetowej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żelistrzewie na Kaszubach stało jak byk: „Na czas kolędy wyłączone są telewizory i radia, psy i koty zamknięte są w pomieszczeniach gospodarczych, lub piwnicach – nigdy w łazienkach lub w sąsiednich pokojach, klatki z papużkami i kanarkami wyniesione są do innego pomieszczenia, wszyscy są odświętnie ubrani. Uwaga, nigdy nie wolno nabożeństwa kolędowego przeżywać w laczkach, papciach, ani w dresach. Świadczy to o lekceważeniu nabożeństwa kolędowego, o braku szacunku dla kapłana i dla osób mu towarzyszących, o braku kultury osobistej i o złym wychowaniu”. Jeśli komuś czegoś brakuje, to jest i ciąg dalszy stanowiący, żeby nie przegrzewać pokoju, w którym odbywa się wizyta a przy kolędowym stole nie stawiać głębokich, niskich foteli, a tylko zwykłe krzesła.

Kościelna obsesja związana z obuwiem zdaje się być powszechna. Parafia Św. Wojciecha w Białymstoku przygotowała instrukcję dla parafian przyjmujących księdza po kolędzie, a w niej listę następujących życzeń: „O ile to możliwe, niech będą obecni w domu wszyscy domownicy – oczywiście w stroju wizytowym i w obuwiu, a nie w kapciach. Jeśli domownicy przyjmują „na boso” kapłana – jest to wyraz najwyższej pogardy”. Parafianin z Białegostoku musi zatem pożyczyć gajer, a jego ślubna wcisnąć się w żakiet. Nie mogą bowiem nie przyjąć księdza, gdyż instrukcja informuje, że „Odmówienie kolędy kapłanowi jest wyrazem braku identyfikacji z Kościołem, a co za tym idzie – wyrażeniem zgody – na odmówienie też jakiejkolwiek posługi duszpasterskiej”. Dla nieobytych z kościelną nomenklaturą wypada dodać, że posługi duszpasterskie, to chrzty, komunie i pogrzeby.

Koperta ścisłego zarachowania

Koperta z datkiem winna zajmować dyskretne miejsce na rogu stołu. Chyba, że jest się szczęściarzem i pomieszkuje na terenie jednej z kilku parafii w Polsce gdzie obowiązuje zakaz przyjmowania kopert od wiernych. Tak jest np. w diecezji opolskiej czy w parafiach księży filipinów w Małopolsce.

Szczęściarzami są też mieszkańcy dużych miast. Tu wystarczy włożyć do koperty 5o zł. Im parafia mniejsza i biedniejsza, tym zwyczajowe stawki wyższe. Dla pechowców na ścianie wschodniej mogą sięgnąć nawet 200 zł.

I niech nie łudzi się ktoś, kto chciałby wykpić się sianem pod pozorem, że ksiądz nie zagląda w kopertę, w związku z czym można go opędzić byle dychą. Nic z tych rzeczy. Kolędujący klecha wkłada koperty w kolejności odwiedzin. Te zaś ma udokumentowane w swoim parafialnym kajeciku. Po każdym powrocie na plebanię, koperta wraz z jej zawartością jest przypisywana konkretnemu domostwu.

Coroczny spis trzódki

Sam przebieg wizyty duszpasterskiej sprowadza się dla księdza do wejścia, wymamrotania czegoś pod nosem, pokropku mieszkania, sprawdzenia danych rzeczywistych nawiedzanych, z danymi, które widnieją w parafii i pognaniu dalej. Czasem sprawdzanie wpisów wiąże się też, jak przystało na dobrego pracownika korporacji, z reklamowaniem dodatkowych usług świadczonych przez Kościół. Np. promuje się rozwody kościelne.

Niektórzy księża usiłują podczas kolędy rozmawiać. Są jednak tematy, których z duchownym poruszać nie wolno. W instrukcji autorstwa księży z parafii w Brzeźniu, w województwie łódzkim zaapelowano do mieszkańców, żeby podczas kolędy nie rozmawiali o pogodzie czy o polityce.

Duszpasterskich akwizytorów nie należy też traktować w taki sposób jak to uczyniło dwóch parafian z Trąbek Wielkich. Obczaili oni bowiem, gdzie spoczywa księża saszetka i uszczuplili jej zawartość o kilka kopert.

