Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Uzbecki hydraulik

numer 28/2018

Polska będzie kolorowa – trochę katolicka i trochę Allachowa.

Po niedawnym szczycie unijnym w sprawie imigracji Mateusz Morawiecki odtrąbił kolejny sukces. „Nasze stanowisko było bardzo racjonalne, bardzo zdroworozsądkowe i w końcu się przebiło. Polska przekonała inne państwa Unii Europejskiej i przymusowej relokacji uchodźców nie będzie. W pełni zrealizowaliśmy nasz plan. Chodziło nam o to, by dystrybucja lub relokacja opierała się wyłącznie na dobrowolności i suwerennej decyzji państw członkowskich. Dzięki konsekwencji osiągnęliśmy to, co zakładaliśmy” – powiedział. A w istocie namalował taki oto obraz: osamotniona Polska znów obroniła Europę przed muzułmańskimi hordami, po raz kolejny dowodząc, że godna jest miana Chrystusa narodów.

Niestety – malunek, choć piękny, jest niepełny: 2 miesiące wcześniej Rzeczpospolita podpisała deklarację końcową konferencji „Dialog euro-afrykański w sprawie migracji i rozwoju”, głoszącą, że „imigracja to motor postępu gospodarczego, przynoszący korzyści zarówno uchodźcom, jak i krajom tranzytu i przeznaczenia”. Dokument ma wybitnie proimigrancki charakter, czego najlepszym dowodem jest postawa naszych sprawdzonych przyjaciół Węgrów. Madziarzy stanowczo odmówili bowiem złożenia podpisu pod deklaracją, twierdząc, iż ma ona na celu „dalsze inspirowanie migracji i tworzenie jej nowych tras zamiast koncentrować się na tym, jak ją powstrzymać”. „Wyprzedawanie kultury i bezpieczeństwa Europy jest alarmujące. Nie mamy zamiaru w tym uczestniczyć i będziemy stanowczo kwestionować zamiar zmiany składu populacji kontynentu” – ogłosiło węgierskie MSZ.

Wygląda więc na to, że Polska jest chytrusem narodów, a na miano Chrystusa zasługują niezbyt homogeniczne pod względem wyznaniowym Węgry, bo polski resort spraw zagranicznych żadnych obiekcji nie wyraził i deklarację podpisał bez szemrania.

 

Koniec pierwotniaków. Składając autograf, przedstawiciele Najjaśniejszej zaaprobowali – czytamy w deklaracji – „podejście do imigrantów oparte na prawach człowieka”, a także „konieczność podjęcia działań przyczyniających się do pełnego poszanowania godności uchodźców i migrantów, niezależnie od ich statusu migracyjnego”. Zgodzili się również na „zwalczanie ksenofobii, rasizmu i dyskryminacji poprzez podejmowanie wysiłków w celu umniejszenia tych zjawisk i promowanie zrównoważonej narracji o migracjach i diasporach, opartej na faktach i podkreślającej ich wkład w rozwój społeczeństw”.

Opowieść o uchodźcach roznoszących groźne dla Polaków pasożyty i pierwotniaki raczej w tym wzorcu się nie mieści, a przecież to jedna z kanonicznych myśli prezesa Kaczyńskiego. Nie dziwota, że o konferencji w Marrakeszu i podpisaniu przez Polskę dokumentu końcowego nie zająknął się ani jeden partyzant strefy wolnego słowa czy niezależny dziennikarz telewizji publicznej.

Cóż, Morawiecki chce się wkupić w łaski twardogłowego elektoratu przewodniej siły narodu i w tym celu plecie androny, ale też zdaje sobie sprawę, że gospodarka bez tanich pracowników długo nie pociągnie. Podpisanie dokumentu wieńczącego konferencję w sprawie imigracji to niejedyna oznaka tego, że antyuchodźcza narracja to tylko gierka.

