Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Śniadanie u Caritasa

numer 17/2017

Niekiedy u księdza dyrektora tyrała cała armia skazańców. Dwunastu przy sianokosach, inni przy wyrobie altan, które trafiały później do sprzedaży przez Obi, Castoramę albo Leroy Merlin. Pozostali budowali kościoły, strzygli trawniki, karmili zwierzęta, zajmowali się tym, co im zlecono. Caritas to przedsiębiorstwo pełną gębą.

Myczkowice to pełna uroku mała miejscowość w Bieszczadach nad Soliną. Znajduje się tam Ośrodek Wypoczynkowo-Rehabilitacyjny Caritas Diecezji Rzeszowskiej. Od 1994 r. jego dyrektorem jest ks. Bogdan Janik.

Ks. Janik podkreśla, że ośrodek powstał po to, by służyć potrzebującym. I służy, lecz nie tylko. Obiekty hotelowe mieszczą płacących 360 gości.

Caritas ma tutaj stadninę. A w niej konie nie tylko do hipoterapii, lecz również rasowe wierzchowce do jazdy pod wierzch. Za karnet na 10 jazd trzeba zapłacić 400 zł.

Ośrodek Caritas w Myczkowicach ma własne zoo oraz park miniatur sakralnych, oficjalnie zwany Centrum Kultury Ekumenicznej. Bilety wstępu, umożliwiają oglądanie pomniejszonych kościołów i cerkwi. Jest jeszcze Ogród Biblijny. Wstęp jest bezpłatny, ale trzeba płacić za przewodnika – 20 zł od grupy.

Resztę forsy możemy zostawić w kawiarni „U świętego Franciszka”, w barze „Smaczne jadło u Gospy”, a po wcześniejszym uzgodnieniu wynająć „Grill chatę”. Serce rośnie.

Wojtek (prawdziwe imię brzmi inaczej) jest stuprocentowym abstynentem, ale brał udział w terapii. Sławek (to imię również zostało zmienione) z kolei pił za czterech. Obaj uczestniczyli w programie terapeutycznym mającym wzbudzić w nich wstręt do alkoholu. Po ukończonej terapii Wojtek nadal nie pije, a Sławek chleje jak chlał. Popijał zresztą w trakcie terapii odwykowej – mimo że w więzieniu dostępu do alkoholu być nie powinno. Czy to możliwe? Jak najbardziej.

Zaczęło się od rozmowy z psychologiem w areszcie. Obaj odsiadywali wyroki w areszcie tymczasowym, a nie w więzieniu. W Polsce to częste zjawisko, więzienia są bowiem przepełnione. Zarówno Wojtek, jak i Sławek dostali propozycję pracy. Ten luksus jest niedostępny dla więźniów z długimi wyrokami. Jeśli odmówią pracy, wówczas także uczestniczą w terapii odwykowej, ale w ośrodku zamkniętym. Ci, którzy godzą się pracować, resztę wyroku odbywają w tzw. ośrodku półotwartym.

Wojtek miał do odsiadki 22 miesiące. Mówił, że nie pije alkoholu, na co usłyszał, że jeśli zgodzi się na udział w terapii, wyjdzie na zwolnienie warunkowe po odsiedzeniu roku i miesiąca. Każdy by się zgodził, nie tylko on. Trafił do tej samej grupy, w której już był alkoholik Sławek. Pojechali do Uherc.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.