Nie znali myku z kontrolowaniem zawartości sakiewki, w związku z czym już następnego dnia siedzieli za kradzież.

Dbałość o portmonetkę cechuje księży nawet gdy łoją gorzałę stawianą przez wiernych. Bo łoją. Tak samo jak nie gardzą obiadem, czy kolacją. Picie wódki przez kolędujących duchownych najlepiej odzwierciedlają dane policji dotyczące zatrzymań narąbanych księży. Wysyp napromilonych kierowców w koloratkach przypada od lat na przełom roku.

Nie wpuszczasz – płacisz z odsetkami

W Polsce jest ok. 14 mln mieszkań. Gdyby przyjąć, że księża są wpuszczani do co drugiego i dostają w nim tylko 50 zł to coroczna peregrynacja po owczarni przynosi Kościołowi 350 mln zł. Szmalec nader zacny i nieopodatkowany.

Na tym jednak pożytki z kolędowania się nie kończą. Ci, którzy księdza nie wpuścili i tak zapłacą. Wystarczy sobie przypomnieć ostrzeżenia o odmowie posługi duszpasterskiej. Co chwila niechętne kościołowi media informują, że z powodu nieprzyjmowania księdza komuś odmówiono katolickiego pochówku. Tyle tylko, że te informacje to nawet nie ułamek promila tych odmów. Większość z nich załatwia się w sposób tyleż cichy, co cywilizowany. Nieutulona w bólu rodzina bezbożnej osoby jednorazowo przynosi proboszczowi tyle, ile nieboszczyk dałby w ciągu bezkolędowych lat. I to z należnymi odsetkami.

Dokładnie tak samo załatwia się chrzciny, dopuszczenie do komunii, czy cokolwiek. I dlatego tradycja kolędowania będzie trwała jeszcze dłużej niż orkiestra Owsiaka.

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • nieprawda.W krakówfku miałem kszciny i katabasy musieli sie zgodzić na zwyczajowe nic. bo nie dałem i basta. Nie siejcie defetyzmu. Im mozna i trzeba dawac odpór. pochwa!

  • Klechy w Kanadzie nie łażą po domach, ale przysyłają puste koperty do „godnego” napełnienia. Mam nieszczeście być mężem gorliwej katodebilki,, która jest niepowstrzymana w dawaniu datków na KaKę, więc ładowała by kasę w tą kopertę bez zastanowienia. Całe szczęście, że jeszcze jesteśmy MY: ja i moje dzieci – normalnie myślący ateiści! Jak przekabacić dzieci w ateistów? To proste. Należy zaprowadzić ich do lasu, aby szukały gadającego wężą i nad jezioro, aby spóbowały połazić po wodzie. No i jeszcze te krzewy, które nie chciały płonąć dlużęj niż pare minut. Poza tym weekend mamy niezmącony obowiązkiem meldowania się u szamana na jakieś czary-mary.

    • Obśmiałem się nad Twoim tekstem 😀 Z drugiej jednak strony zawsze w takich wypadkach zadaję sobie pytanie: jak religiant i ateista mogą żyć w małżeństwie? Dla mnie byłoby to nie do pogodzenia … Pozdrawiam i mimo to podziwiam 😀

      • jak moga zyc? Coz, na poczatku jest wielka milosc niepoparta doswiadczeniem zyciowym. Potem dopiero do czlowieka dociera, ze ozenil sie nie tylko ze swoja wybranka ale tez z jej tatusiem, mamusia, rodzenstwem, ktorzy juz tak postepowi nie sa. Mi moja byla w twarz sie smiejac powiedziala, ze jesli mielibysmy dziecko to ochrzcilaby je potajemnie. No coz, juz 4 rok mija od rozwodu… Obecna kobite przygotowywalem na to, ze od czarnej stonki i wiary to bedzie nam daleko, jesli postanowi dalej brnac w zwiazek. No coz, pisemnie wiary sie nie wyrzekla – bo jak twierdzi – zal jej tatusia i rodziny, ale otwarcie smieje sie ze mna z katabasow.

  • Ja kilka lat temu pogoniłem klechę szczotką do zamiatania. I mam święty spokój.