Motto tygodnia: W Kijowie w jednej chwili, w Warszawie w drugiej chwili. Struś Pędziwiatr? Nie. Micheil Saakaszwili!

– Kto się zna na głodzie? – zapytała premier Szydło, otwierając naradę strategiczną w sprawie rezydentów.

– Ja nie – powiedział prokurator krajowy Święczkowski, a potem sięgnął po paczkę krakersów.

– Ja się znam. – Kempa, szefowa kancelarii premiera, podniosła rękę jak prymuska. – Przeczytałam w Wikipedii, że długotrwały głód powoduje apatię, omamy, omdlenia, opuchliznę, a w końcu śmierć głodową.

– Po ilu dniach? – Szydło też się skusiła na krakersa.

– Tego nie ma w Wikipedii… – rozłożyła ręce Kempa.

– To indywidualna sprawa każdego organizmu wyższego – rzeczowo odpowiedział minister Radziwiłł. – Przeciętna istota ludzka może wytrzymać bez jedzenia góra trzy tygodnie.

– Czyli już niedługo powinni zacząć umierać – grobowym głosem zauważył minister Błaszczak.

– Gdyby uczciwie głodowali, już by nie żyli – odezwał się Kamiński, minister od służb specjalnych. – Ale oni pozorują głodówkę. Zawieszają ją, odwieszają, piją soki i wodę mineralną. Taka głodówka to pic na wodę…

– …mineralną! – Kempa ucieszyła się z własnego dowcipu.

– Jedno jest pewne: my głodem ich nie weźmiemy – skonkludował Kamiński. – Już prędzej oni nas.

– Ja to bym spałował całe to towarzystwo i byłoby po herbacie – rozmarzył się Błaszczak.

– Herbatę też piją – powiedział Święczkowski, który z krakersów przerzucił się na czipsy. – Widziałem w telewizji.

– Należy zastosować metody bardziej wyrafinowane – powiedział Kamiński, czując na sobie skupione spojrzenia. – Moi ludzie mogą wtłoczyć do pomieszczenia, w którym głodują głodujący, zapach wędzonego boczku, smażonych steków, gotowanego żurku…

– Golonka! – przerwał mu Święczkowski, zdziwiony, że czipsy tak szybko się skończyły. – Nie ma to jak zapach golonki! W piwie i z chrzanem.

– Ewentualnie – ciągnął Kamiński – mogę posłać tam swoich ludzi przebranych za dziennikarzy, którzy ostentacyjnie zaczną jeść kanapki, ciastka, landrynki, orzeszki…

Właśnie: orzeszki! – pomyślał Święczkowski, rozejrzał się, ale orzeszków nigdzie nie było.

– Podchody, podstępy, przebieranki… – wydął usta Błaszczak. – Ja to bym się nie cackał, tylko wziął pałę i…

– Rozwiązanie siłowe nie wchodzi w grę – orzekła Szydło. – Nie jesteśmy barbarzyńcami.

– Jeśli już jesteśmy przy barbarzyńcach… – uśmiechnęła się Kempa. – Może Kurski coś wymyśli?

– Co mogłem, to już wymyśliłem, a moi ludzie powiedzieli to i pokazali – rzekł wywołany do tablicy Kurski, prezes publicznej telewizji. – Bardziej zohydzić rezydentów już się nie da.

Rozczarowany brakiem orzeszków Święczkowski wstał i powiedział: – Proponuję ogłosić przerwę na lancz. Nic mądrego nie wymyślimy, jeśli kiszki będą nam marsza grały.

– Pokaż, lekarzu, co masz na talerzu. – Kempa chciała błysnąć dowcipem, ale poniewczasie spostrzegła, że jej się nie zrymowało.

 

PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.