Motto tygodnia: Co się dzieje w Sejmie? Rozum tego nie obejmie.

balcerowicz

Balcerowicz z betonu

numer 47/2015

Jak guru polskiego liberalizmu utopił kilkadziesiąt milionów złotych w porosyjskim forcie, który chciał przerobić na amerykańską twierdzę Fort Knox.

W centrum Warszawy naprzeciwko Rotundy u zbiegu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich od ponad pięciu lat licznik długu publicznego postawiony przez Leszka Balcerowicza co sekundę wybija lawinowo rosnące zadłużenie Polski. Do setek miliardów złotych doliczyć należy kilkadziesiąt milionów, które zostały utopione przez poronione pomysły byłego szefa banku centralnego.

W 2002 r. NBP kupił za niecałe 16 mln zł od Agencji Mienia Wojskowego położoną niedaleko Warszawy Twierdzę Zegrze. Potężny kompleks wojskowy wybudowany przez Rosjan pod koniec XIX w. przez ponad 100 lat był obiektem militarnym wykorzystywanym głównie jako ośrodek szkoleniowy oficerów wojsk łączności. Za komuny ulokowano tu m.in. stanowisko dowodzenia dla Sztabu Generalnego na wypadek wojny. Wybudowano schron przeciwatomowy. Do czasów współczesnych zachowały się zabytkowe fortyfikacje i elementy wyposażenia m.in. XIX-wieczne drzwi i okiennice pancerne. Fort uważany jest za unikatowe dzieło inżynierii wojskowej i architektury fortecznej. Teren objęto ochroną konserwatorską, co oznacza, że prace remontowe należy uzgadniać z konserwatorem zabytków.

Ponieważ dotychczasowy skarbiec NBP przy Świętokrzyskiej w Warszawie miał być rzekomo przestarzały i zbyt mały, ówczesny prezes Banku Balcerowicz wymyślił, że przerobi twierdzę na obraz i podobieństwo amerykańskiego Fort Knox. Oczami wyobraźni widział kolumny opancerzonych ciężarówek wypełnione pieniędzmi i sztabkami złota, które, eskortowane przez uzbrojonych w karabiny maszynowe i wyrzutnie rakietowe ochroniarzy, gnały do warownej fortecy Zegrze – nowego Skarbca Centralnego NBP! Miały być w nim przechowywane zapasy gotówki przeznaczone do zasilania banków komercyjnych oraz rezerwy złota (ponad 100 ton), które są magazynowane za granicą.

Dlaczego Balcerowicz chciał zbudować skarbiec na takim odludziu, a nie np. rozbudować ten przy Świętokrzyskiej? „Żeby zapewnić bezpieczeństwo transportów pieniędzy, inwestycja musi znajdować się poza obrębem miejskim i poza terenem o intensywnej zabudowie” – mówiła Małgorzata Radomska z NBP. Ufortyfikowana i rozległa prawie 30-hektarowa działka w Zegrzu spełniała te wymogi, a usytuowanie obok drogi krajowej zapewniało dobre połączenie komunikacyjne.

Wizja szybko została przelana na papier. Autorzy koncepcji zagospodarowania terenu pod skarbiec – Cezary Głuszek i Piotr Molski, architekci z Politechniki Warszawskiej – poszli po bandzie! Monstrualny skarbiec o powierzchni ponad 20 tys. mkw. i trzech kondygnacjach (w tym jednej podziemnej) miał stanąć w miejscu po wyburzeniu części zabytkowego fortu. Obok skarbca planowano wybudować lotnisko dla rządowych śmigłowców. Przeciwko planom Balcerowicza zaprotestowało Towarzystwo Przyjaciół Fortyfikacji, którego przedstawiciele twierdzili, że koncepcja zabudowy terenu fortu jest barbarzyństwem. „To jest najmniejsze zło dla dobra całego obiektu. Dzieje się dużo gorszych rzeczy” – ripostował Piotr Molski. Dewastację fortu zaakceptował konserwator zabytków. Twierdził, że oparł się na opiniach rzeczoznawców ministra kultury – Cezarego Głuszka i Piotra Molskiego. Rzeczywiście, obaj panowie byli w tym czasie rzeczoznawcami, ale w sprawie Zegrza występowali jako osoby prywatne, autorzy projektu NBP opracowanego na zamówienie inwestora.

