Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Zaginiony skarb Kaczyńskiego

numer 36/2015

Kto stoi za tajemniczymi odkrywcami złotego pociągu.

Cały świat podnieca się sensacyjnym znaleziskiem rzekomo ukrytym przy linii kolejowej w okolicach Wałbrzycha. Do akcji wkroczył rządowy sztab kryzysowy i wicepremier, oraz minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, który polecił Dowództwu Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych przygotować grupę eksploracyjną.

Piotr Lewandowski, prezes fundacji Thesaurus, twierdzi, że mamy do czynienia z hucpą, którą nakręcił generalny konserwator zabytków. Złoty pociąg nie istnieje. Lewandowski doszukuje się w sprawie drugiego dna. Według niego ktoś chce skorzystać na zamieszaniu. Znalazcy pozostają anonimowi. Reprezentuje ich radca prawny Jarosław Chmielewski, jeszcze niedawno wierny żołnierz Jarosława Kaczyńskiego.

Człek religijny

Chmielewski swoją przygodę z polityką zaczynał od asystenta posła ZChN Jana Piątkowskiego, nawiedzonego religijnie ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w rządzie Hanny Suchockiej. Był prezesem ZChN na Opolszczyźnie. To dzięki Piątkowskiemu Chmielewski znalazł posady w kasie chorych i w urzędzie wojewódzkim. W wieku 28 lat trafił na stołek szefa poczty w Opolu, gdzie pracował kilka miesięcy, po czym wylądował w PFRON. W 2005 r., został senatorem. Był we władzach regionalnych PiS. Należał do tzw. spółdzielni, frakcji w PiS, która konkurowała o strefy wpływów ze stronnikami posła i wiceministra edukacji Sławomira Kłosowskiego.

Politycznie roztropny

Jako reprezentant odkrywców niemieckiego skarbu Chmielewski ma bardzo oryginalne spostrzeżenia na temat mniejszości niemieckiej w Polsce. W 2007 r. odbyła się w Sejmie dyskusja nad zaproponowaną przez Ligę Polskich Rodzin zmianą ordynacji wyborczej, by odebrać mniejszościom narodowym przywilej, dzięki któremu nie muszą przekraczać w wyborach 5-procentowego progu wyborczego w skali kraju. Chodziło, aby uderzyć w Mniejszość Niemiecką. Chmielewski obstawał za tym, aby prześwietlić Niemców.

– Trzeba najpierw dokonać analizy roli Mniejszości Niemieckiej na przestrzeni ostatnich 15 lat: wyjaśnić jej źródła finansowania, poddać lustracji, sprawdzić, jaki wpływ na region miały rządy Niemców w samorządzie województwa. Czy w czasie ich rządów nie ucierpiały gminy, w których nie zamieszkuje mniejszość – wyliczał Chmielewski.

W przypływie szczerości Chmielewski stwierdził nawet, że Niemców na Opolszczyźnie nie ma.

– Koniec z fałszowaniem historii, bo patrząc na dzieje tych ziem, jasno wynika, iż Ślązacy są Polakami, a tylko ze względu na pewną koniunkturę polityczną wykreowała się kilkanaście lat temu Mniejszość Niemiecka . Oni mogą się czuć mniejszością. Ale trzeba jasno stwierdzić, że to jednak rdzennie polska ludność, nieróżniąca się niczym od tej, która tu przyjechała. Odfałszujmy zatem teraz historię i zweryfikujmy w ogóle tę mniejszość i jej rację bytu. Jesteśmy w Unii Europejskiej, czas wydawania paszportów Ślązakom już się kończy – przekonywał.

Wynurzenia Chmielewskiego, członka partii rządzącej, wzbudziły zaniepokojenie w Berlinie. Podobno strona niemiecka zażądała wyjaśnień od polskiego MSZ.

Niesłusznie wycięty

Jesienią 2007 r. w ramach walk wewnątrz frakcyjnych Chmielewski został wycięty jako kandydat PiS na senatora. Ówczesny szef partii na Opolszczyźnie Mieczysław Walkiewicz chciał umieścić na listach swoich stronników, wysłał więc do członków partii SMS z poleceniem, by zbierali podpisy in blanco, a dopiero potem wpisać nazwiska kandydatów. Takie machinacje są niezgodne z prawem. Przez przypadek SMS Walkiewicz wysłał Chmielewskiemu. Ten o wszystkim powiadomił centralę PiS w Warszawie, policję i Państwową Komisję Wyborczą. Ostatecznie sprawa rozeszła się po kościach, choć Chmielewski próbował przed Sądem Najwyższym unieważnić wynik wyborów do Senatu w okręgu opolskim.

Gdy wybuchała tzw. afera gruntowa, która wywróciła koalicję PiS, Samoobrony i LPR, Chmielewski mówił filozoficznie: „Mnie, senatora RP, w tym wszystkim najbardziej interesuje, co by na to, co się właśnie w kraju dzieje, powiedział nasz stary papież, gdyby jeszcze żył”.

