Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Stryczek elektryczek

numer 22/2016

Róbcie zapasy prądu na lato.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) – państwowy monopolista w zakresie przesyłu energii elektrycznej – straszą brakiem prądu w 2020 r. W opublikowanym kilka dni temu raporcie PSE wskazują na rosnący popyt, który może być zaspokojony wyłącznie poprzez terminową realizację rozpoczętych inwestycji i nowe moce, których na razie nie widać. Raport przewiduje 2 scenariusze, obydwa czarne.

Prądu w 2020 r. na pewno zabraknie, jest tylko rozbieżność w kwestii tego, czy w systemie będzie brakowało 3, czy 5 gigawatów.

A to dopiero początek energetycznej zapaści. Według raportu, w zależności od scenariusza, w 2035 r. będzie brakowało 23 lub 30 GW mocy.

Stare elektrownie, głównie węglowe, kończą żywot. Kilka nowych powstaje, np. nowe bloki w Kozienicach czy w Opolu. Ale więcej zostanie wyłączonych niż oddanych nowych. Na dodatek proces ten źle się układa w czasie. Szybciej będziemy tracili źródła prądu niż będziemy je pozyskiwać. A może być jeszcze gorzej, jeśli np. nastąpią opóźnienia w stosunku do zaplanowanych terminów oddania do użytku konkretnych inwestycji. W zasadzie należałoby założyć, że nastąpią, bo nie ma chyba w Polsce przykładu budowy na taką skalę skończonej i oddanej do użytku zgodnie z planem.

Innym źródłem kłopotów energetyki jest susza. Bloki energetyczne trzeba chłodzić. Wymaga to ogromnej masy wody. W zeszłym roku niedobory wody groziły wyłączeniem kilku największych elektrowni. Cudem się udało, ale kolejne następujące po sobie lata są najcieplejszymi w historii (od czasu, gdy ludzkość notuje temperatury), a sytuacja hydrologiczna Polski stale się pogarsza, może być więc tylko gorzej. Warto też pamiętać, że im cieplej, tym więcej włączamy klimatyzatorów. Dlatego największy problem energetyka miała latem zeszłego roku; otarliśmy się o katastrofę energetyczną.

Wbrew raportowi PSE przyczyn należy szukać nie tylko w niedostatku mocy wytwórczych i ocieplającym się klimacie. Inną równie ważną przyczyną jest niedorozwój, przestarzałość i notowany od sześciu lat regres rozbudowy sieci przesyłowych najwyższych napięć, mierzony systematycznym niewykonywaniem zadań inwestycyjnych w zakresie budowy nowych linii, modernizacji istniejących oraz prowadzenia prac eksploatacyjno-remontowych. Energię można kupić za granicą, ale jeśli nie będziemy posiadać linii przesyłowych, aby ją dostarczyć do miejsca przeznaczenia, prawdopodobieństwo katastrofy rośnie skokowo.

Skutki widoczne z poziomu przeciętnego obywatela będą następujące.

Po pierwsze prąd podrożeje i to zapewne znacząco. Po drugie mogą nastąpić zakłócenia w jego dostawach, szczególnie latem, przy bardzo wysokich temperaturach. Po trzecie może nastąpić blackout. To długotrwała awaria systemu energetycznego na dużym obszarze, charakteryzująca się całkowitym brakiem prądu.

Wyobraźni brakuje, aby przewidzieć skutki takiej katastrofy. Niedziałające szpitale, systemy łączności, część komunikacji, zakłócone dostawy żywności do miast, niedziałający system bankowy etc. God save the Duda!

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • W ciemno grodzie ciemność widze

  • Czyli od 2020 nie płacimy na media narodowe z rachunkiem za energię. Pozostanie nam kaganiec oświaty i ogarek.

  • Przecież sprzedajemy prąd do Austrii…? Co to za zmyłka. Poza tym nie ma żadnego globalnego ocieplenia. To mega ściema. Wystarczy poczytać The greate warming swindle…

  • To tak jak w dowcipach o komunizmie. Najwięcej prądu zużywają kopalnie, które trzeba dotować żeby kopały węgiel z którego wytwarzamy prąd który zużywają kopalnie. Podobnie z wodą kopalnie powodują obniżenie poziomu wód gruntowych. Czyli mamy paradox, czym więcej prądu wyprodukujemy tym więcej go potrzeba i więcej wydajemy na dotacje.