Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Udając El Greca

numer 15/2017

Fałszywy obraz podbija Polskę i ministra Glińskiego.

– Proszę bardzo. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty… – Mieczysław Morka z opasłej teczki wyciąga kolejne zdjęcia obrazów. Wszystkie przedstawiają św. Franciszka, wszystkie udają autentycznego El Greco. Różnią się szczegółami. Jeden ma nienaturalnie wykrzywioną dłoń, drugi twarz zombi, habit trzeciego wygląda jakby domalowało go średnio uzdolnione dziecko w przedszkolu.

– To wszystko fałszywki? – pytam z niedowierzaniem.

– Tak. Precyzując, poza będącym wzorcem egzemplarzem z kolekcji Juana Abello w Madrycie żadna z tych kopii nie została namalowany przez El Greka, chociaż niektóre pochodzą z jego warsztatu.

– Wszystkie są bardzo podobne do tego naszego El Greka z Muzeum Diecezjalnego w Siedlcach…

– Ten znaleziony na parafii w Kosowie Lackim też nie jest własnoręcznym dziełem.

– Jak to? Ma przecież sygnaturę mistrza.

– Już od dawna wiadomo, że sygnatura nie przesądza o własnoręczności wykonania przez El Greka. Tak sądzono w latach siedemdziesiątych, czy osiemdziesiątych XX wieku.

Wgłębiam się z doktorem Mieczysławem Morką w pasjonujące tajniki śledztw pozwalających ponad wszelką wątpliwość ustalić autentyczność dzieł sztuki. Okazuje się, że El Greco miał mnóstwo naśladowców, sam też pozwolił na kopiowanie swoich dzieł przez, jak byśmy to dzisiaj nazwali stażystów oraz przez syna. Niektóre z takich kopii noszą jego sygnaturę. W tej kwestii od wieków nic się nie zmieniło – liczył się i liczy pieniądz.

Jak zatem poznać prawdziwego El Greka? Do tego potrzebne są drobiazgowe badania, szczegółowa wiedza i analizy z wykorzystaniem nie tylko nowoczesnej aparatury, co przede wszystkim dotychczasowych osiągnięć hiszpańskich konserwatorów. Niektóre prace są znakomite i dopiero skrupulatne, i kosztowne analizy pokazują ich właściwą oszukańczą naturę. Św. Franciszek z Kosowa Lackiego należy do tej grupy. Zdaniem doktora Morki jest jednak łatwym do rozpoznania naśladownictwem.

– Wystarczy popatrzeć na zdjęcie głowy w promieniowaniu Roentgena. – Wyjaśnia Morka. Na dowód pokazuje prześwietlenia autentycznych obrazów El Greka, prac z warsztatu i naśladowców. Faktycznie, mistrz zostawił lepszy dowód swojego autorstwa od nie mającego dziś znaczenia podpisu. El Greco malował twarze miękko, warsztat bardziej twardo, a naśladowcy niemal realistycznie. Kopiści tego nie umieli, chociaż często końcowy efekt ich pracy przypominał do złudzenia autentyk.

­- Datowanie obrazu na lata 1575 – 1580 jest bez sensu. Pomijając wyglądającą na złamaną w łokciu prawą rękę, rękaw habitu jest na nim przerwany w połowie, czego nie ma na żadnej kopii według wzoru z kolekcji Abello. Do tego, na lewym ramieniu znajduje się podwójne zszycie, znane z innej wersji św. Franciszka, datowanej dopiero na 1595 rok.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.