Motto tygodnia: Módlcie się do Ojca i Syna, bo Trump dziś zaczyna.

Autor
Marian Śrut
POLSKA WYJE

Polska wyje z bólu

numer 28/2015

Państwo wali po zębach.

Żeby zrozumieć, dlaczego państwo traktujemy jak agresora dybiącego na nasze dupy nie trzeba uczonych analiz. Wystarczy pójść do dentysty.

Rynek usług stomatologicznych w Polsce wart jest ponad 10 mld zł, w tym zaledwie 1,8 mld to forsa z NFZ, czyli pochodząca ze składek na ubezpieczenie zdrowotne. Umowy z funduszem podpisało ponad 8 tys. gabinetów dentystycznych – ¼ wszystkich stomatologów – i choć kontrakty nie obejmują wszystkich ważnych dla kłów usług, z wykonaniem tak podstawowych jak ekstrakcja bolącego zęba, teoretycznie nie powinno być problemu. Ale kłopot jest, i to nielichy. Nawet gdy ubezpieczonego dorwą boleści.

Na papierze wszystko jest cacy: zgodnie z rozporządzeniem ministra od zdrowia „świadczeniobiorcy zgłaszającemu się z bólem świadczenia gwarantowane są udzielane w dniu zgłoszenia”. Czyli doskwiera ból ząbka, walimy do dentysty, System Elektronicznej Weryfikacji Uprawnień Świadczeniobiorców eWUŚ pokazuje, że jesteśmy ubezpieczeni, jeszcze tego samego dnia lekarz nas przyjmuje i po zawodach. Niestety ministerialnego rozporządzenia nikt nie traktuje poważnie. Także ministerstwo.

***

Przez telefon wcieliłem się w rolę pacjenta padającego na mordę z powodu górnej szóstki. We Wrześni, miasteczku 30-tysięcznym, w dniu zgłoszenia nie chciano mnie przyjąć w żadnym z gabinetów mających kontrakt z NFZ. Serdecznie zapraszano do złożenia wizyty za 2 tygodnie, za miesiąc, a nawet za kwartał, co uznałem za przejaw deficytu elementarnej wrażliwości, bo boleści symulowałem iście przedśmiertelne. Natomiast travail private – z francuskiego: robota prywatna – to była inna rozmowa: za żywą gotówkę z mojej prywatnej kieszeni chciano mnie posadzić na fotelu dentystycznym natychmiast. Pomyślałem, że w dużych miastach, pełnych ludzi wykształconych i wrażliwych, z pewnością jest inaczej.

***

Warszawa. Poradnia Stomatologiczna Agadent.

– Niestety, musi pan poczekać. Około dwóch tygodni. Proszę zadzwonić do naszej filii. Tam trzeba czekać tylko tydzień.

Dzwonię do filii. Z nadzieją, bo to „nowoczesny, klimatyzowany gabinet, wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt stomatologiczny; profesjonalny zespół lekarzy i asystentek pozwala czuć się komfortowo i bezpiecznie, na życzenie filmy DVD”.

– Terminów na NFZ wolnych nie ma, ale chwileczkę… Jedna pani się odwołała i jest okienko. Może pan przyjść o piętnastej – słyszę w słuchawce.

Zauważam, że nie zdążę.

– W takim razie musi pan czekać na wolny termin, proszę próbować.

Centrum Stomatologii „Alfa-Medic”: – Lekarz w ramach NFZ przyjmuje tylko do 13.30, później tylko prywatnie. Decyduje się pan?

Wrocław. Specjalistyczne Centrum Stomatologiczne „Interdent”.

– Niestety dziś żaden doktor nie przyjmuje w ramach NFZ. Ale jutro jest szansa. Tylko z góry zaznaczam, że nie mamy z funduszem umowy na wykonywanie zabiegów chirurgicznych.

–Usunięcie zęba jest zabiegiem chirurgicznym? – pytam.

– Właściwie tak.

– Czyli za ekstrakcję zapłacę?

– Lekarz zadecyduje, jak pana zobaczy.

Klinika stomatologiczna „Dental Art”, motto „Leczenie zębów to sztuka”: – Na NFZ wolny termin mamy dopiero pod koniec przyszłego tygodnia. Wszystko zajęte, nawet na pogotowie bólowe pacjenci się pozapisywali i nie ma gdzie igły wcisnąć.

Centrum stomatologiczne „Nadent”: – Proszę zadzwonić jutro.

– A prywatnie da radę dziś? – prowokuję, acz nieskutecznie, bo ma rozmówczyni najwyraźniej wietrzy prowokację.

