Motto tygodnia: Módlcie się do Ojca i Syna, bo Trump dziś zaczyna.

człowiek ksero

Człowiek ksero

numer 7/2016

Jak zżyna dziennikarz niepokorny.

Przysłowie mówi: „Lepiej dzieciom dać niż od dzieci brać”. Wie o tym Wojciech Sumliński, niepokorny dziennikarz TVP i „Gazety Polskiej”, zwany „polskim królem plagiatu”. Oto człowiek, który daje swoim dzieciom wszystko, co ma najlepszego. Dosłownie.

Przez lata tropił agentów i skorumpowanych polityków. Przyczynił się do rozkładu Wojskowych Służb Informacyjnych. Bezskutecznie poszukiwał „prawdziwego zabójcy” księdza. Popiełuszki. Przegrał proces z jego kierowcą. Ale wszystko, co robił przez lata, nie zasługiwało na nominację do nagrody miesięcznika „Press”. Fortuna kołem się toczy – jednego dnia tropisz, innego sam jesteś tropiony.

Miesiąc temu dziennikarz „Newsweeka” przeczytał wydaną przed rokiem książkę Sumlińskiego „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” tak uważnie, że wyłapał ponad 20 fragmentów „przeklejonych” z literatury anglojęzycznej – m.in. z powieści Alistaire’a MacLeana i Raymonda Chandlera.

Niepokorny autor odpowiedział długim listem do redakcji, który, streszczony w jednym zdaniu, niesie następujące przesłanie: jak się dużo czyta i jest się jak brzytwa, to nie ma nic złego w ubogacaniu swojego dzieła słowami literackich klasyków, gdy opisuje się wydarzenia autentyczne. „Jeżeli ktoś przeczytał wiele książek, często jedną i tę samą po wielokroć, to siłą rzeczy przyswaja pewne frazy. Celowo i śladowo nawiązałem do klimatu czy stylu klasyków, na których się wychowywałem, jak MacLean czy Chandler” – dowodził Sumliński. Tygodnik Lisa jednak ze swoimi skłonnościami do „manipulacji, tak niestety charakterystycznymi dla tego środowiska” – jak napisał Sumliński – i drążył dalej. I tak do szlachetnego grona splagiatowanych przy okazji opisywania perypetii prezydenta Komorowskiego autorów Chandlera i MacLeana dołączyli John Steinbeck, Mitch Albom, Anthony de Mello, Stieg Larsson, a nawet Paolo Coelho. Dociekliwi znaleźli w demaskatorskiej publikacji również liczne dialogi z filmów, m.in. „JFK” Olivera Stone’a.

Wydawałoby się, że wstyd, jakiego powinien doznać człowiek, któremu publicznie udowodni się, że przepisywał Coelho, porównywalny jest jedynie ze spontanicznym „wszystkiego najgorszego, szefie!”, wypowiedzianym podczas świątecznego uścisku z pryncypałem na służbowym jajeczku. U niezłomnego śledczego

granica żenady

przesunęła się jednak tak bardzo, że praktycznie obrała kurs na inną galaktykę. Okazało się, że

Wojciech Sumliński wprowadził czerpanie z cudzej własności intelektualnej na nowy, nieznany metapoziom. Splagiatował do potęgi trzeciej: znanego autora, ale również siebie – w dodatku jako własna córka.

„Wspomnienie drugie. Mam siedem lat. Jestem z Tobą, mamą i rodzeństwem na plaży w Darłówku nad morzem, gdzie jeździmy co roku. Leżę na brzuchu na gorącym piasku, obserwuję przepływające w oddali rybackie kutry, słońce piecze mnie w plecy. Ty nad brzegiem morza bawisz się z moimi siostrami, Kasią i Zosią. Wraz z nimi gonisz uciekające fale i sam uciekasz, gdy wracają. W pewnym momencie odwracasz się i patrzysz na mnie, a Twój uśmiech mówi: »jesteś moją córką i kocham cię«. Tato, tak wiele dobrych rzeczy przemija, i znika na zawsze. Dziękuję Ci za ten pamiętnik, bo dzięki niemu wiem, że nic, co jest dla mnie ważne, już nie zniknie bezpowrotnie”.

To fragment pracy, która zdobyła wyróżnienie w pierwszej okręgowej edycji konkursu literackiego dla dzieci „List do Ojca. List do Taty”, organizowanego pod koniec 2013 r. przez Komisję Rodziny i Polityki Społecznej Senatu RP.

„Na konkurs napłynęło 270 prac uczniów V-VI klas z 28 szkół podstawowych. Najwyżej oceniony został list sygnowany godłem »Anulka« ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Białej Podlaskiej” – czytamy na stronie „Tygodnika Podlaskiego”, który zdecydował się przedrukować wzruszające wyznanie „Anulki”. Główna nagroda ufundowana przez senatora Grzegorza Biereckiego wynosiła całe 500 zł. „Anulką” okazała się 7-letnia Anna Sumlińska, córka wyklętego redaktora, „jedna z najmłodszych uczestniczek konkursu”.

„Wspomnienie. Mam siedem lat. Jesteśmy z rodzicami na plaży w Darłówku. Leżę na brzuchu na gorącym piasku, obserwuję przepływające w oddali rybackie kutry, słońce piecze mnie w plecy. Moja dwunastoletnia, dziś już nieżyjąca siostra Ania nad samym brzegiem morza bawi się z naszym psem Kamą. Wraz z nią goni uciekające falę i sama ucieka, gdy wracają. Kama głośno szczeka i macha ogonem. W pewnym momencie Ania odwraca się i patrzy na mnie, a jej uśmiech mówi: »jesteś moim bratem i kocham cię«. Tak wiele dobrych rzeczy ginie. Odchodzi bez słowa protestu, najwyżej cichy szept pozostaje tam, gdzie kiedyś istniało coś namacalnego”.

