Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Sojusz rosyjsko-polski

numer 11/2015

Polska mniejszość na Litwie (230 tysięcy ludzi, 7 procent mieszkańców) ma 4 podstawowe żądania. Chodzi o zwrot ziemi dawnym posiadaczom, polską pisownię nazwisk, polskie tabliczki z nazwami ulic. I wypracowanie kompromisu szkolnego. W 2011 r. przy okazji reformy szkolnictwa ujednolicono egzamin z litewskiego. Na nadrobienie różnic programowych uczniowie polskich szkół dostali tylko 2 lata.

– Od 25 lat staramy się to wymóc na Litwinach. I nic. Ani kroku do przodu. A Republika Wileńska nam to wszystko da – słyszę w Solecznikach.

– Nie mamy nic wspólnego z Republiką Wileńską, podobnie jak z Republiką Doniecką i Ługańską. To dzieci Putina – tak brzmią oficjalne wypowiedzi przedstawicieli Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.

Rzecz w tym, że w litewskim parlamencie i na litewskiej ulicy mało kto w to wierzy.

***

Przymierze rusko-polskie ma ostrze antylitewskie i długą tradycję nie tylko dlatego, że mniejszości zwykle trzymają się razem, bo mają podobne problemy.

Choć Warszawa łatwiej oswoiłaby się z wiedzą o defloracji Najświętszej Panienki niż ze wiadomością o zrusyfikowaniu rodaków, z badań estońskiego uniwersytetu w Tartau wynika, że tylko co drugi wileński Polak mówi w domu po polsku. 23 procent po rosyjsku. Tylko 12 procent czyta polskie gazety. Większość rosyjskie, bo są nowocześnie redagowane.

Przeciętny Polak słyszał o Wileńszczyźnie, bo mieszkają tam Polacy. W Warszawie panuje przekonanie, że miejscowym najbardziej zależy na Bogu, tradycyjnych wartościach i polskiej kulturze. Że nowo narodzony dostaje imię Jan, zaś nowo narodzona Anna. W stosownym wieku stają przed ołtarzem, a potem Bóg błogosławi ich związek Piotrusiem.

To złudzenie. Młodym wystarcza przysięga w urzędzie, śluby konkordatowe są rzadkością. Przed Bogiem mówi „tak” co czwarta para, a rozwodzi się co druga. Wśród nowo narodzonych królują Gabije, Sylwie, Mileny, Adriany, Lukrecje. Wśród chłopców Daniele, Damiany, Dominikasy, Ratmiry.

Podwileńskie gminy należą do najbiedniejszych i najbardziej zacofanych gospodarczo. Nie sposób za to winić geografii; Soleczniki leżą tylko 44 km od Wilna, Mejszagoła 27 km. Jednak nie ma tutaj żadnych inwestycji zagranicznych, średnie wynagrodzenie jest najniższe w kraju, podobnie emerytury, brakuje wykwalifikowanej kadry technicznej, ludzie nie chcą uczestniczyć w życiu społecznym i kulturalnym.

Jeśli nawet profil Republiki Wileńskiej założył zielony ludzik Putina, w tych stronach budzi sympatię. Bo tutejsi – podobnie jak Rosjanie – uważają, że dobry Litwin to martwy Litwin.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.