Motto tygodnia: Co się dzieje w Sejmie? Rozum tego nie obejmie.

polska kaput

Polska KAPUT

numer 44/2015

Europa Zachodnia od lat przekazuje nowym członkom Unii z Europy Wschodniej (zwanej Centralną) mnogie setki miliardów euro. Kraje tego regionu są niechętne dalszemu zjednoczeniu Europy. Kochają niezawisłość swoich plemiennych państewek, kultywują anachroniczne ideały z początków XX w. Teraz do tego orbanizmu dołączył jedyny dotychczas proeuropejski kraj grupy wyszehradzkiej – Polska.

Nowe jej władze, podobnie jak inne rządy krajów wyszehradzkich, niechętnie podtrzymują członkostwo w Unii uznawanej za siedlisko obcych idei i organizm konkurencyjny wobec niezawisłości państw i idei prymatu interesów narodowych. Gdy niebawem Unia przestanie rozdawać pieniądze, plemienne państewka staną się jawnie wrogie jednoczeniu Europy. W marzeniach Kaczyńskiego Polska będzie jagiellońska, w realu zaściankowa.

W starej Unii silne są tendencje odśrodkowe reprezentowane przez partie nacjonalistów i Wielką Brytanię. Wraz ze zwycięstwem PiS wygląda na to, że stara Unia Europejska prowadziła i kontynuuje przedpłaty kosztów swojego pogrzebu.

Kaczyński uzyskał władzę nad Polską poprzez jedne i drugie demokratyczne wybory wygrane w 2015 r. przez PiS. Mylne i naiwne byłoby jednak przypuszczenie, że w tym samym trybie kiedykolwiek odda władzę. Odtąd jego celem będzie poszerzanie i umacnianie rządów, połykanie państwa i regulowanie po swojemu życia w nim. Myślenie PO, że teraz trzeba przeczekać 4 lata, jest błędne.

PiS będzie wypełniało te swoje społeczne obietnice, które posłużą do utrzymania i zwiększenia poparcia dla jego nacjonalistycznej dyktatury. Jednak wykonanie wszystkich zobowiązań Dudy i Szydło prowadziłoby do trudności gospodarczych i nadmiernego zadłużania. Skutkiem byłby więc przyszły spadek poparcia dla PiS. Partia ta nie będzie więc modernizować kraju ani rozsiewać sprawiedliwości w bytowaniu, tylko lawirować między zaspokajaniem apetytów, które rozbudziła, a budżetowym realizmem.

Władza jest dla PiS zarówno celem samym dla siebie, jak i środkiem jej zachowania na dziesięciolecia. Do dyktatorskiego jedynowładztwa Kaczyński zmierzać zacznie stopniowo, dbając o pozory demokracji. Wpierw zniewoli przeciwników, przejmując ośrodki siły: służby specjalne, prokuraturę, wojsko, sądy, ośrodki propagandy. Przyjmie też moc rozdawania posad opłacanych z budżetu i przez spółki skarbu państwa. Będzie je więc wzmacniać i mnożyć.

PiS nie tai, że chce sobie zapewnić większość konstytucyjną i dokona tego. Wówczas jego prezydent będzie mógł rządzić dekretami zastępującymi ustawy, rozwiązywać parlament, represjonować opozycję pod różnymi pozorami, obrzydzić życie niepokornym. Granicą tego, co przystoi, będą zapewne rządy Piłsudskiego i potem piłsudczyków z Dudą jako Mościckim. Stawka na pisowców bardziej umiarkowanych niż Macierewicz jest złudzeniem wywoływanym umyślnie przez prezesa.

Na razie PO i Petru stają przed trudnym dylematem: domagać się od PiS wypełnienia obietnic, znaczyłoby żądać zrujnowania kraju. Chwalić niewykonywanie zobowiązań wyborczych to akceptować, ba, chwalić oszustwo rządzących.

Wchłanianiu przez PiS organów państwa, łącznie z sądami, i pozapaństwowych instrumentów władzy oraz podporządkowywaniu sobie ludności można przeciwdziałać poprzez silne i trwałe nieposłuszeństwo obywatelskie. Nie wolno się bać prowokowania władzy PiS, dopóki nie jest ona wszechmocna, lecz jeszcze wrażliwa na działanie hamulców.

