Motto tygodnia: Pies z kulawą nogą by tej sztuki nie pamiętał, gdyby "Klątwa" przez czarnych nie była przeklęta.

Pieprzyc konwenanse

Pieprzyć konwenanse

numer 26/2015

O muzyce i polityce „NIE” rozmawia z MICHAŁEM URBANIAKIEM, jazzmanem.

– Przyjechałeś po długim czasie, patrzysz na Polskę i co?

– Latem jest zima, dziewczyny mówią, że chujowe lato, a właśnie latem wybierają chuja. No, nierząd zastałem, na polityce się nie znam, wolę się nie znać, bo przypierdolę. Nie wiem, co to jest poprawność polityczna, nie chcę wiedzieć i chyba nigdy nie będę wiedział, natomiast stosunki międzyludzkie są różne. W muzyce i w biznesie na świecie jest totalne przemeblowanie.

– To znaczy?

– Opakowanie muzyki jest ważniejsze od muzyki, w wytwórniach jest bardzo mało ludzi od muzyki, najwięcej jest od biznesu. Moim zdaniem lepiej by wyszli na sprzedawaniu innych towarów. Muzykę muszą tworzyć i sprzedawać ludzie muzyki. Ludzi muzyki jest garstka, takich, którzy mają małe wytwórnie. Mnie zaczepiają ludzie na ulicy i mówią: „Panie Michale, nie możemy już radia słuchać, tam nic nie ma, odkryliśmy taką płytę, nagranie, a ja im mówię, że to 64 rok. Ludzie mają dość papki, słuchają prawdziwej muzyki, jazz, country, prawdziwego soulu, sięgają po winyle.

– Ożywiłeś się politycznie w internecie. Co Cię drażni, a co podnieca w Polsce?

– Od czasu do czasu emocje biorą górę… Przyjechałem po 25 latach, przed koncertem, z przyjacielem muzykiem mamy grać, a on mów: „Kurwa, ty wiesz co, za komuny to mi przynajmniej organy nosili”. Tutaj narzeka się na małe płace, narzeka się na gospodarkę. Mówi się, że Platforma Obywatelska jakikolwiek rząd czy nierząd przez 8 lat ich rządów był największy przyrost gospodarczy. Tak mówią statystyki. Pomimo tego, że Polacy to lenie, spokojnie, nie boję się tego powiedzieć.

– A za granicą potrafimy pracować?

– Jasne, oczywiście, ale dlaczego? Nie będzie wyższych płac, bo skąd. Jesteśmy państwem policji podatkowej, krajem papierów, formularzy, pokwitowań. Biznesmeni, a jest ich w Polsce wielu, mamy bardzo zdolnych biznesmenów, mają kule u nogi i w błocie działają. Ciągle się im na ręce patrzy. A Polacy zawsze kombinowali i będą kombinować, czy za Hitlera, komuny, czy jak będzie wojna. A łapanka, ściganie to też jest biznes. Sytuacja jest patowa, nie wiem, jaki może nastąpić przełom. Ostro mawiam czasami, ale półserio, sarkastycznie, że kurwa Franko, Hitler, Mussolini byli najlepszymi przywódcami, nawet Kaczor… Ale to wszystko jest prostackie. Gówno pomalowane lakierem złotym, opakowane ładnie i spryskane perfumami.

– Widzisz takie miejsce w Nowym Jorku, gdzie powinien stanąć pomnik ofiar katastrofy Smoleńskiej?

– Widzę, kurwa, w dziurze po WTC, której już nie ma.

– Jak sobie poradzi nowy prezydent?

– Mój kolega kiedyś tak powiedział: „Ten człowiek wygląda na tak nieśmiałego, że jak mu staje, to do środka”. Ale Andrzej Duda ma córkę… Był na poligonie Szydło z dziesięcioma przykazaniami na czole, no, tak go widzę. Nie wiem, jak to będzie, jeśli ktoś chce coś dobrego zrobić, ma jakieś plany, to radzę poczekać, niech dojdą do władzy, to będą już później udawać, że coś robią. Ale za chwilę spierdalać trzeba stąd i ostatni gasi światło.

– Jak widzisz Polskę w ruinie?

– Wszystko zachęca młodych ludzi, żeby spierdalać z tego kraju. Krytykuje się, że wyjeżdżają, emigrują. Kurwa, przecież każdy młody człowiek powinien poznać świat, języki. Żeby poznać świat, niech sobie wybierze życie. Jeśli tu będzie OK, to oni wrócą z pieniędzmi. Przecież ci co wyjechali, przysyłają tu kupę szmalu. To wcale nie jest takie złe dla Polski. Dobrze by tylko było, żeby nie było tutaj tego Ziobry i tych Kamińskich, żeby nie było Północnej Korei, bo tak się zapowiada.

– Jak oceniasz Pawła Kukiza? Widzisz dla niego miejsce w polityce czy może na Broadway z nim?

