Motto tygodnia: Pies z kulawą nogą by tej sztuki nie pamiętał, gdyby "Klątwa" przez czarnych nie była przeklęta.

Autor
Marian Śrut
Skąd Komorowski

Skąd Komorowski bierze kasę

numer 16/2015

Afera finansowa: kandydaci na głowę państwa robią z wyborców półgłówków.

„Polacy! Do roboty, kraj ginie, musimy ojczyzny bronić!” – mobilizują się zwolennicy Andrzeja Dudy, kandydata na prezydenta wszystkich Polaków. Ale Duda najwyraźniej pomocy w ratowaniu ojczyzny nie chce. Przynajmniej finansowej.

Na stronie internetowej komitetu wyborczego spadkobiercy Lecha Kaczyńskiego nie ma wzmianki o potrzebie wsparcia mamoną kampanii, nie ma też numeru konta bankowego. Brak również numeru telefonu, pod który gotów rzygnąć szmalem patriota mógłby zadzwonić, by stosowne dane uzyskać. Wymagany przez kodeks wyborczy rejestr wpłat, owszem, jest, ale zawiera niezmienną informację: „Brak wpłat”.

Co ma począć zdesperowany Polak-katolik? Nam przyszło do głowy, żeby dryndnąć do kwatery głównej PiS przy Nowogrodzkiej w Warszawie. Odebrała dama, sądząc po głosie w wieku powstańczym. Świadoma powagi chwili, konfidencjonalnym szeptem podała namiar do sztabu wyborczego. Tam dowiedzieliśmy się, że forsę trzeba wpłacić na konto funduszy wyborczego, ale nie Dudy, tylko PiS. Numer konta należy ręcznie zapisać, bo nigdzie nie jest publikowany.

– Czy to nie nazbyt skomplikowane ? Procedura może zrazić wielu patriotów, zwłaszcza w starszym wieku – zauważamy po zanotowaniu 26-cyfrowego ciągu.

– Cóż, takie są zasady… – brzmi odpowiedź.

Bronek, bój się Boga!

Bronisław Maria Komorowski także nie podaje parametrów konta i trudno się dziwić, że rejestr wpłat świeci pustkami. Koncyliacyjność urzędującego prezydenta przejawia się jedynie tym, że na stronie jego komitetu widnieje numer do sztabu wyborczego. Dzwonimy.

– W ogóle nie przyjmujemy wpłat, bo kampania w całości jest finansowana z partyjnego funduszu wyborczego – obwieszcza damski głosik zaprawiony w piarowskich gierkach.

– Co ma zrobić ktoś, kto chce wpłacić 1000 zł, by wesprzeć wielbiciela zgody i bezpieczeństwa? Pójść do konkurencji? – pytamy, lecz na odpowiedź czekamy nadaremno: pytania każe nam się sformułować na piśmie.

Magdalena Ogórek, w przeciwieństwie do Komorowskiego i Dudy, prosi o wsparcie, zaznaczając że „wpłaty mogą być dokonywane przez obywateli polskich mających miejsce stałego zamieszkania na terenie Rzeczypospolitej Polskiej” i podając numery konta, ale rejestr wpłat publikowany na stronie komitetu wyborczego nie zawiera ani jednej pozycji. Czy to znaczy, że nikt w całej Najjaśniejszej nie zechciał pomóc urodziwej pani doktor? Nic z tych rzeczy; poinformowano nas, że wpłaty są, ale nie uwzględniono ich jeszcze w rejestrze, gdyż „uaktualnia się go mniej więcej w połowie kampanii”. W myśl kodeksu wyborczego od momentu pozyskania pieniędzy do wykazania ich w rejestrze nie może minąć więcej niż tydzień, ale kto by się tym przejmował, gdy całą Polskę trzeba zbudować od nowa.

Poza tym powiedziano nam mniej więcej to samo, co w sztabach Dudy i Komorowskiego: finansowanie kampanii bezpartyjnej kandydatki głównie opiera się na funduszu partyjnym.

Spośród kandydatów wystawianych przez partie parlamentarne całkiem gołej dupy nie prezentują publice jedynie Adam Jarubas i Janusz Palikot. Pierwszy, jak wskazuje rejestr wpłat, uzyskał wsparcie od 50 osób na łączną kwotę 200 tysięcy z kawałkiem, natomiast filozof z Biłgoraja odnotował jedynie wpłatę od niejakiego Janusza Mariana Palikota w kwocie 15 tys. zł.

