Motto tygodnia: Módlcie się do Ojca i Syna, bo Trump dziś zaczyna.

Pierdolony to brzmi dumnie

numer 34/2016

Przed Sądem Okręgowym w Lublinie toczy się bezprecedensowy proces: znany były żużlowiec Jerzy Mordel pozwał znanego rapera Adama „Te-Trisa” Chrabina o ochronę dóbr osobistych. W tym procesie chodzi o granice wolności słowa, ale też o coś znacznie ważniejszego – o poczucie humoru.

1.

Najpierw była kariera żużlowa.

Urodzony w 1969 r., jeżdżący w Motorze Lublin Mordel w 1991 r. zdobył tytuł drużynowego wicemistrza Polski, w 1993 r. we Wrocławiu był drugi w zawodach o „Złoty Kask”, a w 1994 r. zajął drugie miejsce w rozegranym w Częstochowie finale drużynowego Pucharu Polski.

Po jednym ze zwycięskich turniejów Mordel udzielił wywiadu lokalnej telewizji. Red. Witold Miszczak pytał, czy zadowolony jest „nasz Jurek Mordel”, czy zadowoleni są „trener i koledzy w klubie”, czy zadowolona jest „żona w domu”. Na wszystkie pytania wyraźnie speszony żużlowiec odpowiadał skromnie: „tak” lub „raczej tak”.

Wywiad zrobił furorę na YouTubie – 30-sekundowy fragment obejrzało kilkaset tysięcy ludzi. W komentarzach niektórzy podśmiechiwali się z wyglądu Mordela (wąsy, dżinsy, skórzana kurtka), z jego nieporadnych odpowiedzi, z przaśnego protekcjonalizmu dziennikarza.

„To był mój pierwszy taki wywiad i poszedłem tam praktycznie bez żadnego przygotowania. Przyszedł do studia skromny chłopak, zabrakło pewności siebie i wyszło jak wyszło. Teraz z perspektywy czasu podchodzę do tego z humorem” – wspominał Mordel po latach.

Czyżby z humorem?

2.

Potem była płyta „Definitywnie” nagrana przez rapera „Te-Trisa”, a na niej utwór słowno-muzyczny „Jurek Mordel”. Jest to hip-hopowa piosenka pełna aluzji i odniesień do wyścigów na żużlu, typowych słów dla tego sportu, użytych jednak dwu-, a nawet wieloznacznie:

„speedway” – oznacza sport żużlowy, ale także stan po zażyciu speedu, czyli amfetaminy;

„pełny back to funk” – pełny bak motocykla oraz powrót do muzyki funkowej;

„się odkręca szczęścia wentyl, a rano będę znów jak dętka” (nie trzeba wyjaśniać);

„szprycha” – część koła, ale również zgrabna kobieta;

„cylinder” – część silnika motocykla oraz nakrycie głowy, w piosence w znaczeniu stracenia dla czegoś lub kogoś głowy: „sam cylinder został”;

„wydech” – układ wydechowy motocykla albo faza oddychania;

„victory lap dance” – dosłownie „taniec podczas rundy honorowej”, a rundę honorową wykonują m.in. żużlowcy.

I tak dalej.

Podmiot liryczny utworu wiedzie życie pełne uciech: pieniądze, kobiety, alkohol, narkotyki…

Jest też w piosence fragment wyraźnie inspirowany wywiadem Miszczaka z Mordelem:

„Lubię, jak w domu spoko i lubię, jak w klubie dobrze

Jak Jurek Mordel, jak jak Jurek Mordel

Znów czuję formę, nie czuję, że tu jak dureń krążę

Jak Jurek Mordel, jak jak Jurek Mordel

Choć zdarza się, że gubię wątek, gadam w sumie mądrze”.

3.

Oraz wers, można powiedzieć, kluczowy – nie dla piosenki, lecz dla rozprawy przed sądem: „Stać mnie, mam większy fejm niż pierdolony Jurek Mordel”.

4.

Po wydaniu płyty posypały się publikacje prasowe przypominające Mordela i jego karierę. Charakterystyczne tytuły: „Pracował w fabryce żuków. Robią o nim piosenki”; „Jerzy Mordel – gwiazda lubelskiego żużla. Teraz śpiewają o nim piosenki”. W artykułach było trochę kpin, ale przeważał podziw dla sportowych osiągnięć żużlowca i sympatia do niego.