– Nie przepadam za taką muzyką i jest mi obojętny, uważam, że zrobił szkodę. Niepotrzebnie. Każdy znany trochę człowiek mógłby wyjść i powiedzieć: Jest źle, dosyć tego. Wszyscy by go posłuchali. Ja bym kurwa też dostał 10, 15 czy 20 proc.

– Afera taśmowa?

– A to, co pierdolą faceci po wódce, piwie czy winie w restauracji, to powinno być zakazane, no to powinna być kara śmierci kurwa prawie, żartuję, no powinno być karalne. Teraz wszędzie na spotkaniach ludzie wyjmują i’phona i mówią: Słuchaj mam do ciebie sprawę. To ja też wyjmuję, naciskam nagrywanie i mówię: Dobra, ja też nagrywam. Teraz tego nie zrobiłem.

– Romans z Palikotem zakończyłeś?

– Uważam, że ktokolwiek będzie dochodził do władzy powinien dać szanse używania oleju konopnego w celach zdrowotnych – moi przyjaciele przywieźli z Holandii do Polski dla babci i siedzą w więzieniu, ludzie bez nałogów, a ich syn jest przewodniczącym ruchu Wolne Konopie, więc się zemścili na nim. A Palikot, co on może, jeśli z każdej ambony, w każdym miejscu, w radiu, w domu ktoś dopierdala. Jeszcze autobus przyjedzie i na siłę zawiezie do wyborów. Jeśli ktokolwiek chciałby się dostać do władzy, to powinien zająć się problemami, sprawami jak in vitro, konopie, sposób życia, jeśli ktoś chce być pedałem, to kurwa niech będzie. Jeśli to fajny, mądry człowiek to zaproszę ich obydwu czy obie na kolację i zapomnę, co one czy oni robią w domu. Chuj im w dupę, nieważne po prostu.

– Jak Ci się mieszka w Stanach?

– Nikt cię nie opierdala, nie zwraca uwagi, zapomnisz majtek, to twoja sprawa, nie wytykają palcem. A, tu. Nagrywaliśmy „Mój rower”, w przerwie między zdjęciami wyszedłem zjeść, scena grana była w domu. No to kurwa ludzie na ulicy mnie obśmiewali, wytykali palcem. Wyszedłem z tego mieszkania 100 metrów do wozu z cateringiem w piżamie. Tyle, ile ja się nasłuchałem na ulicach, że luj, kurwa, wyszedł na ulice w piżamie.

– Tacy są Polacy?

– Z jednej strony trzeba to rozgrzeszyć: Polacy są miotani historią. Ja to bym im zakazał historii na jakiś czas. Jest dzisiaj i jutro. Budować, do przodu, a nie obciążenia, przyjeżdżają jeszcze do tego – nie jestem antysemitą – ale tylko Auschwitz. Jeśli ktokolwiek chce zrobić film i mieć nominacje do Oscara, mam pomysł na scenariusz tragicznego romansu w Auschwitz, który kończy się happy endem, że się spotkają na księżycu kurwa. Oscar już jest.

– Jak myślisz polska lewica skończy z Millerem?

– Myślę, że to Miller skończy z lewicą. Poznałem Leszka Millera, miałem przyjemność poznać paru polityków, bywałem na różnych imprezach, często to była mieszanka różnych opcji i zachowywali się tak, jakby do jednej bramki grali, ale ja się w to nie wtrącałem i nie wtrącam, bo się na tym nie znam. Poznałem Millera bardzo dawno temu, pierwszy przyjazd do Łodzi, gdy miałem propozycję, żeby być twarzą kampanii SLD, miałem grać koncert pod „siódemkami”.

– Wyszedłeś z tego z twarzą?

– Nie miałem czasu ja byłem na krótko, nie zdążyłem nawet zagrać. To zacni ludzie, wszystko OK, mają takie przekonania, jakie mają, i to jest OK. Lewicy nie ma co krytykować. Ogórek sam w sobie ma mało witamin, ale ładne warzywo, może być zdrowe, bo nie tuczy. Z całym szacunkiem, nie chcę się z nikogo śmiać, ale to po prostu nie był fortunny pomysł.

– Leczysz się w Polsce czy w Nowym Jorku?