Tak czy siak to kpiny z wyborców, bo nawet zagorzały wyznawca Macierewicza zdaje sobie sprawę, że kampania kosztuje miliony.

A miało być pięknie…

Totalne zapartyjnienie

Ustawodawca chciał pokazać ludowi, że pragnie odpartyjnić wyłanianie głowy państwa i w kodeksie wyborczym zawarł następujący zapis: „W wyborach Prezydenta Rzeczypospolitej komitety wyborcze mogą być tworzone wyłącznie przez wyborców”. Tylko że do szlachetnego kawałka dodał 2 inne: a) zgłoszenie kandydata na prezydenta musi być poparte podpisami co najmniej 100 000 obywateli; b) środki finansowe komitetu wyborczego kandydata na prezydenta mogą pochodzić wyłącznie z wpłat od osób fizycznych, z kredytów oraz – uwaga! – funduszów wyborczych partii politycznych. Zebranie 100 tys. podpisów bez rozbudowanych struktur partyjnych jest niemal niemożliwe, a otwarcie partyjnej ścieżki finansowania kampanii sprawia, iż prawdziwe komitety wyborców nie mają szans z udawanymi. I zamiast odpartyjnienia mamy totalne zapartyjnienie.

Prezydencka ściema

Wszystkie z jedenastu zarejestrowanych przez Państwową Komisję Wyborczą ciał mają status komitetów wyborców, ale tylko 2 – Pawła Kukiza i Grzegorza Brauna – są nimi nie tylko z nazwy. Reszta korzysta z pieniędzy partyjnych, tyle że sakwy ugrupowań politycznych mają różną pojemność. Największym szmalem dysponują organizacje mające posłów w Sejmie, bo korzystają z dotacji państwowych. I to ich kandydaci najbezczelniej kombinują.

Oto prezydent Komorowski udaje, że o reelekcję ubiega się z ramienia komitetu wyborców. Jego minister Tomasz Nałęcz co i rusz podkreśla, iż Bronisław Maria nie jest kandydatem partyjnym, ale sposób finansowania kampanii nie pozostawia złudzeń. Po hrabiowsku radującemu się z nadmiaru kobiet w Łodzi kandydatowi nie zależy na pozyskiwaniu wpłat od osób fizycznych, bo wie, że wystarczających zasobów dostarczy mu ukochana organizacja.

W 2010 r. kampania pierwszego myśliwego Rzeczpospolitej kosztowała 15,5 mln zł. Ta góra szmalu w całości pochodziła z kasy PO, a ściślej z funduszu wyborczego partii. Forsę Platforma miała dzięki subwencji państwa na działalność statutową i w mniejszej części dzięki wpłatom od obywateli.

Dlaczego komitet wyborczy Bronisława K. nie chce, aby wyborcy przelewali forsę bezpośrednio na konto komitetu, lecz łyka ją chętnie, gdy przejdzie przez partyjne sita? Ano dlatego, że wpłata na konto jego komitetu, jeśli przekracza wysokość płacy minimalnej, pociąga za sobą konieczność opublikowania na stronie internetowej danych darczyńcy i rozmiaru transferu. Wymogu publikacyjnego nie ma w przypadku przekazania pieniędzy na rzecz PO. To dlatego rejestr donacji na korzyść komitetu Bronisława Komorowskiego świeci pustkami. Wyborca o tym, kto finansował prezydencką kampanię, przekona się dopiero za rok, gdy Platforma złoży sprawozdanie do PKW, i to tylko wtedy, jeśli wystąpi ze stosownym wnioskiem i zostanie on pozytywnie rozpatrzony. Tyle że będzie to musztardówka po obiedzie.

Rejestr wpłat, mający zapewnić przejrzystość finansowania, został więc sprowadzony do absurdu. Szkoda, że przy udziale urzędującej głowy państwa mającej stać na straży prawa, ale – jak się przekonaliśmy – Duda i PiS szachrują identycznie. Przynajmniej wiadomo, jak na drugie imię ma przyszłość. Bo pierwsze to Polska – wielka i niepodległa.

Wasze komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona główna