Nie wiadomo zatem, dlaczego Mordel poczuł, że jego dobra osobiste doznały uszczerbku. Poczucie honoru najpewniej zwyciężyło nad poczuciem humoru. Żużlowiec nie zna albo zapomniał zdania przypisywanego Marilyn Monroe: „Nieważne, jak o tobie mówią, ważne, by mówili”…

5.

Pozwany przystąpił do obrony. Wypowiedział się autor słów o „pierdolonym Mordelu”, Jarosław Steciuk.

Najpierw przypomnienie wersu, który najbardziej obraził żużlowca: „Stać mnie, mam większy fejm niż pierdolony Jurek Mordel”.

I fragment z odpowiedzi na pozew: „Autor podkreśla, że może sobie pozwolić na bycie szczodrym w związku z popularnością, którą się cieszy. Przechwala się, że jego popularność przebija nawet sławę powoda – Jerzego Mordela. Wyraz »pierdolony« pojawia się tu jako partykuła wzmacniająca, nawiązująca do amerykańskiego »motherfucking«. Autor, z wykształcenia filolog angielski, specjalizacja amerykanistyka/językoznawstwo, wiedział co robi, owej partykuły używając. W przeciwieństwie do bycia obraźliwym, wyraz »pierdolony«, odpowiednio zaakcentowany, jest stosowany dzisiaj przez polską młodzież już nie tylko jako partykuła wzmacniająca, ale nawet komplement, podobnie jak wyrazy »pieprzony« i »jebany«, które wypierają w pewnych kręgach używany w tym kontekście do niedawna wyraz »skubany«. Warto zaznaczyć, że pozwany, używszy zwrotu »pieprzony Excel« w zwrotce pierwszej, opartego na podobnym mechanizmie, nie chciał obrazić rzeczonej aplikacji firmy Microsoft”.

6.

Reprezentujący rapera adwokat wnosi do sądu o dopuszczenie i przeprowadzenie dowodu z opinii Instytutu Badań Literackich PAN oraz o powołanie świadków – dziennikarzy muzycznych Andrzeja Cały i Hieronima Wrony.

Żużlowiec Mordel trwa przy swoim: domaga się usunięcia swojego nazwiska z utworu oraz zaprzestania jego rozpowszechniania.

Sąd stoi przed trudnym zadaniem. Zakneblować artystę „Te-Trisa” czy okazać trochę pierdolonego poczucia humoru.

Wasze komentarze (6)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • Słuchając polskiego rapu, mam wrażenie, że partykuły wzmacniające są jedyną jego treścią. Rap pewnie nie dla mnie, stary jestem, słuch już nie ten. To co wartościowe, zapewne, umyka mi pomiędzy partykułami wzmacniającymi.
    Jebany Te-Tris,. Pierdolony artysta. Pieprzony filolog. Znaczy…pochwaliłem człowieka.

    • Popieram. Pie’dolony je’any bez talentu żałosny Te -Tris. To partykuły wzmacniające. Chodzi o to że chwalę człowieka również.

  • Dopóki takie słownictwo jest w języku polskim wybitnie obrażliwe, dopóty nie wolno go stosować w przestrzeni publicznej. Tego wymaga kultura.Nie jestem pewna, czy moje poczucie humoru udżwignęłoby taki epitet.

  • 95% tzw he he tfu! gatunku muzyki zwanej RAPEM sprowadza sie do pewnego stwierdzenia ktore kiedys w mojej obecnosci padlo,cytuje:
    „gdyby niektorym zabronic uzywanie slowa”kurwa”-to musieliby sie porozumiewac na migi…”

  • może rzeczony „pierdolony” boi się homo-dekonspiracji?

  • Jeśli sąd uniewinni rapera to od tej pory każdy może publicznie używać tego słowa na p i dodając PREZYDENT MALINIAK /zapomniałem jak on się nazywa/albo PAPIEŻ albo ALLACH albo nawet ZIOBRO… I żaden policjant,prokurator,rodzic,nauczyciel nie może zastosować kary.
    Casus Mordela.

Strona główna