Motto tygodnia: Tusku: na razie są prokuratury, niebawem będą tortury.

Tysiące niezgwałconych studentek

numer 19/2015

Nie odgrywaj takiego bohatera, bo łapsy zrobią z ciebie gwałciciela.

W 2012 r. na tzw. giełdzie politycznej prof. Żuk zaczął być wymieniany jako potencjalny kandydat SLD na prezydenta Wrocławia. W lokalnej prasie pisano, że tylko on może zagrozić Rafałowi Dutkiewiczowi. Ale już na początku 2013 r. ta sama prasa rozpisywała się o profesorze jako zboczeńcu i gwałcicielu. Kandydatem na prezydenta nie został.

W lutym 2013 r. lokalna Telewizja Dolnośląska przeprowadziła z nim wywiad. Pytano go o ocenę sytuacji w regionie i we Wrocławiu oraz o to, czy stanie do walki o prezydenturę. Następnego dnia przed południem Żuk wsiadł do samochodu i wyjechał za bramę swojej posesji. Tam już na niego czekano. Dzięki podsłuchowi było wiadomo, że właśnie o tej porze profesor zamierza wyruszyć na pogrzeb ciotki.

Drogę zajechało mu kilka samochodów. Profesor musiał ostro hamować, a wtedy zaczęła się akcja typu „Blida”, czyli kamera i kilkunastu facetów z pistoletami, którzy brutalnie wyciągnęli Żuka zza kierownicy, wykręcili mu do tyłu ręce, założyli kajdanki, a pod nos podsunęli policyjną blachę. Profesor zorientował się, że nie grozi mu niebezpieczeństwo ze strony jakichś prawicowych ekstremistów związanych np. z ugrupowaniem Blood and Honour, jest bowiem w rękach państwa polskiego.

– Nikt cię nie lubi. Jesteś skończony – poinformowano go. – Możemy cię oskarżyć o wszystko z wyjątkiem zabójstwa Kennedy’ego.

Z samochodu wyprowadzono psa. Ten bardzo uważnie obwąchał profesora, następnie samochód, po czym cały dom. Szukano narkotyków. Odbyła się rewizja. Z domu Żuka wywieziono komputery i telefony, nośniki danych, kilkadziesiąt tomów dokumentów dotyczących założonych przez profesora stowarzyszeń i fundacji oraz różnych projektów badawczych. Oprócz narkotyków poszukiwano przekrętów, dużych pieniędzy i twardej pornografii. Nic nie znaleziono. Reprezentanci państwa byli zawiedzeni.

W domu dano mu do podpisania kartkę, na której widniał jakiś artykuł kodeksu karnego. Profesor jest socjologiem, a nie prawnikiem.

– Co to za paragraf? – zapytał.

– Jesteś oskarżony o zbrodnię – odpowiedział jeden z policjantów.

– Jaką zbrodnię?

– O gwałt… szczególny.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.