Inaczej pod względem stosunków wewnętrznych Polska przypominać zacznie kraj rządzony przez Putina.

Przepowiadam niektóre szczegółowe zdarzenia. PiS uważa np. za niezbędne przejęcie TVP i państwowego radia, więc dokona tego szybko i z pełną naiwnością. Naiwność polega na niezrozumieniu skutków wypełnienia programu Skowrońskim, Sakiewiczem, Wildsteinami, filmami o Smoleńsku i powstaniu, marszami, flagami, wzniosłymi pieśniami i patriotycznymi utworami o szlachetności Polski i Polaków. W rezultacie TVP i PR stracą znaczenie, bo nikt ich nie będzie oglądał i słuchał, jak nie ogląda dzisiejszych telewizji PiS i Rydzyka. Kaczyści zacną też zawojowywać media prywatne z podobnym rezultatem zanikania odbioru. Na internet też nasadzą represje, ale bezskutecznie. Mogą tym sprowokować Majdan w głównych miastach i przesilenie.

Przewiduję też konflikt PiS z Kościołem. Objęcie władzy przez nacjonalistów katolickich zachęci biskupów do prób głębszego sklerykalizowania państwa, zwiększenia swoich w nim wpływów i silniejszego dojenia pieniędzy. Kaczyński nie znosi dzielenia się władzą, od nikogo nie chce się uzależnić i takie będzie podłoże maskowanej wrogości państwa PiS-u i Kościoła.

Konserwatywny nacjonalizm i ideowy zamordyzm mają sezonowe wzięcie u części młodzieży niezadowolonej ze swojej sytuacji zawodowej i społecznej w państwie liberalno-demokratycznym. Gdy jednak PiS, nie dając dobrze płatnej pracy ani mieszkań, rozpocznie represje obyczajowe, narzucanie szowinizmu i wrogiego młodym stylu życia, wtedy obóz biało-czerwony straci poparcie młodych, stanie się obciachem. Stopniowo spotka się z szyderstwem młodych, którzy nie mają do stracenia nic oprócz wolności.

Odwrócone tyłkiem do świata prowincjonalne PiS oficjalnie będzie ganić emigrowanie młodzieży, a w istocie traktować je z ulgą jako wentyl swojego bezpieczeństwa.

Przejęcie przez PiS władzy i oczekiwane skutki tego nieszczęścia dają mi odrobinę osobistej satysfakcji. W latach 1980-1981 zwalczałem z ogniem „Solidarność”. Dzięki temu władze PRL po raz pierwszy uznały mnie za sojusznika, a nawet wzięły do rządu, żebym wzmocnił jego zmagania.

Napadałem na „Solidarność”, gdyż dostrzegałem w niej dzisiejsze rysy PiS: siłę anarchizującą państwo, rujnującą gospodarkę, ideowo konserwatywną i proklerykalną.

Przez ostanie 20 lat dochodziłem do wniosku, że nietrafnie broniłem PRL, gdyż posolidarnościowe państwo nie objawiało wad „Solidarności”. Było znacznie lepsze niż schyłkowa PRL, którą zresztą wraz z trzonem ekipy gen. Jaruzelskiego pragnąłem gruntownie zreformować.

Przejęcie władzy przez PiS częściowo przywraca sens mojej służbie na rzecz PRL i poparciu dla stanu wojennego. Polska, która nadchodzi, jest taką, jakiej się bałem walcząc z „Solidarnością” w latach 80. zeszłego wieku.

