Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Sześć stóp pod murawą

numer 41/2015

Zbrodnicze bramki i zabójcze piłki.

Świecie. Gminne boisko z dużymi, solidnie przymocowanymi bramkami, na którym zwykły stać też mniejsze bramki dla młodszych dzieci, czasem wykorzystywane na lekcjach WF. Nie związane z podłożem, łatwe do przewrócenia. Wystarczy się oprzeć albo mocniej uderzyć piłką.

4 lata temu taka bramka spadła na Błażeja Hinza. Rozdzierający ból. Głowa we krwi. Pogotowie.

– Proszę się uspokoić. Będzie dobrze, chyba nie doszło do urazów mózgu – uspakajał lekarz matkę, Małgorzatę Hinz.

Błażej miał szczęście. Po umyciu głowy z krwi okazało się, że czaszka jest cała. Były tylko rany w okolicach ust i uszkodzone ścięgna twarzy. Mimo zacerowania chłopak do końca życia nie będzie mógł szeroko otworzyć ust u dentysty.

– Zróbcie coś, zanim zdarzy się tragedia. Bramki są niebezpieczne dla dzieci – zażądała od gminy Małgorzata Hinz. Wszyscy wiedzą, że właśnie gmina jest właścicielem boiska.

– Do nas należy murawa, bieżnia i dwie na stałe umocowane bramki – usłyszała. – Nie wiemy, kto przyniósł dodatkowe.

Po czterech latach, 15 maja 2015 r. w piątek po osiemnastej na to samo boisko pobiegło dwóch małych Hinzów. Oprócz Błażeja najmłodszy syn, 11-letni Igor. Zdążył powiedzieć matce, że będzie mieć świadectwo z paskiem i może stypendium. Bo średnia wychodzi ponad 5,2.

– Przyjeżdżaj mamo, on leży nieruchomo, z nosa cieknie krew – zadzwonił do Małgorzaty Hinz starszy syn.

Było tak jak przed laty. Chłopak na środku boiska. Głowa we krwi. Pogotowie.

– Spadła na niego bramka. Mniejsza – komentowali gapie.

– Odwróciłem się na chwilę. Inaczej na pewno bym to żelastwo złapał – łkał Błażej.

Igor umierał.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.