Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Zagłębie rury

numer 51-52/2015

„Zmuszali kobiety do prostytucji”. „Prostytutki torturowane, bite i poniżane”. „Szarpał za włosy, uderzał głową o ścianę, aby zmusić do seksu oralnego”.

Tak informowały media o grupie przestępczej Roberta S. Właśnie Sąd Apelacyjny w Białymstoku prawomocnie skazał mężczyznę na 5 lat odsiadki.

Policja wpadła na jego trop przypadkiem. Kurwę z Łomży przymuszano, aby wybrała się do Rzędzian na zastępstwo. Wysmażyła donosik, bo nie lubi wsi.

***

Rzędziany. Rząd chałup na lewym brzegu Narwi. To tutaj kobiety przeżywały piekło. Dzień po dniu przez kilka lat. Tak w każdym razie ustalił sąd.

– Znacie się w okolicy? – pytam przed sklepem.

– Jak zły szeląg – śmieją się młode dziewczyny.

– Mazowiecka wieś szlachecka – wyjaśnia kobieta pod pięćdziesiątkę. Na oko nauczycielka. – Opisywana przez Sienkiewicza. Tutaj doszło do słynnego sporu o gruszę. Pamięta pani, rosła na miedzy. Stąd był Rzędzian, pachołek Skrzetuskiego… U Rzędzianów może pani wynająć pokój. Prowadzą agroturystykę. 40 zł za dwójkę. Obiad 25 zł.

– Klub go-go? Podpalili jakoś latem. Akt sprawiedliwości dziejowej, rozumie pani. Księdzu z Radul był nie po myśli, zwłaszcza jak dziewczyny wyniosły się i przestały rzucać na tacę – zawiesza głos. – Ale 14 wozów strażackich zjechało. Może wrócą, sfajczyło się jedynie pięterko.

***

Najmłodsza była Anna, miała 18 lat. Historię odtwarzam na podstawie zeznań z akt, imię zmieniłam. Z jej powodu prokurator oskarżył Roberta S. o przetrzymywanie kobiet wbrew ich woli, stosowanie przemocy i szczególne dręczenie.

Od kiedy zobaczyła litery, wiedziała, że szkoła nie jest miejscem dla niej. Instynktowna niechęć. Wylądowała w OHP w Giżycku. Praca i nauka, tak miało być łatwiej. W parku poznała faceta.

– Swojak – oceniła, bo palił skręta.

– Masz dobrą amfę, bez grudek? – zagadnęła.

Wzięła jednego gieta. Bez zarzutu. Poszła z kolesiem na chatę. Kąpiel. Gadka.

– Szukam tancerek – powiedział. – Czysto, fajnie, nie biją.

– OK – powiedziała, bo nie miała nic lepszego do roboty.

– Może się nie nadajesz? – zapytano w Rzędzianach.

– Też coś – warknęła.

Zgodziła się na seks i laskę bez gumy – tytułem próby. Potem pozwolili wymyć zęby.

Gdy weszła w temat, nie było źle – pięciu, a nawet sześciu klientów codziennie. Chcieli jej, a nie innej baby. Przyjemne.

Wreszcie się znudziła i prysnęła do swojego chłopaka. Po tygodniu wróciła. Bo robił to samo, ale za darmo. Wykazywał za mało entuzjazmu.

Niestety Rzędziany nie były już takie same. Zabrali jej telefon, dowód. Dawali dziennie 20 zł i dwie bułki.

– Może klienci się skarżą? – myślała. Ale nie sądzi, aby tak było. Wychodzili odprężeni.

– Co jest? – zapytała szefa.

Zażądał laski z połykiem. Odmówiła.

– Masz, kurwa, zrobić!- krzyczał.

– Zrobię. Wielkie mi coś. – Zrobiła. Po wszystkim tradycyjnie wymyła zęby, bo przywiązuje wagę do higieny.

Koleżanki powiedziały, że gdy była na urlopie, wpadła policja. Rozpytywała. Stąd szef nerwowy taki.

– Upiję was i w dwie godziny dowiem się, która suka szczuje! – wrzeszczał przy kolacji.

Wieczorem postanowiła więc, że popełni samobójstwo. Przecięła skórę. Zapiekło. Pokazała się krew.

Bez sensu – pomyślała. – Lepiej ucieknę. – Przyłożyła wacik, krwawienie ustało.

Uciekła.

***

Pozostałe kobiety są w zawodzie. Mają ze sobą kontakt, łatwo je znaleźć. Wiera stoi przy szosie Ostrów-Warszawa. Zimno. Niebezpiecznie.

