Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

Mariusz Kamiński, szef wszystkich szefów służb specjalnych, siedział przy biurku i dłońmi obejmował głowę. Miał taką minę jak ciężarna suślica, czyli samica susła w okularach. W jego niepozornym ciele krył się jednak hartowany duch komisarza ludowego.

Gdy usłyszał pukanie do drzwi, wstał, poprawił krawat i najsilniejszym głosem, na jaki było go stać, zawołał: – Wprowadzić!

Weszło dwóch agentów, między nimi Kacper Kamiński i protokolantka. Kamiński junior był skuty kajdankami, a liczne sińce i otarcia na jego twarzy świadczyły o tym, że przeszedł już wstępne przesłuchanie.

Ojciec spojrzał synowi w oczy, żachnął się jak gdyby chciał powiedzieć coś czułego i przepraszającego, zamiast tego jednak poprawił okulary i zawołał: – Rozkuć!

Gdy agenci wykonali rozkaz, posadzili młodego Kamińskiego na krześle i zajęli miejsca obok niego. Protokolantka bezszelestnie usiadła nieco dalej – przy stoliku z cyfrową maszyną do stenografowania.

Po niezbędnych formalnościach, takich jak podanie imienia, nazwiska, daty urodzenia, miejsc zamieszkania i zatrudnienia, Kamiński junior utkwił wzrok w podłodze i czekał na właściwe przesłuchanie.

– Czy podejrzany ma konieczne kwalifikacje, aby pracować na funkcji doradcy w Banku Światowym? – zapytał Kamiński senior.

– Nie mam.

– Jak to się zatem stało, że podejrzany został zatrudniony na tej funkcji?

– Glapa, chciałem powiedzieć Glapiński Adam, zaproponował mi tę pracę.

– Dlaczego?

Kacper Kamiński chciał wzruszyć ramionami, ale zaraz przywołał się do porządku i odparł: – Z powodu korupcji.

– Kto był skorumpowany? Nazwiska!

– Wszyscy w Narodowym Banku Polskim i Komisji Nadzoru Finansowego. Glapiński Adam, Chrzanowski Marek, Sokal Zdzisław, Pachucki Marek, Diakonow Andrzej… Urzędnicy wszystkich szczebli, sekretarki, ochroniarze… Wszyscy…

– Czy podejrzany też był skorumpowany?

– Też.

– W jaki sposób?

– To wszystko zaczęło się… – powiedział Kacper Kamiński i mówił przez następne dwie godziny. Mariusz Kamiński słuchał, protokolantka protokołowała, a dwaj agenci przysypiali.

***

Pół godziny później Kamiński senior wysiadł z limuzyny i ciężkim krokiem wszedł po schodkach do centrali partii. W drzwiach czekał na niego prezes. Objął go jak ojciec syna, którego nie miał i nigdy miał nie będzie, szepcząc do ucha: – Nie musiałeś…

– Musiałem – również szeptem odpowiedział Mariusz Kamiński, uwalniając się z uścisku prezesa.

– Przyznał się?

– Nie ma takich, którzy by się nie przyznali.

A potem obaj – niewysocy, zgarbieni, samotni, lecz pełni ideałów mężczyźni – poszli długim korytarzem wiodącym do gabinetu prezesa.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • kakoj kraj, takoje jewo dzierżyńskie, jagody, jeżowy, berie i inne ścierwa

  • Przecietny mlody czlowiek po studiach dostaje zazwyczaj prace na kasie w Biedronce; szczytem marzen jest jakakolwiek posada urzednicza za marne pieniadze… Ale dzieci Pisiorow musza zaczynac jako dyrechtory w wielgachnych panstowoych instytucjach. Przeca majom kwalifikacje i im sie nalezy! Glosujcie, barany, na PiS!

  • Przecietny mlody czlowiek po studiach dostaje zazwyczaj prace na kasie w Biedronce; szczytem marzen jest jakakolwiek posada urzednicza za marne pieniadze… Ale dzieci Pisiorow musza zaczynac jako dyrechtory w wielgachnych panstowoych instytucjach. Przeca majom kwalifikacje i im sie nalezy! Glosujcie, barany, na PiS!

  • A w Polsce Ludowej wszyscy mieli, stosownie do wykształcenia, pracę bez żadnych znajomości. Bezrobotnych i bezdomnych nie było. Może było biedniej, ale w miarę wszystkim równo. A i życie było tańsze. W latach 50 – tych ub. wieku za dwukilogramowy razowy bochenek chleba płaciłem 5 złotych. Dzisiaj rano kupiłem razowy chleb o wadze 60 dekagramów za ponad 4 złote, a więc za 2 kg byłoby to około 16 zł. Cena chleba wzrosła więc, w porównaniu z PRL ponad 300 %. A zarobki ?

  • Tworza nam sie nowe „elyty” jak po rewolucji u ruskich. Brocha juz im przepowiedziala, ze im sie nalezy, a oni uwierzyli w przepowiednie. Teraz konsekwentnie ida po swoje, prowadzeni za reke wdziecznych prezesowi rodzicow. Kazdy profesor moze byc cieciem, ale nie kazdy ciec profesorem. Pisuary chca za wszelka cene udowodnic, ze powinno byc odwrotnie,