Motto tygodnia: Czy to dublerka jest Dudowa? Nie, to prezes Gersdorfowa.

Autor
Michał Marszał

Urban u Kaczyńskiego

numer 4/2017

Jak twórczość Jerzego Urbana Jarosława Kaczyńskiego naukowo ukształtowała.

W podziemiach biblioteki Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego przy ul. Oboźnej 6 leży i zbiera kurz jedno z najwybitniejszych dzieł nauki polskiej. Skatalogowane pod numerem 902 i liczące 265 stron – to doktorat Jarosława Kaczyńskiego.

10 lat temu teczka z tekstem wyklepanym własnoręcznie przez przyszłego ojca narodu została odnaleziona na wydziałowym strychu. Zawartość starannie skopiowano i od tamtej pory – wnioskując po załączonej do pracy karcie bibliotecznej – przeglądały ją w czytelni jedynie dwie osoby.

Pochodzący z inteligenckiej rodziny Kaczyński od najmłodszych lat bardzo garnął się do nauki. Tak bardzo, że w dziesiątej klasie miał dwóje z polskiego, angielskiego i przysposobienia wojskowego, w związku z czym nie zdał do następnej klasy i przeniósł się do innego liceum.

– Zdaje się więc, że prawdopodobnie nielegalnie skończyłem jedenastą klasę i zdałem maturę, a potem poszedłem na studia – wspomni po latach w książce „Polska naszych marzeń”. Nielegalność – o czym będzie można się przekonać później choćby przy okazji przejmowania Trybunału Konstytucyjnego – nigdy nie stanowiła dla przyszłego prawnika większego problemu.

Ze strachu przed pasem czy w pogoni za marzeniami mały Jarek bierze się do nauki i w 1975 r. już jako 26-letni Jarosław postanawia przed, jak wspomni, poważnym zaangażowaniem się w działalność opozycyjną, wystukać na maszynie dysertację pt. „Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą”. Broni się 8 grudnia 1976 r., 4 lata przed Lechem, któremu później wytykane będzie obszerne cytowanie w jego doktoracie Marksa i Lenina.

Praca Jarosława Kaczyńskiego, przygotowana w Instytucie Nauki o Państwie i Prawie pod kierownictwem prof. dr Stanisława Ehrlicha, składa się z trzech rozdziałów:

I – „Przemiany roli ciał kolegialnych w latach 1918-1939”;

II – „Przemiany roli ciał kolegialnych w latach 1944-1968”;

III – „Aktualna rola ciał kolegialnych w szkołach wyższych”.

Po kilkugodzinnej lekturze w wydziałowej czytelni (pracy nie można wynieść, nie można jej też kopiować ani robić jej zdjęć – co jednak pokątnie uczyniłem z uwagi na wiekopomność dzieła) doszedłem do wniosku, że ostatni raz bawiłem się tak dobrze w 1997 r., gdy wpadłem pod tira.

Praca jest długa, nudna i trudna, jak to zwykle bywa z doktoratami – ale na dodatek mało czytelna, bo autor bardzo skąpił przecinków. Najlepiej zrozumiałem spis treści.

To, co najciekawsze, znajduje się jednak na końcu doktoratu. Bibliografia liczy 121 pozycji. Kaczyński – o co nie można mieć pretensji, bo takie były czasy – powołuje się w pracy na Cyrankiewicza, Gomułkę, a w końcu na samego siebie. Ale także – i to w zupełnie innym kontekście – na Jerzego Urbana. I to aż dwukrotnie!

Całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • dostal doktorat bez znajomosci zadnego jezyka obcego co jest warunkiem uzyskania stopnia doktora nawet przez rezimowe dzieci? bo slow hymnu polskiego znac nie musial…

  • Doktor z niego nijaki i polityk do dupy.