Motto tygodnia: Pies z kulawą nogą by tej sztuki nie pamiętał, gdyby "Klątwa" przez czarnych nie była przeklęta.

zaczęło się od

Zaczęło się od dmuchania…

numer 4/2016

Rozmowa z dr. prawa KAZIMIERZEM PAWELCEM. Miało być o Trybunale Konstytucyjnym, a jest o seksie.

– Przepraszam za spóźnienie, miałam kontrolę drogową. Kazano mi dmuchać w balonik.

– I co zrobiłaś?

– A co mogłam zrobić? Dmuchałam.

– Nemo se ipsum accusare tenetur, czyli że nie można nikogo zmuszać do dostarczania dowodów przeciwko sobie. Zasady tej muszą przestrzegać demokratyczne państwa prawa. Jest to gwarancja dla osób, którym coś zarzucono. Mogą bez konsekwencji kłamać, milczeć, odmawiać udziału w badaniach itp. Nie musiałaś dmuchać.

– To by mnie zatrzymano i zabrano na badanie krwi.

– A jaki byłby powód zatrzymania? Co zrobiłaś o charakterze przestępczym, że policja uznała, że musi cię przymusowo doprowadzić do izby zatrzymań? Komu zagrażałaś?

– Nic nie zrobiłam, to była rutynowa kontrola trzeźwości.

– Nie ma czegoś takiego. Musisz być poinformowana o przyczynach badania trzeźwości. Art. 129 ust. 2 pkt 3 prawa o ruchu drogowym daje policjantowi uprawnienie do sprawdzenia sprawności psychomotorycznej kierującego, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że spożywał alkohol. Wjechałaś w drzewo, słupek lub chociaż kosz?

– Nie…

– Uzasadnione podejrzenie co prawda wymaga interpretacji, ale nie może zależeć od widzimisię policjanta. Nawet jeśli by cię zatrzymano i wysłuchano, nie można tego, co powiedziałaś, użyć przed sądem, gdybyś była potem o coś podejrzana. Nawet gdybyś się przyznała policjantowi, że przejechana na drodze wiewiórka i szop pracz to twoje dzieło, nie może to być potem wykorzystane przed sądem jako dowód twojej nienawiści do zwierząt futerkowych. Masz jakieś punkty karne?

– Tylko z radaru.

– Skąd wiesz, że masz?

– Bo dostałam list od straży miejskiej. Na trasie wrocławskiej jadę nieco za szybko. No dobra, dużo za szybko…

– A widać cię na zdjęciu?

– Tak, to znaczy nie bardzo, bo jestem tyłem.

– Mam nadzieję, że nie masz zwyczaju prowadzić tyłem… Nie masz żadnych punktów ani nie musisz płacić żadnego mandatu. Radar rejestruje przekroczenie prędkości, ale nie identyfikuje sprawcy. Sfotografowany zostaje wyłącznie pojazd, i to czasami, za przeproszeniem, od tyłu. Wydawać by się mogło, że ustalenie tożsamości sprawcy wykroczenia powinno być zadaniem organów ścigania. Tymczasem głosami wybranych parlamentarzystów bez konsultacji wprowadzono karalność nieujawnionej osoby, zrzucając na właściciela pojazdu konieczność wskazania tego, kto kierował autem. To stało się maszynką do ściągania pieniędzy od obywateli.

– Znaczy, że kierowcy mają denuncjować bliskich?

– Dokładnie. A przecież w przypadku osoby najbliższej przysługuje prawo do odmowy składania zeznań… Zauważył to Prokurator Generalny i skierował wnioski do Trybunału Konstytucyjnego. Niestety TK nie przyjął jego argumentacji, za cenę dbałości o interesy państwa zapomniał, że nawet największemu zbrodniarzowi trzeba udowodnić winę, żeby go ukarać.

– Chciałam z Tobą o trybunale pogadać, a zeszło na dmuchanie…

– Od dmuchania wszystko się zaczyna.

– A o tych podsłuchach dziennikarzy słyszałeś? Dziennikarze tylko o dmuchaniu gadali. Aż głupio tego słuchać.

– Teraz będzie jeszcze fajniej po wejściu nowej ustawy. Wiesz, co to są czynności operacyjne? Czynności operacyjno-rozpoznawcze to czynności niejawne i polegają na kontroli korespondencji, przesyłek oraz stosowania środków technicznych umożliwiających uzyskanie w sposób niejawny informacji i dowodów oraz ich utrwalenie, w szczególności rozmów telefonicznych i innych informacji przesyłanych za pomocą sieci telekomunikacyjnych. Obejmują również możliwość dyskretnego wejścia do pomieszczeń w celu zainstalowania urządzeń umożliwiających podgląd i podsłuch. Przewidują także możliwość zastosowania tzw. prowokacji policyjnej, przesyłki niejawnie nadzorowanej czy zakupu kontrolowanego. Są prowadzone w ramach uprawnień przyznanych organom policyjnym, tj. policji, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, organom kontroli skarbowej, Straży Granicznej, Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, Żandarmerii Wojskowej itd. Zdawać by się mogło, że liczba organów mających uprawnienia do niejawnego kontrolowania obywateli, sprawia wrażenie, że żyjemy w orwellowskim świecie.

