Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

– Moja ogłaszać święto ludu. – Wódz owinął się perkalem i zadzwonił koralikami. – Zjeść duża świń, wypić mnóstwo zacier.

Plemię wzniosło ramiona ku bogom, ściskając w brudnych rękach kamienne toporki, drewniane dzidy i wypreparowane łby dzikich zwierząt. Zawołało: – Święto ludu! Święto ludu! Święto ludu!

Jeden tylko szaman nie wołał. Przykucnął z dala od ogniska, rozrzucił kości wrogów, kości, z których potrafił czytać przyszłość.

– Kiedy świętować? – zapytał cicho. Jego głos nie utonął w ciżbie, lecz zabrzmiał nadspodziewanie głośno. I złowrogo.

Plemię ucichło. Błyszczące oczy wojowników, kobiet i dzieci zdawały się przewiercać szamana na wylot.

– Kiedy jeść duża świń? – Szaman zadał kolejne pytanie. – Kiedy pić mnóstwo zacier?

Wódz chrząknął. Niepewnie odpowiedział: – Jedenastego wschodu po pełni, jedenastego księżyca, dwa tysiące osiemnaście pełnych wędrówek słońca po narodzinach świat. Jak zwykle.

– Jedenastego wschodu po pełni… – Szaman pogardliwie wydął wargi przebite tygrysim kłem. – Jedenastego wschodu po pełni świętować każda wędrówka słońca po narodzinach świat. A ta wędrówka być szczególnie specjalna. Sto pełnych wędrówek słońca temu nasza lud osiedliła się na wyspa. Nasza lud musi świętować jedenastego i dwunastego wschodu po pełni. Musi zjeść tyle duża świń aż do wymioty. Musi wypić tyle mnóstwo zacier aż do utrata wzrok. Musi!

Wódz rozejrzał się wokoło, szukając pomocy leśnych i górskich bóstw. Lecz bóstwa mu nie pomogły.

– Ale zwyczaj… – zaczął mówić wódz i umilkł.

– Moja ogłaszać nowa dobra zwyczaj! – Szaman zgarnął kości wrogów do skórzanego woreczka, który zawiesił sobie na szyi. I wstał.

Plemię wiedziało, że był nikczemnego wzrostu, lecz w świetle ogniska szaman wyglądał na jeszcze niższego niż w rzeczywistości. Rzucał za to długi złowróżbny cień.

– Moja ogłaszać podwójne święto ludu! – zawołał.

Plemię zawyło z radości. Wojownicy wpadli do zagrody i zaszlachtowali wszystkie świnie, które po wypatroszeniu nadziano na drągi i w całości pieczono na ogniu. Kobiety otworzyły kadzie ze sfermentowanym kozim mlekiem zmieszanym z tapioką.

Rozpoczęło się wielkie żarcie. Rozpoczęło się dzikie picie. Rozpoczął się największy potlacz w dziejach plemienia.

Ale był ktoś, kto nie świętował. To kobieta, która jedną pełną wędrówkę słońca temu była zastępczynią szamana. Wsiadła teraz na kozła, rozpędziła go do galopu zebry i z całej siły wyrżnęła w przydrożną palmę.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.