Motto tygodnia: W Kijowie w jednej chwili, w Warszawie w drugiej chwili. Struś Pędziwiatr? Nie. Micheil Saakaszwili!

Trump rozpoznał wielbłąda

numer 3/2018

Ku pokrzepieniu serc: myślicie, że w Polsce jest chujowo? Popatrzcie na Amerykę. U nas przynajmniej można przyjąć, że ludzie sprawujący władzę są generalnie zdrowi na umyśle – zwłaszcza po ostatnich zmianach. Amerykanie nie mają tego komfortu.

Kwestia zdrowia psychicznego prezydenta Trumpa pozostaje tematem dyskusji od wielu miesięcy – ale, jak wiadomo, ostatnio nabrała nowego życia dzięki książce „Fire and Fury: Inside the Trump White House” („Ogień i furia – w Białym Domu Donalda Trumpa”). Książka Michaela Wolffa ujrzała światło dzienne 5 stycznia, a już 8 sprzedano milion jej egzemplarzy.

Samo jej powstanie stanowi fascynujące świadectwo tego, czym pod rządami Trumpa stała się siedziba „przywódcy wolnego świata”. Otóż dziennikarz, który napisał dość pochlebny tekst o Trumpie w czasie kampanii wyborczej, po wyborach wyimpasował od niego zgodę na pokręcenie się po Białym Domu i zebranie materiałów do książki. A ponieważ miał ogólną zgodę Trumpa, przez rok Wolff przeprowadził ponad 200 rozmów z ludźmi otaczającymi prezydenta.

 

***

Pierwsza i najważniejsza konstatacja Wolffa jest taka, że w Białym Domu istnieje konsensus co do tego, że prezydent ma świra. Kontakt z Trumpem jest wybitnie trudny, a jego stan zdaje się pogarszać. Jego absurdalne, nieprzemyślane wypowiedzi i tweetowa nerwica natręctw są tylko jednym z przejawów – delikatnie mówiąc – dezintegracji osobowości. Prezydent ma tendencję do powtarzania tych samych historii, słowo w słowo, w bardzo krótkim i ciągle malejącym odcinku czasu – kiedyś było to pół godziny, ostatnio skrócił amplitudę do dziesięciu minut. Prezydent nie poznaje ludzi – na imprezie w jego własnym ośrodku Mar-a-Lago na Florydzie nie rozpoznał kilku ze swoich wieloletnich przyjaciół. Prezydent kompletnie nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji własnych słów – codziennie wieczorem wykonuje długie telefony do swoich znajomych miliarderów, którzy następnie wszystkie szczegóły tych rozmów przekazują innym miliarderom i wcześniej czy później każda prezydencka opowieść, składająca się głównie z utyskiwania na współpracowników i dziennikarzy, trafia do mediów. Prezydent ma manię prześladowczą, jest przekonany, że ktoś chce go otruć; obsesyjnie pilnuje, żeby nikt nie dotykał jego szczoteczki do zębów, robi awantury pokojówkom za to, że podnoszą jego brudne koszule z podłogi, zażądał zamontowania zamka w drzwiach do sypialni, co spotkało się ze stanowczym protestem ze strony Secret Service.

 

***

Większość obsady Białego Domu – niekoniecznie składającej się z dojrzałych uczestników życia politycznego – zgadza się, że prezydent USA zachowuje się „jak dziecko”. Najbliżsi współpracownicy Trumpa wyrażają się o nim jak najgorzej i całkiem nie martwi ich, że te wyrażenia trafiają do opinii publicznej. Jego własny doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego HR McMaster nazywa szefa „beznadziejnym idiotą”, sekretarz stanu Rex Tillerson – „pierdolonym debilem”, szef rady gospodarczej Gary Cohn sądzi, że lider wolnego świata jest „głupi jak gówno”, a Rupert Murdoch, właściciel wspierającego Trumpa imperium medialnego, ma go za „jebanego kretyna”.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Swira to może i ma, ale nie ma to znaczenia, bo nie rządzi. Rządzi kompleks wojskowo-szpiegowsko-zbrojeniowy, „deep state”.
    To wcale nie jest lepsze od rządów świra, bo świrowi mogłoby się uroić, że świat byłby szczęśliwszy w pokoju, a im na pewno nie.