– To jest inaczej, tutaj jest tak, że człowiek się przyzwyczaił do pewnych rzeczy, że można z lekarzem porozmawiać, że można było jakiś prezent przynieść, teraz nie można, bo to jest karalne. A to przecież wdzięczność za zajęcie się pacjentem! Ale już się to zmienia, niestety ta amerykanizacja staje się tutaj karykaturalna. W Stanach idziesz do lekarza, wszystko jest profesjonalnie, zawodowo. Mówi ci: rano białą tabletkę, po południu żółtą, wieczorem dwie czerwone. Jak się pan źle poczuje, proszę do sekretarki zadzwonić. Ale nie wiesz, co ci jest. W Polsce w latach 80. tak miałem, dzień w dzień grałem w tenisa na kortach betonowych, kolana miałem ponadwerężane. Więc przyjaciela przyjaciel, świetny lekarz, obejrzał mnie, zbadał całego. Powiedział: Kolana do operacji, nie ma grania na skrzypcach, koniec z tenisem. Ja tak spojrzałem na niego i pytam, ile płacę, a w myślach pomyślałem: fuck you. Żadnej operacji nie zrobiłem, z niczym nie skończyłem, jeden magiczny trik zrobiłem, schudłem 30 kilo. Szczerze mówiąc gdybym miał mieć poważną operację, to sądzę, że zrobiłbym to w Stanach. Tym bardziej, że miałem w Polsce zabieg na rękę i tydzień przed zabiegiem przyszedłem do kliniki, poznałem jednego anestezjologa, trzy dni przed operacją drugiego, a na operacje przyszedł trzeci. Pomylił mi ręce i zaaplikował mi wenflon nie w tę rękę, co trzeba. To była prywatna klinika.

– Wróćmy do muzyki. Grasz głównie z czarnymi. Dlaczego?

– Jestem honorowym czarnym. Wiem, co to jest prawdziwy jazz. To co występuje w Polsce i Europie nie jest jazzem. Młodzi muzycy już się tego uczą, już to wiedzą. Dlaczego? Bo w końcu hip-hop ich wykształcił. Byłem jednym z muzyków na świecie, który w hip-hopie odnalazł jazz. Jazz, muzyka jest jak sex. Europejski jazz przypomina zdanie: „Pewnej nocy pani na dole, pan na górze i ona go klepie po plecach i mówi, stary zrób coś bo nic się nie dzieje”. Czyli coś jest i nic nie ma. Szkoły jazzu nie nauczą, nie się go nauczyć. A w większości czarnych czy Latynosów jest jazz. Poza tym, jak rusza się dupsko, to jest jazz.

– Jakie wyzwania przed Tobą?

– Muzyczne?

– Polityczne? Urbaniak na prezydenta?

– Nie, nie, nie, nie…

(Podchodzi kelner i pyta czy ma zabrać talerz z resztką zimnego rosołu, na co Urbaniak odpowiada, że nie, bo on lubi chłodnik).

27 stycznia 1995 roku po raz pierwszy w historii wyszedł raper na scenę w Filharmonii. To był Solid z NY. Na pierwszej próbie wszyscy chodziliśmy trochę bokiem, ja się wstydziłem, ja zdradziłem klasyczną muzykę, a filharmonia zawsze to muzyka poważna i kameralna. To tak się czułem, jakby piękna pani właśnie wyszła z burdelu i wszyscy o tym wiedzą i musi pójść na bal i czuć się damą. Też tak się czułem. Raper tak się przejął, że przed koncertem spalił białą koszulę żelazkiem, nigdy chyba wcześniej nie miał białej koszuli. Przyjąłem ostatnio telefon od szefa Filharmonii Narodowej w Warszawie, czy bym takiego projektu filharmonicznego nie zrobił, poza tym filharmonia jedzie do Stanów, ja tam dużo jestem, grywam, a moim marzeniem jest zagrać Barackowi Obamie, w związku z tym się dogadaliśmy. Dyrygować będzie Jerzy Maksymiuk. Koncert będzie 30 października w Warszawie, będzie wszystko, co trzeba, moim zdaniem będzie super, będzie nowy model.

– Gdzie najlepiej Ci się tworzy? Miejsce ma znaczenie?

– Ma znaczenie i to bardzo duże. Nie ma lepiej i gorzej. W Stanach muzyka pulsuje bardziej, jakby muzyka chodziła ludziom po głowie, oni nie wiedzą, że swingują. Taki elegancik z teczką w bucikach idzie dość drogich, bo tak wypada. Jak oni idą, to nie wiedzą, jak mówią w tym języku też nie mają pojęcia, że w tym jest rytm. Przyjeżdżam do Polski, gdzieś się odzywają te wierzby płaczące, smutasy jakieś przechodzą. Stąd taki marazm. Szczerze, jak Boga kocham, przy dłuższym pobycie np. w Niemczech normalnie, w nocy jak coś przychodzi mi do głowy lecę do komputera i notuję, czasami zdarza się tak, że kładę się, a czasem myślę, że to chwilka, a to już jedenasta godzina w południe, a o dwunastej2 spotkanie i to tak cały czas jest. Uważam się za podróżnika zmęczonego podróżami, podróżnika, który kocha podróże. Moje mieszkanie wygląda jak pokój hotelowy.

– Jesteś Polakiem?

– Obywatelem świata, zawsze to powiem. Nigdy nie powiem, że jestem Polakiem.

Rozmawiały MARTA MIECIŃSKA i JOANNA PIETRZAK

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona główna