Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Autor
Michał Marszał

Szydło kosi lipę

numer 7/2017

Użalają się nad premier, użalają się nad kierowcą seicento. Stanem ciężko rannego drzewa nie zainteresował się nikt.

W XX w. najpopularniejszym środkiem transportu do Oświęcimia był pociąg. W szczytowym okresie jeździły tam codziennie koleją dziesiątki tysięcy podróżnych i zdecydowana większość bezpiecznie docierała do celu. Komu to przeszkadzało?

Czasy niepolskich obozów koncentracyjnych minęły jednak bezpowrotnie. O tym, że przeżyli Oświęcim, możemy usłyszeć od coraz mniejszej liczby osób. Do grona cudownie ocalałych dołączają na szczęście nowi, tacy jak Beata Szydło i jej goryl, dla których źle skończyło się jeżdżenie po Oświęcimiu niemieckim pojazdem opancerzonym.

Winny wypadku mógł być szofer premier Szydło, mógł też 21-letni kierowca seicento – wyjaśni to wymiar sprawiedliwości pod uczciwym zarządem ministra Ziobry. Jedno jest natomiast pewne – całkowicie niewinne było w tej sytuacji drzewo, które robiło to, co zwykle robią drzewa, czyli sobie, kurwa, stało.

Na miejsce wypadku nie wezwano śmigłowcem chirurga drzew, a wybitnych specjalistów jest w Polsce kilkunastu. Żaden z pracowników ratusza odpowiedzialnych za miejską zieleń nawet lipy porządnie nie zerżnął. Stoi podziurawiona na poboczu i jest smutnym przykładem pierwszej nad Wisłą lipy płaczącej. Jedynym drewnem, jakie starano się ratować feralnego piątku, była premier Szydło, od której sztywniej przemawiać potrafi tylko Waldemar Pawlak.

Nie jest winą oświęcimskiej lipy, że została uwikłana w sprawy polityczne. Jako człowiek szczególnej empatii postanowiłem pośpieszyć z pomocą rozjechanemu przez premierzycę drzewku. Wsiadłem w pierwszy pociąg i udałem się na miejsce zdarzenia u zbiegu oświęcimskich ulic Orzeszkowej i Powstańców Śląskich. Widok był opłakany. W korze drzewa znajduje się dziura o średnicy 40 cm.

Wbite są w nie plastikowe elementy limuzyny. Teren wokół lipy przesiąknięty jest paliwem, olejem i obsypany sorbentem. A co w tym wszystkim wesołe – na jezdni ciągnie się długa podwójnie ciągła linia, której propagandyści z TVPiS zapomnieli omyłkowo pokazać w „Wiadomościach”.

O drzewach wiem tylko tyle, że przypominają duże brokuły na patyku. Na początku chciałem zafundować chorej lipie nawóz. Trudno było jednak pod drzewem zdjąć portki i oddać kał, tym bardziej, że zima i dużo gapiów. Liczące ok. 20 m wysokości drzewo i tak miało już pecha – zainstalowała się na nim jemioła, roślina pasożytnicza. 13 naliczonych przeze mnie konarów było w dobrym stanie, jednak nie wiadomo, jak dzwon z 3-tonowym audi mógł wpłynąć na kondycję pnia. Postanowiłem więc skontaktować się z najwybitniejszymi w Polsce specjalistami, aby ustalić, jak biednemu i porzuconemu drzewu pomóc.

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • „jeżdżenie po Oświęcimiu niemieckim pojazdem opancerzonym” – dobre

  • Gdyby w Bielsku uruchomili produkcję tych seicento i zorganizowali kilka dywizji pancernych, składających się z tych gówienek, to mogliby roznieść w pył armię NATO

  • Jeśli wierzba nie wyjdzie z tego cało, już nawet nie pomyślę, żeby oddać głos na tych zbrodniarzy.

  • Najważniejsza jest prawda: w Berlinie to szwedzka ciężarówka (SCANIA) wjechała w ludzi na rynku bożonarodzeniowym, w Smoleńsku ruski samolot (Tupolew) spadł na ziemię zabijając prawie setkę ludzi, a w Oświęcimiu, gdzie są niemieckie obozy śmierci, to niemieckie auto (Audi) wrąbało się w drzewo, unikając zderzenia z włoskim Seicento. Polska była tylko p. Szydło.