Bankowcy chcieli uspokoić protestujących, zapewniając, że cześć zabytkowych fortyfikacji zostanie odbudowana i udostępniona społeczeństwu. Tyle tylko że teren skarbca miał być pilnie strzeżony, a cześć inwestycji utajona, więc nie byłoby czego zwiedzać. Planom wyburzenia zabytku przyklasnął Sylwester Sokolnicki, burmistrz Serocka, na terenie którego znajdują się fortyfikacje. Stwierdził, że fort i tak zniszczałby, bo nikt inny by się nim nie zajął.

W 2006 r. NBP dysponował kompletną dokumentacją projektową i pozwoleniem na budowę. Zakładano, że wybudowanie skarbca pochłonie ok. 250 mln zł, a będzie gotowy pod koniec 2008 r. Okazało się jednak, że bankowcy nie doszacowali koszty inwestycji. Żadna firma nie chciała się podjąć skomplikowanej budowy za tak śmiesznie małe pieniądze. Dwa konsorcja firm, które przystąpiły do przetargu, zaproponowały ceny 470 i 568 mln zł. Ponieważ było to stanowczo za drogo nawet dla NBP, przetarg unieważniono.

Na początku 2007 r. skończyła się kadencja Balcerowicza na stołku prezesa NBP. Nowy prezes banku centralnego Sławomir Skrzypek puknął się w głowę, widząc bizantyńskie zapędy poprzednika. Przeanalizował dokumentację, policzył koszty i uznał, że inwestycja jest nieopłacalna i bezsensowna. Stary skarbiec przy Świętokrzyskiej wyremontował, a niedoszły postbalcerowiczowski Fort Knox postanowił upłynnić. W listopadzie 2009 r. wystawił na sprzedaż Twierdzę Zegrze za cenę wywoławczą 28,5 mln zł. Dlaczego aż tyle, skoro kosztowała niecałe 16 mln zł? Prezes Skrzypek chciał odzyskać zainwestowane w nieruchomość pieniądze, za które wykonano m.in. wycinkę drzew (2,5 mln zł) dokumentację projektową (6,2 mln zł), i przyłącze energetyczne (3,8 mln zł).

Zainteresowani na składanie ofert mieli czas do stycznia 2010 r. W styczniu okazało się, że nikt nie złożył oferty kupna. 3 miesiące później prezes Skrzypek zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Szefem NBP został Marek Belka, który przejął trefną spuściznę. Od tego czasu prezes Belka 5-okrotnie wystawiał twierdzę na sprzedaż. Nie było chętnych pomimo obniżenia ceny do 14 (w 2013 r.) i 7 mln zł (w 2014). W październiku 2015 r. szef NBP poddał się. Postanowił pozbyć się twierdzy za umowną złotówkę. Ogłosił „rokowania w sprawie sprzedaży”. Chętni na nieruchomość, w skład której wchodzi kilkadziesiąt budynków, m.in. schronów, kaponier, potern, wartowni, prochowni, tradytorów, koszar, studni, a nawet łaźnia, mogą składać oferty do końca listopada. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, prezes Belka jest zdeterminowany. Nie dość że NBP wywalił w błoto prawie 30 mln zł na kupno twierdzy i przygotowanie inwestycji, to musi wydawać na jej bieżące utrzymanie. Co roku jest to kilka milionów złotych.

Gdyby policzyć wszystkie wydatki, to marzenia Balcerowicza o skarbcu kosztowały podatników nawet 100 mln zł. I pewnie jeszcze urosną. Nikt nie weźmie nawet za darmo twierdzy w którą trzeba zainwestować setki milionów złotych bez gwarancji zysku.

 

Wasze komentarze (3)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • Te pieniądze powinien oddać głupek ekonomiczny jak nazwał tego Pana europejski mąż stanu Prezydent Czech!

  • A lotnisko w Radomiu juz kosztowalo 200 mln . I pracuje tam 140 osób . Wszyscy pukali sie w głowe ale prezydent Radomia przeforsował ten pomysł . Obsluzyli w porywach kilkanascie samolotów. Misia ogladaliscie ?

Strona główna