Motto tygodnia: Ecie-pecie, ecie-pecie, profesor Lech Morawski w Oksfordzie plecie.

Zabity przez państwo

numer 40/2016

Gdy Krystian Broll po ponad ośmiu latach więzienia w szpitalu psychiatrycznym wychodził na wolność, był chudy jak szczapa. Dziś wyraźnie się zaokrąglił. Ma brzuszek i pyzatą twarz.

– Wolność panu służy – mówią mu ludzie.

Ostatnio powiedział mu to jego adwokat. I Broll musi prostować.

– To opuchlizna – tłumaczy. – Tak mój organizm reaguje na silne dawki antybiotyków.

Broll jest chory. Ma zapalenie oskrzeli i wysoką temperaturę. Zapalenie oskrzeli wzięło się z obniżonej odporności organizmu. A obniżoną odporność spowodowała białaczka.

Broll umiera. Pozostaje pod opieką dwóch szpitali ogólnych – w Żorach i Mikołowie – oraz poradni hematologicznej w Katowicach. Ostatnio lekarz przeprowadził z nim trudną rozmowę. Delikatnie sugerował, że być może trzeba będzie usunąć śledzionę. Ta podobno ma wpływ na autoagresję organizmu zabijającą czerwone ciałka krwi. A bez nich nie da się żyć. Lekarz mówił, że Broll powinien przygotować się na to, iż śledzionę trzeba będzie wyciąć. I żeby po tym zabiegu niczego specjalnego się nie spodziewał. Może pomóc, nie musi.

Krew

Broll jest przerażony. I to nie tylko z powodu śledziony. Od wypuszczenia na wolność, co nastąpiło 1 sierpnia 2014 r., miał już 4 razy przetaczaną krew. Pierwsze 2 były nie do końca udane. Laboratorium szpitalne wykonało niepełne badania i w związku z tym przetaczano mu nie tę krew, co trzeba. W efekcie gorączkował. Termometr wskazywał 40 stopni, a lekarze nie wiedzieli dlaczego. Zbijali więc gorączkę stosując mocne antybiotyki. Aż wreszcie Broll trafił do innego szpitala i kolejne laboratorium medyczne wykonało pełne badanie krwi. Wtedy stwierdzono, że Broll ma dziwną podgrupę, rzadko występującą w Polsce.

Ostatnie 2 razy przetaczano mu już taką krew, jaką trzeba. A mimo to jest coraz gorzej. Wyniki wskazują na to, że proces obumierania czerwonych ciałek przyspieszył.

Broll ma coraz mniej czasu na leczenie. Całe dnie przesiaduje przed komputerem i szuka ratunku. Czyta o przeszczepach szpiku kostnego i różnych eksperymentalnych kuracjach, których nie finansuje NFZ, dostępnych dla zamożnych ludzi. Ale czy człowiek, którego państwo polskie przez ponad 8 lat więziło w wariatkowie, może być zamożnym człowiekiem? Nie może.

Tak więc Broll nie tylko nie ma pieniędzy na prywatną kurację w Houston, lecz nawet nie ma na naprawienie bramy dojazdowej na posesję, otynkowanie i wykończenie domu. Albowiem, gdy po niego przyjechała policyjna suka, gdy go przemocą do niej wsadzono i zawieziono do szpitala psychiatrycznego w Rybniku, kończył budowę domu. Wrócił do rudery w stanie półsurowym. Ostatnią zimę przeżył, dogrzewając się kozą ustawioną w salonie. Najbliższą zimę – jeśli ją przeżyje – to nie tylko dzięki przetaczaniu krwi i lekom, lecz również dzięki tej kozie.

 

***

Zaczęło się od tej publikacji: „Dom wariatów dla każdego” „NIE” nr 5/2014.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.