Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Wyznawcy tupolewa

numer 20/2017

Białe róże to symbol skrajnej nienawiści – ogłosił Kaczyński, w czym wielu przeciwników obecnej władzy dostrzegło sygnał, iż prezes PiS rozstał się z rzeczywistością.

Myśl, jakkolwiek krzepiąca, wydaje się przedwczesna. Skłanianie wyznawców do przyjmowania „prawd”, które urągają rozumowi, jest jednym z etapów budowania kultu. Prezes po prostu odhacza kolejne punkty.

Używamy frazy „kult smoleński”, traktując ją jak figurę retoryczną. Tymczasem wygląda na to, że Jarosław Kaczyński rzeczywiście buduje kult – i w dodatku, jako człowiek starej daty, robi to w sposób klasyczny. Dokładnie na podstawie klasycznej pozycji „Wiek propagandy” napisanej w 1991 r. przez Eliota Aronsona i Anthony’ego Pratkanisa. Autorzy – jeden z ojców psychologii społecznej i jego młodszy kolega – umieścili w niej rozdział zatytułowany „Jak zostać przywódcą sekty”. Z instrukcją w siedmiu krótkich punktach. Prezes zdaje się być w okolicach trzeciego.

Oczywiście sekta smoleńska operuje w warunkach nieco innych niż, dajmy na to, Świątynia Ludu, której aktywność zakończyło w 1978 r. zbiorowe samobójstwo dziewięciuset osób. Nasz żoliborski guru działa na znacznie szerszą skalę, co implikuje konieczność rezygnacji z pewnych rozwiązań, skutecznych w małych zamkniętych grupach, ale niepraktycznych wobec wyznawców liczonych w milionach. Jednak generalne zasady działania sprawdzają się niezmiennie.

  1. Pierwszy punkt na liście Aronsona i Pratkanisa – „wykreowanie własnej rzeczywistości społecznej” – wobec członków klasycznej sekty jest stosunkowo niepokomplikowany; nietrudno bowiem o wyeliminowanie niesłusznych źródeł informacji. Wyznawców zamyka się na ogrodzonej farmie albo wywozi do dżungli, zabiera im telefony i komputery, zakazuje telewizji i radia – i już mamy pewność, że nie dotrze do nich żadna niepotrzebna wiadomość. Z kilkoma milionami obywateli jest trudniej – ale w sukurs przychodzi wychowanie w czujności. Autorzy zalecają „nauczenie członków sekty autocenzury poprzez określanie wszystkiego, co nie jest »dziełem sekty« mianem »dzieła diabła«”. Tak wytresowani wyznawcy wiedzą, że wszystkie informacje pochodzące z nieautoryzowanych przez guru źródeł – ze szczególnym uwzględnieniem polityków opozycji i nieprzychylnych władzy mediów – są nieprawdziwe, toksyczne i tendencyjne; że alternatywny punkt widzenia to rebelia przeciw demokracji, obłęd w najczystszej postaci, fatalna tradycja zdrady narodowej.

Gdy już wiernym wybije się z głowy oglądanie TVN i czytanie „Gazety Wyborczej” – pora na „dostarczenie obrazu świata widzianego oczyma sekty”; obrazu, który członkowie sekty „wykorzystają do interpretowania wszystkiego co się dzieje”. W zamkniętych społecznościach wystarczy żywe słowo guru, w skali ogólnokrajowej bardzo przydaje się przejęcie mediów publicznych i ich ścisła cenzura. Autorzy poradnika przytaczają przykład Jima Jonesa (przywódcy świątyni Ludu), który nauczał o ciągłym zagrożeniu atomowym. Żyjąc w tak złym świecie, trzeba być gotowym na śmierć – głosił i organizował ćwiczebne alarmy samobójcze. Ale przecież zagrożenia mogą być także innego typu – np. bunt skorumpowanych elit, które chcą obalić rząd realizujący wolę suwerena. Suweren musi zatem być gotów wyjść na ulicę w obronie demokracji – którą to gotowość należy ćwiczyć cyklicznie, np. dziesiątego każdego miesiąca. Aronson i Pratkanis przywołują także przykład twórcy sekty Dzieci Bożych, który nauczał, że świat jest zepsuty i zdemoralizowany, toteż nie ma powodu przestrzegać narzucanego przezeń prawa. Albo, dajmy na to, konstytucji będącej owocem spisku postkomunistycznych elit. Jak podkreślają psychologowie, w tej operacji bardzo przydaje się własny żargon – „świadomość Kriszny”, „niebiańska mistyfikacja”, „dobra zmiana”

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.