Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Smakosze gronkowca

numer 34/2017

Ostateczne rozwiązanie kwestii więziennej.

Na razie jednak Rafał J. żyje, a nawet chodzi. Dzięki temu, że jeszcze rusza nogami, w Areszcie Śledczym w Mysłowicach powierzono mu odpowiedzialną funkcję kalifaktora. Kalifaktor to gość, który w więzieniu roznosi posiłki. Toteż pan Rafał, powłócząc jeszcze działającymi nogami, pcha wózek z żarciem. Do misek skazańców nakłada kartofle i kaszę, następnie polewa je sosem. Pochylając się nad kotłem z zupą, nabiera chochlą zupę. Czasami coś z niego skapnie do kotła.

Pan Rafał nie powinien nigdzie wybierać się z tego świata. Ukończył dopiero 26 wiosen i do niedawna był zdrowy jak ryba. Ale od sześciu lat przebywa w tzw. warunkach izolacyjnych, czyli pozostaje pod 24-godzinną opieką państwa. 2 lata temu pod tą troskliwą opieką wyskoczył mu na plecach pryszcz.

Pan Rafał pryszcza nie widział, ale czuł. Swędziało jak jasna cholera. Poszedł do lekarza. Pójść do lekarza w

warunkach izolacji

oznacza zapisać się, czekać na określony dzień i kolejkę. Jeśli lekarz nie zapije albo sam nie zachoruje, wreszcie pacjenta przyjmie. I lekarz przyjął pana Rafała, obejrzał swędzące od kilku dni miejsce.

– I po co pan tu przylazł? – opierniczył młodzieńca. – Z ukąszeniem komara? A idź mi pan stąd i nie zawracaj gitary.

Pan Rafał nie słyszał o komarach, po których ukąszeniu piecze i swędzi całymi tygodniami. Ale on studiów medycznych nie skończył. Skulił się grzecznie, przeprosił, że taką bzdurą zajmował cenny lekarski czas i wrócił do celi.

Z pryszcza zrobił się wrzód. Nieleczony, po jakimś czasie pękł. Z pękniętego wrzodu zaczęła płynąć ropa. Minęło wiele miesięcy, aż wreszcie lekarz pobrał wymaz. Wymaz zbadano i znaleziono w nim bakterie gronkowca złocistego. Szczep, który usadowił się na plecach pana Rafała, był medycylinooporny. Czyli cholernie złośliwy, trudny w leczeniu, stanowiący zagrożenie dla życia i typowy dla sal operacyjnych w szpitalach, a nie aresztów czy więzień. W jaki sposób trafił on na plecy więźnia, który sali operacyjnej na oczy nigdy nie widział, tego nikt nie potrafi powiedzieć.

Oddziały szpitalne, w których zagnieździ się szczep gronkowca medycylinoopornego, zamyka się do momentu uporania z bakterią. Areszt śledczy stanowi

jednostkę zamkniętą

z założenia, może więc dlatego przyjęto tam inną strategię. Pan Rafał dostał opakowanie tabletek, które kazano mu zażywać przez kolejne 3 dni. Na opakowaniu napisane było: „Biseptol”. Równie dobrze mógł dostać herbatkę ziołową.

Od pojawienia się pryszcza minęły 2 lata. Nieleczony gronkowiec ma się coraz lepiej, a pan Rafał ma się coraz gorzej. Na jego ciele pojawiły się kolejne wrzody. Kilka z nich znalazło się na głowie. Z każdego cieknie ropa.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.