Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Zabij ojca i matkę swoją

numer 1/2016

Osoby opiekujące się starymi rodzicami powinny mieć prawo do urlopu. Inaczej wariują.

Jeden z najciekawszych procesów 2015 r. Córka wyjechała na wakacje do Sopotu. Ojciec, którym się wzorowo opiekowała przez 5 lat bez chwili przerwy, zmarł z wycieńczenia. Sąd Apelacyjny w Krakowie: Elżbieta J. jest winna zabójstwa. Spędzi za kratami 4 lata.

Z uzasadnienia wyroku: była wzorową córką, ale ta jedna decyzja o wyjeździe nad morze przekreśliła jej pochlebny wizerunek. Kara ma uświadomić oskarżonej, co uczyniła. Kara jest celowa i sprawiedliwa.

– Wielce wymowne są zdjęcia martwego Kazimierza, rodzące skojarzenia, jakby dotyczyły ofiary, przebywającej w jakimś obozie zagłady – podkreślił sędzia.

Skazana nie ma dobrych wspomnień z dzieciństwa. Ojciec pił i bił, ale gdy zestarzał się i zachorował, znów zamieszkali razem. Choć przecież nie musiała dzielić z nim dachu. Prawo każe opiekować się rodzicami, ale nie precyzuje, w jaki sposób. Miał 80 lat, zrobiło jej się go żal. Oboje byli sami. Elżbieta nie musiała już zajmować się córką – dorosłą i samodzielną.

– Chcę to albo tamto – kaprysił starszy pan. Starała się spełniać zachcianki.

– Mielone z kapustą? Zrobię jutro – obiecała.

Mieliła mięso, ubijała białko, żeby były pulchne. Bywało, że zanim usmażyła kotlety, Kazimierz zmienił zdanie. – Spagetti proszę – żądał. Ale ona zanosiła to, co zamówił wcześniej. Prędki był w czynach. Otwierał okno i fru. Zawartość talerza lądowała na trawniku przed blokiem.

– Widzieliśmy fruwające kotlety, buraczki, ziemniaki – przyznawali w sądzie sąsiedzi.

– Makaron zrób – konsekwentnie dyrygował, bo przecież był głodny. Od nowa stawała za kuchnią.

– Cierpi na zespół otępienny, chorobę psychiczną – nie mieli wątpliwości lekarze.

Byłoby łatwiej, gdyby regularnie brał leki. – Po co? – pytał przy każdym podejściu. – Dzisiaj nie – odmawiał, jak mu przyszła ochota.

– Lepiej? Lepiej to już było, proszę pani – mówił lekarz prowadzący, gdy Elżbieta skarżyła się, że już nie daje rady.

Ojciec zaczął sikać na dywan. Albo smarować gównem ściany, gdy za długo zostawał sam i się nudził.

– Była aniołem – zeznawali znajomi rodziny. – On konfliktowy taki. Mimo to codziennie w czystej koszuli, uczesany, ogolony.

– Czy za ścianą były awantury? – dopytywał się sąd. Zdarzało się.

A raz słyszeli, jak krzyczała na ojca: „Ty skurwysynu”.

– Powiedziałam tak, bo wyrwał kuchenkę gazową. Bałam się, że blok wysadzi – tłumaczyła. – On niszczył sprzęty, więc po tym incydencie zabrałam z jego pokoju, co dało się wynieść.

– „Skurwysynu” do tatusia? Nieładnie – kręcił głową sąd.

Myślała o samobójstwie. Tylko, żeby było szybko i skutecznie? Może pod pociąg?

– Do szpitala go oddaj. Przecież chory jest taki. Przez kilka tygodni dojdziesz do siebie – poradziła koleżanka. Próbowała bezskutecznie – nie było miejsc. Aż w końcu wskazano termin. Odległy.

Nie była na urlopie od wielu lat. Nawet kilkugodzinnym. Bo tato…

Poznała kogoś. Pomyślała: może jeszcze życie sobie ułożę. Wypad nad morze miał być krótki, dwutygodniowy. Przed wyprawą zgromadziła zapas jedzenia. Ustawiła pod ścianą w pokoju ojca w równym rzędzie wędliny, pasztety, jogurty, czekolady, 2 chleby, 20 pierogów, 5 litrów mleka.

całość na łamach

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Głupki zawsze biorą w dupę, wcale mi jej nie żal