– Albo szuka pan na fundusz, albo prywatnie, niech się pan zastanowi – kończy miłą rozmowę.

Gdańsk. Gdańskie Centrum Stomatologiczne: – Do końca tygodnia nie przyjmujemy na NZF.

– Do końca tygodnia zdążę wyzionąć ducha – informuję.

– Przykro mi – obwieszcza recepcjonistka empatycznym głosem.

Na marginesie: centrum dba o wysoki standard świadczonych usług, czego dowodem jest nie tylko profesjonalizm recepcjonistki, ale także posiadanie certyfikatu jakości PN-EN ISO 9001:2009.

Na stronie internetowej informuje, że w ramach NFZ wykonuje usługi w zakresie stomatologii zachowawczej, protetyki i chirurgii stomatologicznej, ale gwoli jasności zaznacza, iż roczna gwarancja przysługuje tylko pacjentom leczącym się prywatnie.

Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej Dentical: – Proszę przyjechać, udzielimy panu pomocy doraźnej. Zbadanie zęba i diagnozę możemy zaoferować dopiero za 2 dni. Wcześniej nie ma możliwości.

***

Ekspertka z infolinii Rzecznika Praw Pacjentka: – To, co pana spotkało, to niestety norma, choć wszystkie gabinety, które odmówiły przyjęcia, postąpiły wbrew przepisom. W takim przypadku można zażądać pisemnego uzasadnienia odmowy i złożyć skargę do biura rzecznika albo do NFZ. Ale lepiej przyjąć strategię dyplomatyczną i najpierw dać do zrozumienia, że zna pan przepisy. Czyli powołać się na paragraf rozporządzenia ministra zdrowia obligujący do przyjmowania pacjentów z bólem. To zazwyczaj skutkuje.

– Ale dentysta, przymuszony do świadczenia usług w ramach NFZ, może dokonać strasznej zemsty…

– Sytuacja jest rzeczywiście delikatna. Dlatego mówiłam o dyplomacji. Warto opowiadać, że ząb tak dokucza, iż wijemy się z bólu. W połączeniu ze świadomością dentysty, że pacjent zna swoje uprawnienia, powinno przynieść pozytywne efekty.

***

Ministerstwo Zdrowia utrzymuje, że dostępność do usług stomatologicznych wykonywanych w ramach NFZ jest odpowiednia. Ale jak wynika z raportu NIK, resort tak naprawdę nie wie, co w trawie piszczy, bo zbyt rzadko kontroluje placówki, z którymi podpisano umowy na świadczenie usług – statystyczny gabinet stomatologiczny sprawdzany jest raz na 18 lat. Rezultat jest taki, że tylko 25 procent uprawnionych skorzystało z usług dentystycznych

i choroby jamy ustnej szaleją. Tymczasem – piszą inspektorzy NIK – „mimo niekorzystnej sytuacji epidemiologicznej, minister zdrowia nie dokonywał oceny dostępności świadczeń stomatologicznych, w konsultacji z samorządami wojewódzkimi”.

Nie widząc nad sobą bata, dentyści robią z pacjentami, co chcą. Jeśli się zlitują – pomogą. Jeśli serce im nie drgnie – mówią „paszoł won”.

Ale alibi mają niezłe. Np. założenie opatrunku w zębie według NFZ kosztuje 12 zł, a koszt rzeczywisty to 50 zł. Procedury protetyczne niedoszacowane są średnio w ok. 30 proc., a procedury leczenia zachowawczego – w granicach 20 proc. Trudno więc wymagać od stomatologów, aby zakontraktowane świadczenia wykonywali ochoczo. Tyle że umowy podpisali nie po to, żeby robić z pacjentów idiotów.

Tymczasem Polacy wyją z bólu i na państwo patrzą z coraz większa nienawiścią. Pogrążony w boleściach i obżarty paracetamolem naród może zagłosować na ugrupowanie Mariana Kowalskiego, licząc że ktoś dostanie po zębach.

Wasze komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • Przerabiałem to na własnej skórze. Na rwanie zęba na tzw fundusz czekałem ponad pół roku,a za gotówkę 12 godzin. Niech ch.j strzeli te po.ebane ministerstwa z całą menażerią urzędasów i całą tą służbę zdrowia. Kopacz tak nadaje się na premiera jak wół do karety, przepraszam woła za porównanie, zresztą ta druga meduza Kaczyńskiego tak samo.

  • To chyba jestem jedyny który nie miał problemów albo fart 😉

Strona główna