 

Wyborcy obserwują. Niedawno gościła w Polsce delegacja Agencji ds. Emigracji Zarobkowej Ministerstwa Pracy i Stosunków Pracowniczych Uzbekistanu. Efektem wizyty jest porozumienie o współpracy, na mocy którego niebawem przybędą do nas 3 tysiące Uzbeków. Nacja niepokojąco podobnie brzmiąca do „ubeków” znajdzie zatrudnienie w branży budowlanej, rolnej, tekstylnej i w produkcji spożywczej, czyli trafi na odcinki frontu pracy szerokim łukiem omijane przez dumnych Polaków. Sęk w tym, że przybysze nie będą składać hołdów Rydzykowi i Najświętszej Panience, gdyż Uzbecy zasadniczo wierzą w Allacha.

Rząd zamierza zawrzeć podobne porozumienia z innymi krajami muzułmańskimi, najwyraźniej kierując się zasadą, iż zysk jest ważniejszy niż wyznanie siły roboczej i wygląda na to, że koszmar polskich patriotów ziści się, mimo że przymusowej relokacji uchodźców nie będzie. A właściwie ziszcza się, co wynika z listu posłanki Krystyny Pawłowicz do premiera Morawieckiego. „Mimo, iż Prawo i Sprawiedliwość w kampanii wyborczej obiecywało, że nie będziemy przyjmować migrantów ani tzw. uchodźców, zgłaszają się – ostatnio szczególnie licznie – nasi wyborcy, którzy śledzą sytuację i wskazują, że jednak dochodzi do sprowadzania i przyjmowania muzułmańskich migrantów i uchodźców do Polski. Wyborcy, obserwując polskie ulice, czują się oszukani i niedoinformowani, poirytowani tym, że sami muszą ustalać lub domyślać się prawdy na podstawie własnej obserwacji swego otoczenia. Na unijny mechanizm relokacji Polska się nie zgodziła i pomaga na miejscu. Jednak uprzejmie proszę pana premiera o informację i odpowiedzi na pytania, które wyborcy na podstawie obserwacji z całej Polski nam zadają, dotyczące faktycznie zwiększającej się obecności różnych migrantów i uchodźców na polskich ulicach miast, a teraz nawet i wsi” – czytamy w epistole.

Prof. Pawłowicz zadała premierowi 14 pytań, uczoną niewiastę dręczyła m.in. kwestia, „czy na chińskim okręcie, który ostatnio zacumował w polskim porcie, znajdowali się uchodźcy”, oraz „czy Polska ugięła się na presję wywartą przez Unię Europejską i potajemnie sprowadziła uchodźców na terytorium państwa”. Premier na razie nie odpowiedział.

 

Bunt na okręcie. O tym, że dla elementów obcych wyznaniowo nie ma w Polsce miejsca, a proimigranckie działania Morawieckiego nie znajdują zrozumienia wśród aktywu partyjnego i na pisowskim okręcie pachnie buntem, świadczy również interpelacja Anny Elżbiety Sobeckiej. „Nie można zlekceważyć wielkiego zagrożenia związanego z napływem imigrantów, zwłaszcza z krajów o podwyższonym ryzyku bezpieczeństwa, dlatego proszę o udzielenie odpowiedzi: Jaka jest polityka rządu w sprawie imigracji zarobkowej do Polski? Jakie działania zostaną podjęte przez ministerstwo w celu zatrzymania procesu sprowadzania imigrantów do Polski?” – zapytała czołowa pismenka ministrów spraw zagranicznych i wewnętrznych. Odpowiedzi jeszcze nie padły.

Tymczasem rząd w pocie czoła pracuje nad zliberalizowaniem przepisów dotyczących imigrantów. Wstępny projekt przewiduje, że przybysze – bez względu na wyznanie – otrzymają kartę pobytu czasowego nie na 3 lata, jak dotychczas, ale na lat 5, będą mogli sprowadzać do Polski rodziny, a także pobierać wszystkie świadczenia socjalne, także wynikające z programu „500 plus”. Fakt, iż Morawiecki chwyta się ciapatych, dowodzi, że Polacy mimo rządowych podniet nie rozmnażają się w tempie wystarczającym do zapełnienia dziury demograficznej. I że niebawem spełnią się najczarniejsze koszmary patriotów.

 

MACIEJ MIKOŁAJCZYK

Wasze komentarze 4 komentarze

Odpowiedz na „Konny2018Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.