Z niepokojem, ale bez zdziwienia obserwuję narastanie przymilności wobec zwycięskiego PiS części jego dotychczasowych przeciwników. Słyszy się tonację „dajmy im szansę”. Nie jestem taki naiwny. Deklaruję obrzydzenie i nienawiść do obozu biało-czerwonego, jak Kaczyński nazwał ewentualny blok współpracy z jego rządem. Wiem przy tym, że słonia nie obchodzą uczucia pchły, którą jestem. Dla własnej pchlej satysfakcji zaznaczam jednak swój brak obłudy. Polska i uroda życia w niej są kaput. Z całego serca i z rozumu życzę Kaczyńskiemu, jego partii i jej sojusznikom, żeby ich szlag trafił

Wasze komentarze (10)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • Dla szeroko pojętej lewicy nie mogło wydarzyć się nic lepszego od wygranych przez PiS wyborów. Pięć lat to dużo czasu na wyłonienie nowych liderów i pozbycie się starych oraz na pokazanie Polakom, że nowa lewica ma wizję i potrafi ją realizować. Ale krwawą walkę o władzę na lewicy należy stoczyć już teraz, bo nigdy nie wiadomo, czy rozmodlone tłumy, które wyniosły Kaczyńskiego do pełni władzy w Polsce, zniecierpliwione bezowocnym oczekiwaniem na mannę z nieba, nie zbuntują sie i zażądają głów „prawicy” dużo wcześniej.

  • A polskim oligarchom jest obojętne PIS czy nie PIS.

  • Do analizy „Łysego” niewiele można już dodać. Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że Kaczor dobrze odrobił lekcję z głuptaczenia wyborców. Wzorował się na obecnym premierze Hiszpanii Mariano Rajoy’u z partii „PP”, który przed wyborami w 2011 naobiecywał tyle, że dostał w parlamencie większość absolutną a po wyborach złamał dosłownie WSZYSTKIE obietnice wyborcze. Wykorzystując większość w parlamencie wprowadził prawo nazywane „La ley mordaza”, to znaczy „prawo knebla”, wg. którego można iść do więzienia za publiczne protesty i głośne krytykowanie rządu lub polityków. Jeżeli kaczor będzie dalej czerpał z tych wzorców, to zanim się skończy kadencja Dudy społeczeństwo polskie będzie już tak zniewolone i ogłupiałe, że nie będzie już zdolne do powstania i z radością powita kolejny rozbiór Polski i przejęcie władzy przez okupantów.

  • W podobnym tonie zawodził PIS gdy PO dwukrotnie moczyło ryj w korycie. Próba wywołania wrażenia że któreś z tych ugrupowań ma na względzie losy Polski w skali lokalnej lub europejskiej jest mało śmieszne, prostackie.

  • Pańska satysfakcja Panie Urban, choć pchla, to jednak jest także moją satysfakcją. To bardzo dziwne uczucie, kiedy człowiek cieszy się z tego, że ta już ogłupiona przez PiS część społeczeństwa zagłosowała sobie na pohybel. Nie chcę nikogo potępiać, bo ludzie, którzy nie mają korporacyjnego biurka lub własnej, szemranej inicjatywy mieli już dość. PiS to dla nich nadzieja. PiS niestety tego nie rozumie. I tu trochę pokoloryzuję, wrażając własne nadzieje związane z PiSem. Za rok czy dwa (najdalej tak sądzę) ludzie zaczną sobie uświadamiać tragikomedię swojego położenia. I wtedy zaczną się domagać od Kaczyńskiego obietnic. Teraz bowiem szybkość ich realizacji będzie musiała rosnąć wprost proporcjonalnie do wkurwienia mas. Kaczyński myśli, że jeśli w znakomitej większości jego elektorat jest słabo wykształcony, to można nim manipulować bez końca. I tu niespodzianka, bo chłop nie musi być griuntownie wykształcony (a i takich już nie brakuje), ale swoją mądrość ma. I w ciula robić go się nie da stale. Uważam zatem, że anaczna część ludzi, którzy nie głosowali w ogóle, spora część wyborców PO i innych partii, a wreszcie zawiedziona rzesza głosujących na PiS zrobią tej partii tak dżihad, którego oni absolutnie nie biorą pod uwagę. Zgadzając się prawie ze wszystkim, co Pan napisał powyżej, Panie Jerzy, życzę sobie i Panu abyśmy obaj dożyli tego pięknego momentu.

  • Święte słowa, Panie Jerzy. To koniec względnej wolności.

