Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Śmieszne słowo Szydło

numer 25/2016

Górnicy poszli protestować przed biuro poselskie pani premier w Brzeszczach, gdzie wyrosła. Pocałowali klamkę.

Wtorek, trzynastego. 13 czerwca 2016 r. przed biurem poselskim premier Beaty Szydło w Brzeszczach demonstrowali właśnie górnicy wyobrażeni na rysunku kilkuletniej Zosi. Hajerzy z kopalni Makoszowy w Zabrzu przyjechali do Brzeszcz pod Oświęcimiem, ponieważ to tutaj Szydło była szefową domu kultury…

a następnie burmistrzem, zanim została posłanką, a potem premierem. Zjawili się, gdyż ich kopalnia tonie. A oni obwiniają o to rząd.

Przyjechali w niewielkiej liczbie. Było ich zaledwie kilkudziesięciu. To dlatego, że do pikiety nawoływała „Solidarność” i ona jako główny organizator wyznaczyła termin protestu, przygotowała transport, a w ostatniej chwili się wycofała. Przed biuro pani premier przybyła więc reprezentacja Związku Zawodowego Górników.

– Usłyszeliśmy, że ciągle jeszcze trwają negocjacje. Jutro przyjeżdża na rozmowy wiceminister Tobiszowski. Dlatego „Solidarność” proponowała odłożyć pikietę o tydzień. Ale nastroje załogi są takie, że nie mogliśmy odwołać protestu – mówił Andrzej Chwiluk, przewodniczący komisji zakładowej ZZG.

Protestujący nikogo na miejscu nie zastali. Cały biurowiec, w którym znajduje się biuro poselskie pani premier, został zamknięty na głucho. Nie mieli jak i komu wręczyć petycji, którą ze sobą przywieźli. Oplakatowali więc nią drzwi budynku.

Z petycji: „Załoga KWK Makoszowy w 2015 r. porozumiała się z rządem – zobowiązaliśmy się do przeprowadzenia restrukturyzacji kopalni i zgodziliśmy się na częściowe zwolnienia. Strona rządowa obiecała znalezienie inwestora oraz umożliwienie dalszego działania zrestrukturyzowanego zakładu. Wywiązaliśmy się z naszych zobowiązań. Teraz chcemy, aby kopalnia dająca zatrudnienie 1400 ludziom mogła normalnie pracować.

Obecnie, mimo zainwestowanych w KWK Makoszowy 60 milionów państwowych pieniędzy, rząd nie dopuszcza kopalni do rynku zbytu węgla. Ta sytuacja trwa od długiego czasu, co powoduje, że zrestrukturyzowany i potencjalnie rentowny zakład przynosi ogromne straty”.

W swojej petycji górnicy skarżyli się również na „niepokojącą bierność” Spółki Restrukturyzacji Kopalń, do której dziś należą Makoszowy. Ale to nie powinno dziwić. SRK nigdy nie zajmowała się wydobyciem węgla ani jego sprzedażą. Spółkę tę powołano przed laty, aby dbała o majątek zamkniętych już kopalń i sprzedawała nieczynne hale fabryczne i biurowce.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.