Motto tygodnia: Suweren to czuje – Duda dla picu wetuje.

Autor
Michał Marszał

W imię okna i Syna, i Ducha Świętego

numer 23/2018

Cudowne znikanie cudów.

Bóg, jak wiadomo, wśród wszystkich narodów świata najbardziej umiłował sobie nie jakichś parszywych Żydków, tylko nasz wspaniały naród polski. Nikogo dziwić więc nie powinno, że od czasu do czasu przysyła tu podwładnych, aby bliżej zapoznali się z gawiedzią. Tak było w 1997 r., gdy Matka Boska objawiła się na szybie w Zabrzu, w 2010 r. – gdy pokazała się na drzewie w Żyrardowie, i 2 lata później, gdy odwiedziła las pod Kłobuckiem. Jej Synek w podróżach służbowych również nie próżnował – w 1998 r. zawitał na komin domu jednorodzinnego w Idzikowie, a w 1999 r. na ścianę bloku w Pajęcznie.

Wydarzenia te przyciągały setki tysięcy wiernych, wozy transmisyjne wielu stacji, badaczy zjawisk paranormalnych, biznesmenów, kalekich i śmiertelnie chorych – a tym przedstawicielom ludu, którym niebiańskie istoty ukazywały się jako pierwsze, na kilka miesięcy gwarantowały miano lokalnych świętych.

Postanowiłem odwiedzić wszystkie wspomniane miejsca i sprawdzić, czy po latach Pan Bóg wciąż o nich pamięta.

 

Najsłynniejszym objawieniem w historii III RP bez wątpienia było ukazanie się Matki Boskiej w oknie familoka przy ul. Knosały w Zabrzu. 7 listopada 1997 r. Hubert Pielka, emerytowany sygnalista z kopalni Makoszowy, podczas spaceru zauważył na szybie sąsiadki wizerunek Maryi. O sprawie poinformował kolegę, a ten znajomych spod sklepu.

I choć dziś okoliczni mieszkańcy na wspomnienie tamtych dni wymownie uderzają się ręką w szyję, wówczas – całkowicie na trzeźwo – pod okno zajeżdżać zaczęły niezliczone pielgrzymki. Aby ułatwić poruszanie się wiernym oraz mediom, władze miasta zmieniły organizację ruchu w okolicy i uruchomiły dodatkowy przystanek autobusowy. Na niewiele się to zdało, bowiem przez bite pół roku ulica była zakorkowana.

Gapie, jak to zwykle bywa, podzielili się na 3 przeciwstawne obozy: ten, który cud widział; ten, który też chciał, ale za cholerę nie mógł go dostrzec; i ten, który się z dewotów śmiał.

Ślad na oknie, przez sceptyków uznawany za hutniczą niedoróbkę przy produkcji szyby, dla wierzących był niczym innym jak Maryją okrytą chustą z dzieciątkiem i krzyżem na rękach.

Łucja Piechnik, właścicielka mieszkania, w którym doszło do objawienia, nie posiadała się z radości, że tak ważna osobistość wybrała akurat okno jej, a nie któregoś z sąsiadów.

Dzięki Maryi ta skromna śląska wdowa wyznała, że zmieniła nastawienie do Cyganów, co w Polsce wydaje się być cudem wcale nie mniejszym niż wizyta na chacie samej Matki Boskiej. Śniadzi bracia w wierze przyjeżdżali bowiem modlić się pod okno najdłużej i czynili to najgorliwiej.

Tego typu długotrwała samowola religijna nie mogła oczywiście obyć się bez interwencji hierarchów kościelnych, którzy polecili szybę zdemontować i przenieść do pobliskiej parafii, skąd zbuntowany lud dzielnie ją odbił i do plamy modlił się dalej.

Dziś w słynnym zabrzańskim familoku okna są już nowe, plastikowe. Lokatorów budynku zastaję, gdy w sobotnie popołudnie zażywają relaksu przy piwie i kiełbasie. Za największy cud uważają, że ta chałupa jeszcze stoi. W objawienie sprzed 21 lat nigdy nie wierzyli.

– Ludzie przychodzili tu tysiącami, dewastowali podwórko, korytarz, spali na klatce. Psa nie było gdzie wyprowadzić, a po każdym powrocie ze sklepu słyszałam: „Proszę się nie pchać. Każdy może sobie powiedzieć, że tu mieszka” – wspomina około 50-letnia wytatuowana kobieta. I wyznaje, że gdy nie udawało się przepędzić pielgrzymów muzyką heavymetalową, to któregoś dnia wrzasnęła, że tę szybę wybije. Następnego dnia jakiś sponsor zainstalował potężną roletę.

Obecnie, po śmierci pani Łucji, lokal zamieszkują jej wnuczka oraz prawnuk. Sąsiedzi zarzucają im, że 3 lata temu podczas remontu najświętszą polską szybę najzwyczajniej stłukli młotkiem.

– Proszę ich nie słuchać, to są ludzie z marginesu, mamy z nimi sprawy w sądzie – mówi prawnuk, wpuszczając mnie do mieszkania. Padają poważne oskarżenia, choćby takie, że w jednym z mieszkań tuż nad Matką Boską pewna wytatuowana kobieta para się jednym z najstarszych zawodów świata – i wcale nie chodzi o pasterstwo.

Na dowód głębokiej wiary wnuczka pani Łucji przynosi starą drewnianą ramę z poplamioną szybą. Gapię się pod różnymi kątami, ale niczego szczególnego nie zauważam – ot, zwykłe okno.

Proponuję, by szkło jak najszybciej spieniężyć i za uzyskane pieniądze nabyć inne lokum – wśród bardziej religijnych sąsiadów. Oboje reagują oburzeniem – to przecież Matka Boska, a takim czymś się nie handluje!

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • E tam te wszystkie okazy to do dupy. Pamietam jak zima w 1982 czy 83 ukazala sie Maryja na dzialkach w Olawie. To bylo dopiero ukazanie. Stan wojenny, mrozna zima i luda z calej Polski sie zjezdzal i czekal w kolejce do tej „cudownej” altanki.

  • Mieszkałem wtedy na Śląsku i pojechałem z ciekawości oglądać ten zabrzański „cud”. Na szybie były dwie plamy, przypominające mieniące się barwami tęczy plamy oleju na powierzchni wody. Trzeba mieć fantazję, by w tych dwóch kręgach ujrzeć Maryję i Jezusa. Zachodziła tu kompozycyjna zbieżność z obrazkami religijnymi, przedstawiającymi Marię z malutkim Jezusem (a konkretnie chodzi o aureole otaczające ich głowy). Większy krąg kojarzył się komuś z Marią, mniejszy z Jezusem. Dla mnie to było oczywiste, ale klęczących i mamroczących „zdrowaśki” ludzi w różnym wieku było co niemiara Pamiętam też gościa w czarnym, skórzanym płaszczu, który rozprawiał o tym, że Chińczycy zaleją świat w sensie podboju. Ta brudna szyba miała tego dowodzić w jego mniemaniu (czyli cudowne ostrzeżenie z niebios). Jednym słowem, była to istna szopka.