Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Wirtuozi paralizatora

numer 21/2017

Moja kolekcja bandytów w mundurach.

Rok temu brat Igora Stachowiaka pisał do mediów. Błagał o sprawiedliwość.

– Zamordowali mojego brata na komisariacie we Wrocławiu – mówił. – Zabili go paralizatorem.

Napisałam. O tym, jak policjanci z Wrocławia pomylili go z innym poszukiwanym chłopakiem. O tym, że został zatrzymany bezpodstawnie. I przede wszystkim o tym, że był bity już na ulicy. Znalazłam tych, którzy telefonami komórkowymi nagrali filmy z momentu zatrzymania Igora i opisałam, jak zostali oni zatrzymani i też dotkliwie pobici przez wrocławskich funkcjonariuszy, aby nie przyszło im do głowy pokazywać tego, co się działo na wrocławskim rynku.

Zapytałam rok temu zarówno prokuraturę, jak i Komendę Główną Policji, jaka była przyczyna zgonu Igora. Co mi odpowiedziano? „Zmarł w wyniku przewlekłej choroby serca”. Chociaż Igor na nic nie chorował.

Zapytałam KGP, dlaczego użyto tak drastycznych środków przymusu bezpośredniego. „Użycie przez interweniujących policjantów środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej i tasera wobec 25-letniego Igora Stachowiaka, a następnie kajdanek, było adekwatne do sytuacji oraz do zachowania się mężczyzny” – poinformowała mnie wówczas Komenda Główna Policji.

Wtedy nie widziałam jeszcze filmu nagranego przez kamerę w paralizatorze, ale w jego posiadaniu był prokurator prowadzący postępowanie. Prokurator zapewnił mnie wówczas, że posiada taki dowód. I co? Nic. Na moją publikację w „NIE” nikt nie zareagował.

Torturujący chłopaka funkcjonariusz zawieszony był krótko. Policjanci, którzy brali udział w znęcaniu się nad zatrzymanym, spokojnie pracowali i bronili praworządności w mieście. Łapali bandytów mniej groźnych, łagodniejszych niż oni sami.

 

O biciu zatrzymanych w komendach i komisariatach pisałam często. Gdy zwraca się do mnie z prośbą o pomoc ktoś poszkodowany przez agresywnych funkcjonariuszy, niczemu się już nie dziwię.

Pamiętam historie tych, o których pisałam. Często widziałam ślady pobicia na ich ciele; bywało, że jeździłam do ludzi okaleczonych na całe życie. Do Wrocławia też…

 

„Kiedy więzień mocno śpi” („NIE” nr 17/2014). Wrocławscy policjanci doprowadzili Henryka Szymańskiego do trwałego kalectwa. Ciężko chory mężczyzna w policyjnej izbie zatrzymań stracił przytomność i przeleżał w śpiączce cukrzycowej, bez żadnej pomocy, długie godziny. Też został zatrzymany przypadkowo.

Jest kilka wersji zatrzymania Szymańskiego. Jeden funkcjonariusz mówi, że Szymański przejechał na czerwonym świetle, nie zatrzymał się na wezwanie policji, ta więc ruszyła za nim w pościg. Druga wersja innego policjanta mówi, że Szymański jechał bez świateł i policja musiała ruszyć za nim w pościg. Trzecia, zapisana w karcie służby, mówi, że Szymański został zatrzymany do rutynowej kontroli, ale „zachowywał się dziwnie”, zatem gliniarze wzięli go na dołek.

Niestety nigdy nie dowiemy się od Szymańskiego, kiedy go zatrzymano i za co. Henryk Szymański jest rośliną. We wrocławskiej celi wpadł w śpiączkę. Ponieważ nie wezwano na czas pogotowia, pień mózgu obumarł. Szymański leżał w śpiączce cukrzycowej nieprzytomny od 15.10 do 21.30. Choć na pewno zgłaszał, że cierpi na zaawansowaną cukrzycę. W książce przebiegu służby widnieje zapis, iż Szymański mówi, że ma wiele przewlekłych schorzeń, że nie ma trzustki, że ma cukrzycę i że bardzo źle się czuje. Prosi o pomoc lekarza… Funkcjonariusz zauważył wtedy, że Szymański jest apatyczny, nic nie pamięta, ma problemy z mówieniem i „ma białe usta”. I tyle…

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Policja w Polsce pilnuje porzadku utrwalonego przez PIS i wykonuje polecenia duetu Ziobro/ Blaszczak, i ma wolna reke w uzywaniu palki, palizatorow etc.
    Pozycja jednostki jest zerowa, ofiara jest napastnikiem a napastnik ofiara.
    Jako ciekawostke mozna podac ze komendant komendy na trzemeskiej zostal wrecz awansowany za swoja prace po tym jak torturowano i zabito Igora Stachowiaka,
    Nawiasem mowiac az trudno uwierzyc tutaj w przypadek wyboru Igora S. …