Podobało jej się w Rzędzianach wszystko. 5 tys. zł miesięcznie wyciągała bez kłopotów. Właściciele rozliczali się uczciwie. Przychodził klient, dziewczęta zbiegały na dół. Większość gości pojawiała się wieczorem, cały dzień miały więc wolny. Wybierał klient. Ze wskazaną dziewczyną szedł do jej pokoju. Opłata z góry. Godzina seksu 180 zł, pół godziny 140 zł, kwadrans 100 zł. Znosiła pieniądze na dół, kładła pod salaterką. Meldowała ochroniarzowi, na ile została wynajęta. Godzina – no to rysował kwadrat przy numerze jej pokoju. Kwadrans – kreskę. Jak czas się kończył, łomotał w drzwi. Rozliczali się kolejnego dnia rano.

Jaga ceni Rzędziany za higienę. Nowy klient, nowe prześcieradło. Tylko dyscyplina była za duża. Jak gość nie życzył sobie zmiany, łomot dostawała dziewczyna. Pięścią albo kijem od miotły, żeby na przyszłość pamiętać o pryncypiach. Musiały też uważać na pieniądze. Wzięły podarty banknot – kopniak.

Monice najbardziej przeszkadzało, że dali jej ksywę Roksana. Dziewczyny nie miały prawa używać swoich imion, ale żeby „Roksana”?! Zawsze chciała być „Patrycją”. I te wyprawy do kościoła w Radulach na msze. Pierwsza msza o 8.00, ostatnia o 23.00. Środek nocy.

Dorota została „Venus”. Szef na nią leciał. Była w jego typie seksualnym, jeśli rozumiem, co ma na myśli. Czy to się opłacało? Tak. Czasem stała na barze.

Krysię boli do tej pory, że ochroniarze kazali jej wciągać brzuch. W wulgarny sposób!

– Nikt ciebie nie weźmie z tym bebechem – krzyczeli, choć i bez tego chodziła na wydechu.

A przecież trudno wymagać rozpoznawalnej talii u kobiety, która za chwilę ma zostać matką. Krystyna zakończyła pracę na 3 miesiące przed porodem, bo z czegoś trzeba żyć. Przez zimę odłożyła 72 tys. zł; co miesiąc wysyłała matce na starsze dzieciaki. Kocha je, w Rzędzianach powietrze zdrowe. Kombinowała, czy by nie przywieźć do siebie. Ale pokój był ciasny, wielozadaniowy. Tutaj mieszkała, tutaj przyjmowała klientów. I stawki za wyżywienie gospodarze mieli wyśrubowane. Nawet więc nie zapytała „Cioci”, czy może sprowadzić maluchy. Tomaszek ma 3 lata, Monia 1,5, rozkoszne takie.

„Ciocia” to Kazimiera, żona Roberta S. Tego, co ma siedzieć 5 lat. Bardzo miła pani. Pracowała w biurze projektowym na ułamek etatu. Gdy mąż poszedł do aresztu, przyjechała do Rzędzian osobiście prowadzić burdel. Pomagali jej krewni męża. Chyba bratankowie. Młodzi panowie o nazwisku S. A posiadłość należy do córki Kazimiery S., cały biznes w rodzinie.

Po aresztowaniu bossa podnieśli ceny, na adwokatów było trzeba. Za godzinę żądali aż 250 zł. Nie odstraszyło to klientów. W modzie są szybkie strzały, 15 minut i można pod prysznic. Rzadko kto wyskakiwał z większej gotówki niż to absolutnie niezbędne.

Za co S. trafił za kraty?

– Za to, że był dobrym człowiekiem i pozwalał nam godnie żyć – mówią zgodnie.

***

Czy go-go w Rzędzianach wciąż funkcjonuje, tyle że obecnie w podziemiu?

„Serwis ma charakter wyłącznie serwisu randkowego- czytam w internecie. – Seks spotkania w Rzędzianch. Pipki Rzędziany. Ciasne szparki Rzędziany. Analny seks Rzędziany”.

Dalej kilkanaście amatorskich fot półgołych dup. Dla wielbicieli natury – również w trawie. Twarze zamazane. Na większości zdjęć dziewczyny demonstrują cycki. Chyba modelki są dwie, bo między oklapłymi piersiami buja się medalik. Do wyboru: z Matką Boską Częstochowską albo z krzyżykiem.

– Dziennikarka? To pewnie pani w sprawie cmentarza dla zwierząt. Jedyny w tej części Europy. Mogę pokazać, mam po drodze – zachęca tęga jejmość, którą zapytałam o specyfikę Rzędzian. – Mają specjalne miejsce dla psów posiadających tytuł championa Polski. Właściciele mogą zamówić płyty upamiętniające miejsce pochówku, np. „Dog niemiecki. Champion Polski. Król z Wyszkowa”. Wyróżniają też psy służbowe, są dla nich specjalne kwatery.

Tysiąc metrów trawnika ogrodzone siatką przy trasie Warszawa-Białystok. Na niektórych nagrobkach znicze, zabawki i wieńce. W końcu niedawno był Dzień Zmarłych.

– Grawerka dla kundla? – przewodniczka powtarza pytanie.

– Kwestia ceny – macha ręką. – Pochowali nawet legwana.

 

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.