Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Truchło nie fiknie

numer 14/2017

Martwy odznaczony jest nieawanturujący się.

Powszechna opinia postrzega Andrzeja Dudę jako wykonawcę tak nieskomplikowanych czynności jak podpisywanie się na dokumentach, nocne twittowanie z nastolatkami, zjeżdżanie na nartach i piątkową konsumpcję kiełbasy. Co uważniejsi dostrzegą może również wysyłanie listów do Macierewicza, tudzież spotykanie się z nim. To wszystko prawda, ale błędem byłoby niedostrzeganie roli Dudy jako dysponenta odznaczeń państwowych.

Odznaczeń, które od ćwierć wieku poza wartością symboliczną nie są nic warte. Nie dają, jak za nieboszczki komuny, ani dodatku do emerytury, ani nie wspomagają ścieżki kariery. Ba, w dzisiejszym pluralistycznym świecie odznaczenie państwowe może szkodzić.

Ktoś udekorowany przez Kwaśniewskiego, a nie daj Boże przez Komorowskiego powinien zapomnieć o sensownym stanowisku w pisowskiej administracji i pożegnać się z marzeniami o fusze w spółkach skarbu państwa.

Działa to zresztą i w drugą stronę. Do osoby obwieszonej odznaczeniem przyznanym przez Dudę przestaną się przyznawać znajomi sympatyzujący z opozycją.

Jedną z tak naznaczonych osób miał szansę zostać dr Piotr Kuropatwiński z Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Gdańskiego. Nie skorzystał. Kilka dni temu postanowił zatem nie przyjmować medalu „za długą służbę” nadanego mu przez prezydenta Dudę. KOD-owskie sumienie Kuropatwińskiego kłóciło się bowiem z byciem nagrodzonym za „wzorowe, wyjątkowo sumienne wykonywanie obowiązków wynikających z pracy zawodowej w służbie państwa”.

Naukowiec medal Dudy olał, a w sieci walnął oświadczenie: „Odmawiam przyjęcia odznaczenia od prezydenta, który zobowiązał się stać na straży konstytucji, ale zachowuje się jak przedstawiciel narzuconej z zewnątrz władzy – władzy, która nie obala od razu praw i instytucji cywilnych, ale je powoli ukazami podkopuje i roztacza”.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • O Matko, nie no fakstrycznie – za komuchowe odznaczenia Ludzieńki i Naród mieli po parę groszy żołdu i mogli se ten kieliszek chleba kupić. A medale i ordery nadawane przez Najjaśniejszą Rzeczyspospolitą made in Poland są tyle warte, co uścisk dłoni Naszego Nawiedzonego Pana Prezydenta, czyli tyle samo co i zetlała pajęczyna i można je potłuc o kant dupy. Hej !-