Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Tani jak Chrystus

numer 20/2015

7 maja o 11.00 udało się nam kupić na licytacji komorniczej we wsi Kosin w gminie Drezdenko Jezusa.

Na ziemi, tej ziemi, trudniącej się głównie umacnianiem bratniej przyjaźni między narodem polskim a bułgarskim oraz wyciąganiem dotacji z UE za uprawę rzepaku, od 2002 r. przy drodze wojewódzkiej nr 174 stał Ośrodek Turystyki i Rekreacji Jeździeckiej. Zbudowany za grube miliony posiadał więcej koni niż fiat 126p: stępem, kłusem, galopem i cwałem można było zabawiać się na 35 rumakach, kilku kucach, a nawet koniku pony. W sezonie letnim cała baza noclegowa – licząca 90 miejsc w hotelu, 80 w domkach campingowych i 18 w wagonach mieszkalnych – zapełniona była przez żądnych podziwiania piękna Puszczy Noteckiej emerytów i rodziny z dziećmi, a także łasych przypadkowego seksu oralnego i napitków studentów.

Interes szedł jak marzenie, dlatego co roku inwestowano w nowe atrakcje: fontannę, karuzelę, kino, a nawet bar z Dzikiego Zachodu. Do czasu, aż pewnego słonecznego dnia 2012 r. wszystko się zesrało.

Ośrodek pod szyldem spółki z o. o. – „Warsdom” należał do pana Merskiego Janusza oraz Małgorzaty. Pan Merski profesorem jest i zarazem rektorem założonej przez się warszawskiej Wyższej Uczelni „Almamer” – kształcącej specjalistów od zarządzania turystyką, hotelarstwem i rekreacją miedzy innymi.  Pani doktor Merska jest córką rektora i pracuje na uczelni, jako wykładowca.

Model biznesowy owego ośrodka jeździeckiego – prowadzonego przez prawdziwych fachowców polegał na tym, że studenci zobowiązani byli do odbywania w nim praktyk połączonych z wypoczynkiem. Wypoczynek był płatny. Praktyka musiała skończyć się zaliczeniem wpisanym w indeksie.  Ponieważ „Almamer” szczyci się, iż kształci jednorazowo 6 tysoęcy studentów wydaje się, że bankructwo było niemożliwe. A jednak wszystko jest możliwe. Spółka pozostawiła po sobie ponad 2 miliony długów.

Zatelefonowaliśmy do Pan rektora profesora Merskiego, aby się doinformować, jak on – specjalista od zarzadzania turystyk – mógł doprowadzić taką firmę do ruiny. Pan profesor stwierdził, że personel kradł.

Tak czy owak biznes się zwinął, a na wierzytelności firmy wszedł Przemysław Gągało, komornik przy Sądzie Rejonowym w Gorzowie Wielkopolskim. Pan Gągało, jako wybitny fachowiec w swojej dziedzinie, spieniężyć starał się niemal wszystko: od stadninowych krzeseł, luster i stołów, po 8-osobową bryczkę. Szło mu tak dobrze, że wystawić na licytację postanowił również znajdującą się w pobliżu… kapliczkę z Chrystusem Frasobliwym.

Uznał, że – cytujemy – „ruchomość nie jest zabytkiem, przedmiotem kultu i jest własnością spółki z o.o.”. Figurkę Jezusa z kapliczki – wobec planów uratowania jej przez właścicieli – zabrał i trzymał pod kluczem w kancelarii. Cenę wywoławczą Jezusa oszacował na 450 zł, a potem ogłosił w internecie, że rzecz jest do nabycia.

Red. Jaruga ostatni raz widział taką okazję, gdy w 1997 r. na terenie supermarketu Géant zakupił od młodego Cygana oryginalne perfumy Hugo Bossa za 25 proc. sklepowej wartości. A red. Marszał, gdy matka kolegi postanowiła obciągnąć mu w zamian za pomoc synowi w lekcjach geografii. Czym prędzej wsiedliśmy więc w auto i pośpieszyliśmy we wskazane w obwieszczeniu komorniczym miejsce.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Powtarzam tu wpis aby go nie przeoczono –
    Jaja sobie robicie? A może czas na przewietrzenie składu Redakcji – sprzedano mi dwa razy ten sam towar. W dwóch kolejnych numerach NIE pod różnymi tytułami, ten sam materiał Cieślaka o profesorze Żuku z Wrocławia. Jak Redakcja ma zamiar to zrekompensować czytelnikom ???