Brzmi znajomo? Ten fragment znajdziemy na str. 117 i 118 „Niebezpiecznych związków Bronisława Komorowskiego”, oprawa miękka, wydawnictwo WojciechSumliński Reporter. Można przypuszczać, że rodzina Sumlińskich po prostu lubi jeździć na wakacje do Darłówka. Nie można jednak o to podejrzewać Nathaniela – bohatera powieści kanadyjskiego autora Michaela O’Briena, wydanej w Polsce pod tytułem „Dziennik zarazy” (Znak, 2008, oprawa miękka).

„Wspomnienie. Mam sześć lat, leżę na mieniącej się miką, srebrzystej plaży nad potokiem. Mam na sobie tylko kąpielówki, słońce piecze mnie w plecy”. (str.15)

»Jesteś moim tatą i kocham cię« – mówi jej uśmiech. (str. 15)

„W dzisiejszych czasach tak wiele dobrych rzeczy ginie, odchodzi bez słowa protestu, najwyżej cichy szept pozostaje tam, gdzie kiedyś istniało coś namacalnego”. (str. 148)

Niewątpliwie – styl to człowiek. Pytanie, kto z kogo zerżnął. Na początku zdaje się

był chaos.

Po nim nastał O’Brien, następnie małoletnia laureatka wyróżnienia, a na końcu łańcucha inspiracji – Bronisław Komorowski w „Niebezpiecznych związkach”. Najwyraźniej natchniony tata w ferworze przepisywania cudzych myśli zapomniał, że raz już użył (to znaczy „Anulka” użyła – nie wątpimy wszak, że 7-letnia dziewczynka może prezentować życiowe refleksje na poziomie katolickiego autora z Kanady, zwłaszcza jeśli, tak jak tatuś, dużo czyta) rzeczonych fragmentów.

Generalnie krzepi fakt, że przynajmniej w prawicowych publicystach duch nie ginie i – w odróżnieniu od lwiej części narodu, byczącego się po pracy przed telewizorami – zgłębiają oni język światowego kina i literatury. Niektórzy jednak na biernej znajomości języka powinni poprzestać, zamiast pisać adresowane do siebie listy na konkurs dla uczniów szkół podstawowych, podpierając się trzeciorzędną literaturą (co akurat było posunięciem dość sprytnym – użycie przez „Anulkę” cytatów z Nabokova lub Prousta groziłoby szybszą demaskacją).

Przeglądarka Google na zapytanie „jak zostać pisarzem – warsztaty”, oferuje 407 tys. wyników. Jeśli red. Sumliński będzie pisał kolejną książkę, polecamy sprawdzić co najmniej kilka pierwszych.

Z satysfakcją odnotowuję, że na długiej liście inspiracji, przywołanych przez tygodnik Lisa („Newsweek” rzeczywiście pastwił się nad plagiatorem dosyć długo), nie znalazły się rozbudowane, filozoficzne refleksje kanadyjskiego autora. A szkoda, bo dowiedzielibyśmy się, że: „Umysł jest mozaiką, (…) Myśli, sekrety i wspomnienia, (…) by przekopać się przez stertę spraw bieżących w poszukiwaniu pojedynczego, ukrytego skarbu. Większość skarbów przemija. Rozmyślam o wielu wyjątkowych osobach, które kiedyś były w mojej rodzinie, moim miasteczku (…). Nigdy już nie zobaczymy tak wielu równie wartościowych ludzi”.

Ten cytowany powyżej to oryginał. Ale spokojnie, umysł red. Sumlińskiego również jest mozaiką – prozy poetyckiej, scenariuszy filmowych i kryminałów: „Umysł jest mozaiką (…) myśli, sekrety, wspomnienia, (…) przekopania się przez sterty spraw bieżących w poszukiwaniu pojedynczego, ukrytego skarbu. Większość skarbów przemija, (…) Pomyślałem o wielu wyjątkowych osobach, które kiedyś były w mojej rodzinie, w moim mieście. Nigdy już nie zobaczę tak wielu wspaniałych, bliskich mi ludzi”.

Na koniec jeszcze słowo o Darłówku – „jest małym miasteczkiem, ale kiedy zaczynamy się rozglądać za kimś, nie mając pojęcia, gdzie się znajduje i kiedy ten ktoś wędruje tu i ówdzie jednocześnie z nami, nawet najmniejsze miasteczko może się stać kłopotliwie rozległe. Najszybciej jak mogłem to uczynić, nie zwracając na siebie uwagi, przemierzyłem wszystkie uliczki miasteczka i nie znalazłem śladu człowieka, którego szukałem. (…) Spacerując po Darłówku byłem już dosyć bliski cichej desperacji i nie baczyłem na głos wewnętrzny mówiący mi, że pewnie coś źle usłyszałem, a jeszcze bardziej trapił mnie fakt, że musiałem prowadzić poszukiwania, nie zdradzając najmniejszego pośpiechu. Zacząłem obchodzić sklepy i kawiarnie, chociaż nie spodziewałem się tam znaleźć człowieka, którego szukałem. Nie mogłem jednak sobie pozwolić na przeoczenie żadnej możliwości”.

A to już MacLean, źródła poszukajcie sami.

Wasze komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona główna