Motto tygodnia: Polacy pierdolą harówkę i zaczynają majówkę.

– Możecie wejść – szepnął consigliere, a stojący obok niego lekarz kiwnął przyzwalająco głową.

W sypialni panował półmrok. Było tak cicho, że gdyby rodzina oszczędziła życie jakiejś muchy, byłoby słychać jej bzyczenie.

– Don Iaro – niepewnie powiedział Mateo, próbując dostrzec twarz ojca chrzestnego.

Beatrice bez słowa uklękła przy łóżku, by z szacunkiem ucałować bladą dłoń wystającą spod pościeli.

– Usiądź, córko – rozkazał don Iaro głosem chrapliwym i urywanym.

Usiedli oboje na stojących przy łóżku krzesłach. Dopiero wtedy Mateo ujrzał białą jak papier twarz ojca chrzestnego. Miał przymknięte oczy, zapadnięte policzki i zlane potem czoło.

– Don Iaro – powtórzył Mateo. – Ja…

– Umieram – przerwał mu najpotężniejszy człowiek w kraju, teraz bezbronny i skurczony pod całunem pościeli.

– Na kolano? – niemądrze zapytała Beatrice, zanim ugryzła się w język.

– Tak, na kolano… – Don Iaro chciał się roześmiać, ale tylko słabo zakaszlał. – Jesteś dobrą córką, mimo że czasem brakuje ci rozumu. Zostawmy to… Mateo, teraz ty staniesz na czele rodziny. Wszystkie sprawy przekaże ci consigliere. Zresztą wiesz, co musisz zrobić.

Ojciec chrzestny przerwał, a na jego twarzy malował się wysiłek nie do zniesienia. Beatrice otarła mu czoło jedwabną chustą.

– Wojna trwa – ciągnął don Iaro. – Rodzina Schettino jest osłabiona, ale zachowała jeszcze wpływy. Skończ z tym, synu. Don Gregorio musi zapłacić najwyższą cenę.

– Zapłaci – wyszeptał Mateo. – Przysięgam…

– Donna Caterina też musi zapłacić. Ona i jej rodzina.

– Zapłaci.

– Uważaj na zaprzyjaźnione rodziny Siobro i Govino, niech nigdy nie zobaczą w tobie słabości, bo wtedy…

A jednak jakaś mucha ocalała: bzyczała teraz pod sufitem.

Mateo odczekał minutę, po czym niepewnie zapytał Beatrice: – Umarł?

Z łóżka odpowiedziało mu kaszlnięcie, które miało być śmiechem: – Nie, jeszcze nie. Zachowaj cierpliwość, już nie długo.

– Ja nie… – Mateo próbował się tłumaczyć, lecz poniechał tego.

– Interesy raz idą lepiej, a raz gorzej – mówił don Iaro. – Interesy są ważne, ale najważniejsza jest rodzina.

– Rodzina cinquecento plus – palnęła Beatrice.

Ojciec chrzestny zakaszlał znacząco.

– Podejdź, Mateo – powiedział.

Mateo pochylił się i wsłuchał w szept chorego.

– Oszczędź ją. Nie jest za mądra, ale ma dobre serce i robi całkiem niezłą pastę alla siciliana – powiedział cicho don Iaro, a głośniej dodał: – Idźcie już, dzieci. Beatrice i Mateo. Don Mateo.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.