– Teraz będzie gorzej…

– W ustawie, która wejdzie w życie 7 lutego 2016 r., pojawił się nowy zapis identyczny jak ten związany z billingami, w odniesieniu do danych internetowych, ale bez określenia zasad regulujących, na jakiej podstawie dane te mogą być udostępniane i przetwarzane. Służby uzyskały zatem uprawnienia do pozyskiwania danych z internetu „w celu rozpoznania, zapobiegania, zwalczania, wykrywania albo uzyskania i utrwalania dowodów przestępstw albo w celu ratowania życia lub zdrowia ludzkiego bądź wsparcia działań poszukiwawczych lub ratowniczych”.

– To bzdura.

– Jasne. Nie jest przy tym ważne, czy zostało już wszczęte postępowanie karne. Nie zostało ujęte również, że może chodzić o walkę z terroryzmem. Krótko mówiąc, ów ogólny zapis może stwarzać możliwość do objęcia działaniami podglądającymi internautów w każdej sytuacji… Ocena tych okoliczności oddana została ocenie służb, a więc ich widzimisię. Podjęcie tego rodzaju działań może zostać podjęte na wniosek funkcjonariusza. Wystarczy zatem, aby ów funkcjonariusz miał dostęp do bardzo szerokich, często wrażliwych danych, jak też posiadał wybujałą wyobraźnię, aby machina ruszyła w ruch, i to nie wiadomo z jakiego powodu, albowiem nie przewidziano weryfikacji wniosku owego funkcjonariusza.

– Ale będę mogła się zażalić, jeśli ktoś będzie podglądał moje intymne maile?

– Inwigilowany nie będzie wiedział, że był podglądany. Nie przewidziano bowiem procedury związanej z zawiadomieniem użytkownika o wglądzie w jego dane. Nie uznano za stosowne określenia tego rodzaju obowiązku, chociaż uprawnienia do podglądania internetu przysługiwać będą wielu służbom. To danie możliwości permanentnej inwigilacji obywateli przy bałamutnym zapewnieniu, że to w ich interesie.

– Czyli nie pisać nic do kochanków… Zaczęliśmy od dmuchania, na dmuchaniu skończyliśmy…

 

Wasze komentarze (4)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • Wspomniany art. 129 ust. 2 punkt 3 PoRD mówi według mnie trochę co innego:
    „Policjant […] jest uprawniony do:
    […]
    3) żądania poddania się przez kierującego pojazdem lub przez inną osobę, w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mogła kierować pojazdem, badaniu w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu”.
    Według zasad gramatyki języka polskiego (może prawnicy stosują inną gramatykę?), „uzasadnione podejrzenie” w tym przypadku dotyczy faktu, że „inna osoba” „mogła kierować pojazdem”, a nie tego, że kierujący był pod wpływem alkoholu. Nie ma tu ani słowa o podejrzeniu bycia pod wpływem alkoholu – jest po prostu stwierdzenie, że policjant ma prawo żądać od kierującego poddania się takiemu badaniu.
    Inną sprawą jest, czy ten przepis jest zgodny z konstytucją – ale póki nikt go nie zaskarżył do TK, i TK go nie unieważnił, to obowiązuje.
    Tak że bardzo mi przykro, panie prawnik, ale wprowadza pan panią dziennikarkę w błąd, policjant ma prawo żądać kontroli trzeźwości „bo tak”, nie musi mieć do tego żadnych podstaw.

    • zapomniałeś o „uzasadnionym podejrzeniu” co jest kluczowe, jeśli jedziesz prosto, zgodnie z przepisami itd, to co uzasadnia podejrzenie ? Widzimisię władzy ?

    • Ale nadal masz zapis – „w stosunku do której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że mogła kierować pojazdem…”. Pan profesor nie wprowadza dziennikarki w błąd. Zasada „uzasadnionego podejrzenia” jest po prostu totalnie nadużywana w tym komunistycznym kraju. Zgodnie z zasadami praworządności wina ma zostać Tobie udowodniona, oraz nie musisz dostarczać dowodów przeciwko sobie (no chyba że jesteś głupi). Prawda jest taka iż w myśl naszych przepisów możesz jechać nawalony jak szpadel. Do momentu kiedy policjant nie będzie miał „uzasadnionego podejrzenia” czytaj – nie spowodujesz zagrożenia w ruchu drogowym, każde zatrzymanie Ciebie jest nielegalne!!!! No chyba że widział Ciebie jak nawalony wchodziłeś do samochodu. Ale uwaga – wyjście pijanym z samochodu już tej przesłanki NIE SPEŁNIA. Mogłeś zatrzymać samochód, wyłączyć stacyjkę, wyjąć kluczki i walnąć pół litra na raz w samochodzie. A nawet jak Ciebie zatrzymają – możesz odmówić dmuchania, możesz odmówić badania krwi. I uwaga policja nie może Ciebie zmusić do poddania się czynnościom w myśl zasadny – nie dostarczasz dowodów przeciwko sobie. Policja może „żądać” a Ty „żądanie” możesz zlać. Jedyne co mogą Tobie to zamknąć na 48h abyś prawdopodobnie wytrzeźwiał i puścić. Bez utraty prawa jazdy, nawet bez skierowania sprawy do sądu, a nawet – sprawa powinna zostać umorzona z braku dowodów. Tak to POWINNO działać. A że działa odwrotnie..

Strona główna