  • Zgadzam się ze wszystkim co napisał Pan Jurek. Tylko to „rozdawanie pieniędzy przez UE” zabrzmiało jak styropian po szkle.
    Pozdrawiam cała redakcję.

  • Wasza Ekscelencjo Jerzy Urban, bardzo ciekawa prognoza, przy czym w odmienny sposób kategoryzowałbym polskie elity.
    Kiedyś p. Moczulski porwał się na rozszyfrowanie skrótu PZPR, jako Płatni Zdrajcy, Pachołki Rosji.
    Obecną elitę Polski nazywałbym Płatnymi Zdrajcami Pachołkami Waszyngtonu. Dlatego też nie mogę się zgodzić z Jego Ekscelencją jakoby Polska była jedynym proeuropejskim krajem z krajów grupy wyszehradzkiej, chociażby brak w Polsce €.
    Propaganda antyunijna od zawsze byłą bardzo silna w Polsce. To nie dziwi, bo jeszcze w latach 90-tych publicznie głoszona strategią rozwoju polski było wstąpienie do NATO i UE jako „sojusznik” USA, a będąc sojusznikiem terrorystów państwa starej unii będą nadskakiwały Polsce. Z tego miała się brać potęga Polski.
    A jak wyszło widzimy.
    Polskie elity polityczne rwą się do władzy po to, aby wpisać się na listę płac FED-u.
    Zbyt wiele się nie zmieni za rządów „dajmy im szanse”.
    Ziemie pomiędzy Odrą a Bugiem od dawna były kaput i pozostaną tak długo, dopóki Polacy będą tam mieszkać.

  • Panie Urban, błąka Pan.
    Masom robotniczym nie chodzi o to, kto będzie dyrektorem telewizji ani o to, czy biskupi nabędą prawo jeszcze głębiej zaglądać w cipy. Chodzi o 12 zł za godzinę i wiek emerytalny. A oprócz tego, to obojętne czy PO czy PIS czy NIE

  • Jakby tak dobrze popatrzeć to wydaje mi się iż, poza przekonaniem iż pisowcy przejmą państwo dla siebie, dzieje się coś bardzo dziwnego na górze. PO bardzo łatwo oddało władzę. W zasadzie bez walki. PiS tą władzę przejął w zasadzie też bez walki. Ale przed PiS-em są 4 lata byle jakich rządów. Po pierwsze. PiS nie ma kadr. Gigantyczny sukces już zaczyna PiS dzielić na kawałki. Nie zapełnią tylu stanowisk fachowcami. Oskarżenia o partyjniactwo i kumoterstwo są tylko kwestią czasu. Po drugie. Polska musi dokonać GRUNTOWNEJ reformy NFZ-tu, górnictwa i szkolnictwa. To oznacza zadarcie z trzema najsilniejszymi związkami zawodowymi w kraju. I uwaga – PiS MUSI to zrobić!!!! Po trzecie. Rozdawnictwa nie będą uprawiać bo nie ma z czego. Nasz kraj jest zadłużony na 57 – 58% PKB. Przypominam iż przekroczenie 60% PKB oznacza drastyczne cięcia w sektorze publicznym – czyli emerytury, PKP. Policja, NFZ, górnictwo i co tam jeszcze zostało. Jeżeli do tego dołożymy podniesienie kwoty wolnej od podatku oraz cofnięcie reformy OFE (prawdopodobnie 4 litstopada zapadnie wyrok TK o niekonstytucyjności reformy antyOFE). Zbierając to wszystko do kupy okazuje się iż towarzysz Jarosław Kaczyński (bo przecież program PiS to nic innego jak program Gomułki) przejął władzę tylko po to aby ją niechybnie stracić i już nigdy nie odzyskać gdyż oferowany konserwatywny zamordyzm nie spodoba się nawet moherom, jeżeli do garnka nie będzie co włożyć. Tak odejdzie w przeszłość radiomaryjna władza. No chyba że towarzysz Jarosław wyprowadzi czołgi na ulicę co może się źle skończyć dla Jarosława.

Strona główna