Obecny w kręgach

Kilka miesięcy później Chmielewski został zatrzymany przez CBA. Usłyszał zarzut przyjęcia łapówki. Po wpłaceniu poręczenia wyszedł na wolność. Śledczy nie chcieli zdradzić, o co konkretnie chodzi; pojawiły się plotki, że ma to związek z aferą gruntową, gdyż Chmielewski znał głównych jej bohaterów – Andrzeja Kryszyńskiego i Piotra Rybę. Po kilku latach prokuratura jednak wycofała się z zarzutu.

W kwietniu 2010 r. Chmielewski zeznawał przed sejmową komisją śledczą ds. nacisków. Posłowie chcieli wiedzieć, jaka była jego rola w aferze gruntowej. W umorzonym śledztwie dotyczącym przecieku rozpatrywano m.in. wersję, według której źródłem mógł być Chmielewski. Istniały podejrzenia, że mógł on uprzedzać Kryszyńskiego o tym, że Ryba jest podsłuchiwany. Kryszyński przed sądem przyznał, że z Rybą poznał go właśnie Chmielewski. Według Kryszyńskiego Chmielewski miał jemu i Rybie załatwić pracę w firmie telekomunikacyjnej Dialog zależnej od państwowego KGHM. Chmielewski temu zaprzeczył. Zeznał, że nie pamięta, jak poznał Rybę. Nie wykluczył, że przedstawił mu go były europoseł Samoobrony, obecnie europoseł PiS Ryszard Czarnecki. „Ryba i Czarnecki uchodzili za część intelektualną Samoobrony” – mówił. Chmielewski zeznał, że Kryszyńskiego zna „z kręgów pisowskich i zetchaenowskich”. Poznał go z nim podczas rządów AWS były poseł Artur Zawisza. Według Chmielewskiego, Kryszyński mówił, że zna wiele ważnych osób, a potem się okazywało, że one nie przypominają go sobie. Podkreślił, że Kryszyński chciał zostać posłem i „szukał dojścia”. Zdaniem Chmielewskiego do spółki Dialog ściągnął go wiceprezes KGHM Maksymilian Bylicki.

Myślący o Polsce

Wątkiem, który interesował też komisję było namawianie przez Chmielewskiego posłów z innych partii do przejścia do PiS. Miało to związek z tzw. aferą taśmową, nagraniem ujawnionym w programie TVN „Teraz my”, próbą przekupstwa posłanki Samoobrony Renaty Beger przez Adama Lipińskiego ministra w kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego. O ile negocjacje Lipińskiego i Beger zostały poniekąd ustawione, o tyle sprawa przekabacania posłanki partii Andrzeja Leppera Sandry Lewandowskiej wyszła przypadkiem, i to w idiotyczny sposób. Chmielewski zadzwonił do Lewandowskiej, a ta włączyła tryb głośnomówiący. W pobliżu stał dziennikarz, który zarejestrował rozmowę.

Chmielewski: – Na żywo coś ci przekażę. Masz tu 100 proc. pewności.

Lewandowska: – Jakiej pewności?

Chmielewski: – Że nie Opole, a Warszawa. Wódz naczelny ci to gwarantuje.

Lewandowska: – Jaki wódz naczelny?

Chmielewski: – Masz zapewnienie od Andrzeja Diakonowa (współpracownika Jarosława Kaczyńskiego – przyp. A.S.), że jesteś w naszych strukturach i nikt nie jest w stanie nic ci zrobić. Wchodzisz do opolskiego PiS z ludźmi, których przeciągniesz. Będziesz pod opieką moją i Andrzeja. Pomyśl o Polsce. Jak Platforma przejmie władzę, będzie ten sam geszeft, co do tej pory. Przechodź do nas, bo polegniecie, nie idź w zagładę z Lepperem. Myśl o Polsce i o sobie.

Lewandowska: – Mam zdradzać klub, żeby ratować PiS? Gosiewski nigdy nawet mi dzień dobry nie powiedział, a teraz rękę podaje i składa propozycję.

Chmielewski nieudolnie próbował tłumaczyć się z tej sprawy przed komisją. „Zawsze można namawiać kogoś do przejścia (…) To rzecz naturalna, że się rozmawia. Nie traktowałem tego w kategoriach, że pozyskam jakiegoś posła” – stwierdził.

Jakiś czas temu w rozmowie z dziennikarką opolskiego dodatku „Gazety Wyborczej” Chmielewski żalił się, że afera gruntowa zniszczyła mu życie. „Moja wiarygodność została zachwiana i to miało swoje skutki zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym” – mówił, nie wykluczając powrotu do polityki. Jeśli granda ze skarbem Hitlera ma temu służyć, to Chmielewski zrobił to z przytupem.

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Chmielewski na maszynistę. I niech sam rozładuje. Pociąg lub napięcie.

  • Chmielewski czyta NIE bo własnie gdzieś w 2007 r był u Was artykuł o tzw. Niemcach na Opolszczyźnie. Większość z nich została pogoniona na Zachód przez Aldiego a niewielka resztka została z lustrowana i wywieziona przez Polaków. Jak się nie mylę to w/g NIE zostali tylko Morawianie. Nie wspomnieliście, ze pociągu jeszcze nie znaleziono, a już szef Światowej Organizacji Żydów zażądał zwrotu pociągu.