Motto tygodnia: Do Wolski przyjechał pan, prawdziwy pan. Jaśnie pan Erdoğan.

Wrobieni w dożywocie

numer 11/2015

Niewinni ludzie siedzą w mamrze od 16 lat, a posiedzą do końca życia.

Mamy dowód niewinności dwóch ludzi skazanych na dożywocie za zbrodnię, z którą nie mieli nic wspólnego. Jeden z nich w ogóle nie znał pozostałych współsprawców zbrodni, a miał być głównym oprawcą.

Chodzi o Krzysztofa Kaczmarczyka i Marcina Chmielewskiego z Giżycka, którzy za kratami przebywają już 16 lat. I mają siedzieć do śmierci, choć o ich niewinności zaświadczają kolejni świadkowie, a także ten, który ich pomówił o udział w zbrodni.

Mimo licznych dowodów na to, że zostali wrobieni, prokuratura odrzuciła wniosek o wznowienie postępowania, a Sąd Najwyższy nie uwzględnił wniosku o kasację wyroku i ponowne przeprowadzenie procesu. Sąd Najwyższy uznał, że nie przedstawiono nowych dowodów w sprawie. „NIE” oświadcza, że nowy dowód jest.

Zadławieni kołkami

11 października 1998 r. bracia Szymon i Adam N., uczniowie jednej z giżyckich podstawówek, mieli wolne, bo była niedziela. Wujek dał im dwie swoje kosztowne wędki, poszli na ryby. Gdyby mieli byle jakie wędziska, pewnie dziś by żyli…

W czasie gdy bracia N. wędkowali, na Krzyż Brunona w Giżycku wybrali się trzej bracia T. oraz ich dwóch kompanów Piotr P. i Sebastian S. O kilka lat starsi od braci N., byli już pełnoletni. Pili wódkę. Gdy się skończyła, nie mieli pieniędzy na kolejną butelkę, ale zobaczyli braci N.

Postanowili zabrać im wędki, sprzedać, a potem kupić za to alkohol. W innej wersji chcieli tanio odkupić od Szymka i Adasia kołowrotki, aby potem sprzedać je z zyskiem i kupić kolejną butelkę. W każdym razie bracia N. protestowali, co rozwścieczyło braci T. i ich kompanów. Zaciągnęli chłopców na Krzyż Brunona, tam ich zabili, wbijając im w gardła drewniane kołki.

Mord wstrząsnął Polską. Policjanci z komendy w Giżycku znaleźli się pod presją – jak najszybciej zatrzymać sprawców. Ale śledztwo nie bardzo im szło.

Sprawcy wyrzucili zakrwawione ubrania do Kanału Łuczańskiego. Co prawda nie wszystkie. Jeden z morderców, Robert T., zakrwawił swoją ulubioną bluzę. Nie chciał się jej pozbyć. Została wyprana, lecz ślady krwi nie zeszły. I przez tę bluzę trafił na ławę oskarżonych. Znaleziono ją podczas rewizji.

2 miesiące później, 9 grudnia 1998 r., policjanci zatrzymali więc Roberta T., a także jego kolegów – Piotra P. i Sebastiana S. Zatrzymano również Marcina Chmielewskiego, który ze zbrodnią nie miał nic wspólnego, natomiast znał Roberta T. (był z nim na przyuczeniu do zawodu).

Robert T., aby chronić swoich dwóch braci, wskazał na Chmielewskiego jako uczestnika zabójstwa. Dzień później zatrzymano Krzysztofa Kaczmarczyka, który nie tylko nie miał nic wspólnego ze zbrodnią, ale w ogóle nie znał braci T. (morderców) ani braci N. (zamordowanych). Kaczmarczyk był kolegą Chmielewskiego i to go pogrążyło. Gdy policjanci wyprowadzali Chmielewskiego z mieszkania, Kaczmarczyk stał na klatce schodowej, ale wtedy jeszcze policjanci nic do niego nie mieli. Przyszli nazajutrz.

całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Wstrząsający materiał. Prokuratury w Suwałkach, Białymstoku i Olsztynie to jakiś zaklęty krąg wymiaru niesprawiedliwości.

  • od 15 lat walczę z Wymiarem Sprawiedliwości , 11 lat o niewinność a od 4 lat o odszkodowanie 40 mln zł ,,,, demokracja w Wymiarze Sprawiedliwości nie miała miejsca , tam nadal system z system z czasów PRL-u

  • PRL była państwem sprawiedliwości społecznej (ludowej). Jak kto nie był winny to nie musiał się niczego obawiać. Zaufanie społeczeństwa do wymiaru sprawiedliwości było stuprocentowe. I do Pana Boba ludzie też mieli zaufanie. Dzisiaj bandyckie państwo bezprawia robi z obywatelami co chce a Bóg wydaje się to państwo popierać.