Motto tygodnia: Nie pozwolą sprawiedliwi i prawi – Duda Falenty nie ułaskawi.

SOR-y, sorry

numer 15/2019

Śląskie sposoby na śmierć w szpitalu.

W drugiej połowie marca śląski NFZ i wojewoda śląski wydają komunikaty o rozpoczęciu kontroli w szpitalach w Sosnowcu, Bytomiu, Dąbrowie Górniczej oraz Zawierciu. Wkrótce okazuje się, że kontrole należałoby rozszerzyć, gdyż z prasą kontaktuje się rodzina 35-letniego Marcina.

19 marca karetka pogotowia przywozi go na izbę przyjęć szpitala w Wodzisławiu Śląskim. Lekarzowi skarży się na ból w klatce piersiowej.

Wykonane zostaje badanie stanu zdrowia pacjenta. Potem kroplówka i czekanie. Po dziesięciu godzinach Marcin trafia do karetki. Ta jedzie z nim do innego szpitala – w Rydułtowach.

Marcin nie opuszcza karetki. Dwóch lekarzy dyżurnych oznajmia, że szpital jest pełniusieńki. Wszystkie łóżka zajęte. Już po śmierci mężczyzny dyrekcja szpitala wszczyna wewnętrzne postępowanie. Okazuje się, że były wolne łóżka.

Karetka z pacjentem jedzie do kolejnej miejscowości. Po blisko dwunastu godzinach od alarmu wszczętego przez lekarza rodzinnego Marcin zostaje wreszcie przyjęty do szpitala w Raciborzu. 3 godziny później umiera. Przyczyną śmierci jest zawał serca.

Sosnowiecki Szpital Miejski szkalować ma rodzina ponad osiemdziesięcioletniego pacjenta. Starszy pan cierpi na Alzheimera. Bywa nadpobudliwy i agresywny. Do szpitala kieruje go lekarz, by ustalono tam rodzaj i dawkę leków na obniżenie agresji.

Oddział jest zamykany na klucz. Pacjent nie może więc uciec. Snuje się po korytarzu i myli łóżka. Wkrótce po jego przyjęciu zapada decyzja o przywiązaniu go pasami do łóżka.

W szpitalu codziennie odwiedza go córka. Przynosi mu obiady. Skarży się pielęgniarkom, że tata ciągle leży w moczu. Na co słyszy odpowiedź, że pan Władysław bardzo często sika.

Podczas jednego z posiłków córka czuje niepokojący zapach. Podnosi kołdrę i widzi, że coś nie tak jest z nogami pana Władysława. Leżą jedna na drugiej i wyglądają jakby były sklejone. Podnosi jedną z nich. Pacjent wyje z bólu.

Pani Jolanta widzi coś białego. To piszczele. Przywiązywanemu do łóżka pacjentowi robiły się coraz głębsze odleżyny. Aż wreszcie ciało odpadło i na wierzch wyszły kości.

Pan Władysław na własnych nogach przychodzi do szpitala. Pod koniec pobytu jest nieprzytomny. Pacjenta w ciężkim stanie ordynator postanawia wypisać.

Pani Jolanta ma tylko kilkadziesiąt godzin, żeby znaleźć miejsce w hospicjum. Znajduje je w Olkuszu. Szpital jest tak łaskawy, że udostępnia jej karetkę do przewozu taty. Do granicy miasta sanitarka wiezie jej tatę bezpłatnie. Za odcinek od granicy Sosnowca do olkuskiego hospicjum szpital wystawia rachunek – 150 zł. Pan Władysław umiera 23 lutego. Co w swym oświadczeniu podkreśla szpital – poza jego terenem.

 

Całość na łamach

 

 

 

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Jakże na tym tle uspokajająco wygląda historia abp Głódzia któremu zaszkodziły actimelki a który bez problemu został uleczony w klinice rządowej . Musi takze cieszyć fakt osobistego dostarczenia panu Kaczyńskiemu szczudeł przez dyrektora szpitala. Oba te przykłady świadczą o wysokim poziomie opieki medycznej w Polsce której nie mogą podważyć incydentalne przypadki z artykułu.

  • Eh polsko ty tepa wszawa krwo kiedy ty wreszcie zdechniesz i będziemy mogli wszyscy mówić po niemiecku, kształcić, leczyć się jak ludzie

  • Wycięty woreczek żółciowy,a oni diagnozują kamień,w woreczku..woreczka nie ma ! * pewien przypadek,inna część Polski.