Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Smerfy i nimfetka

numer 1/2016

Seks z nieletnią i mordobicie na komendzie policji.

Zaczęło się 6 lat temu od telewizyjnego reportażu w „Ekspresie Reporterów”. Dramat trwa do dziś. Objął wszystkich bohaterów sercowych zrazu zdarzeń. Policyjna klika uszła cało.

Ania

Stoi oparta o drzewo, wysokie obcasy, obcisła bluzeczka, noga filuternie opiera się o pień. Widać, że jest szczęśliwa. „Misiu, kocham cię” – napisała w lewym rogu zdjęcia. „Kocham cię całym moim serduszkiem” – czytamy z drugiej strony fotki. Takich zdjęć jest dużo. Ania K. mówi jasno, że bardzo go kochała. Bardzo wierzyła, że zostawi żonę i będzie tylko z nią. Poczekają, aż ona skończy 18 lat, wezmą ślub, ona urodzi mu ich własne dzieci i będą żyli długo i szczęśliwie…

Pierwszy raz zobaczyła go w kwietniu. Chyba nawet był w mundurze. Wspaniały, odważny. W czerwcu wraz z żoną i dwójką małych dzieciaków wprowadził się. Teraz będą sąsiadami, on na dole, ona na górze. Jak w wierszu.

– Wpadał czasami do rodziców – mówiła psychologowi. – Zawsze żartował, ze śmiechem mówił do mnie „żona”.

W lipcu spotkali się potajemnie po raz pierwszy.

– Mówiliśmy o życiu – mówi biegłemu.

Na którymś ze spotkań doszło do zbliżenia. W samochodzie. Potem kochali się regularnie, gdy tylko nie było jej rodziców albo jego żony. Może w sumie z 50 razy.

– Nikomu nic nie podpadło – zapewnia lekarza.

Ale coraz częściej się kłócili. Bo on nie dotrzymywał obietnicy, że zostawi żonę. Mówił, że jeszcze nie teraz, bo mu szkoda dzieci. A przecież obiecywał. Poza tym ciągle kłócił się z jej rodzicami – o drogę, o to, że u nich gra głośna muzyka, że pies uwiązany pod ich oknem całe noce szczeka.

Rozstawali się kilka razy. Cierpiała, nie chciała żyć. Wpadała w szał, on więc wracał, ale to już nie było to samo. Wreszcie wezwał w nocy kolegów z komendy, bo u nich grała głośno muzyka i pies ujadał jak szalony. Rodzice dostali mandat. Mama bardzo się zdenerwowała i następnego dnia poszły na komendę, żeby to jakoś odkręcić. I wtedy komendant kazał jej opowiedzieć policjantce, co córkę łączy z tym policjantem. I wszystko wyszło na jaw. „Kontakty seksualne z nieletnią” – zapisano w notatce służbowej. Marcin W. został aresztowany.

Marcin

W Nowym Mieście Lubawskim większość mieszkańców wiedziała, że na komendzie policji dzieje się źle. Funkcjonariusze poniżali i bili zatrzymanych. Bywało, że bardzo dotkliwie. Dziennikarz z „Ekspresu Reporterów” kilka lat chodził koło tematu, ale nikt nie chciał gadać. Wszelkie skargi na policjantów były odrzucane, prokuratorzy umarzali postępowania, kryjąc w ten sposób własne nadużycia, bo niejednokrotnie przesłuchiwali skatowanych podejrzanych. Aż wreszcie dziennikarz trafił na młodego policjanta, ambitnego, pomocnego, takiego, który nie bawił się w przemoc i… naiwnego. Marcin W. był idealny do rozbicia tego policyjnego układu.

Niby rozmawiali o samochodzie, on tylko zagaił o tej sytuacji. Funkcjonariusz przyznał, że na komendzie jest źle, że uczciwi policjanci boją się o pracę, dlatego nic nie mówią, że dowódcy są poukładani, że są nietykalni. Nie wiedział, że jest nagrywany ukrytą kamerą. Potem spotkał się z dziennikarzem jeszcze raz, pozwolił się nagrać, bo dziennikarz zapewniał, że nagranie dostanie tylko komendant główny. Przysięgał, że nie wykorzysta tego inaczej, a chodzi mu tylko o skończenie z tym gównem na komendzie. Policjant opowiedział o biciu, o tym jak policjanci w ramach pracy musieli budować dom przełożonemu i o wielu innych rzeczach. Pojechał też do prokuratury i złożył stosowne zeznania.

Niedługo potem dziennikarz zadzwonił do niego i powiedział, żeby wieczorem oglądał reportaż. Mówił, że się nie zgadza, ale usłyszał tylko, że nie ma nic do powiedzenia. Wieczorem usłyszał w telewizji sam siebie. Lawina ruszyła.

Następnego dnia Marcina W. potrącił policyjny radiowóz. Jechał nim policjant, o którym Marcin W. mówił w nagraniu, że bije najbardziej. Prokuratura w Nowym Mieście Lubawskim umorzyła postępowanie. Przecież nie zginął…

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.